To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
BARFny Świat
Dieta BARF dla kota, psa i fretki. Naturalne i zdrowe żywienie zwierząt domowych.

Medycyna weterynaryjna - Kot "nieobsługiwalny" u weterynarza

sly - 2012-11-20, 18:27
Temat postu: Kot "nieobsługiwalny" u weterynarza
Mam ogromny problem z moją kotką. W akcie całkowitej desperacji, postanowiłam założyć ten wątek z nadzieją, że wśród Was znajdzie się osoba, która będzie umiała mi pomóc. Może ktoś z Was, miał lub ma, podobny problem? Tak jak w temacie, mam kota "nieobsługiwalnego" u weterynarza. Brzmi to dość śmiesznie, ale niestety stanowi ogromny problem przy każdej wizycie u lekarza wet. Kotka nie daje się dotknąć, a jak jakimś cudem się to uda, to jest tak zestresowana, że zawsze robi kupę, gubi garści sierści i na zawołanie dostaje łupieżu. Najgorsze jest to, że nic nie można przy niej zrobić, pobranie krwi jest niemożliwe. Byłam u dwóch wetów, w obu przychodniach trzymały ją trzy osoby, nie udało się. Niestety kocica mi choruje i badanie krwi jest niezbędne do diagnozy, wet zadecydował więc, by podać leki sedacyjne. Wyniki, jakie otrzymałam są tak nieciekawe, że nawet nie będę prosiła o ich interpretację. Po piętnastu minutach walki z kotem, zapewne są przekłamane. Weterynarz, początkowo pewny siebie, wyszedł z gabinetu ze zwichrzoną czupryną i podrapanymi kończynami. :evil: Stwierdził, że kot jest psychiczny i powinnam zastanowić się nad leczeniem go psychotropami. Ludzie w poczekalni byli przekonani, że w środku jest tygrys. Badanie krwi muszę powtórzyć. Muszę też zrobić USG. Nie mogę przecież za każdym razem kota sedować. Doradźcie proszę, co robić? :-(
Anonymous - 2012-11-20, 18:40

Może warto zaprosić weterynarza do domu ? Znam weterynarza, który przyjeżdża na wizyty domowe. Jakby co pisz to podam namiary.
pozdrawiam
Ania

sly - 2012-11-20, 21:50

Nie próbowałam jeszcze tego sposobu, obawiam się jednak, że może być podobnie. Niestety, moja kotka nie daje się dotknąć nikomu obcemu, przy próbach syczy i ucieka. W momencie, gdy chce się coś zrobić na siłę, staje się bardzo agresywna. Możliwe, że stres w domu byłby ciut mniejszy, ale wątpię, by udało się np. pobrać krew. Muszę iść raczej w kierunku farmakologicznego wyciszenia kota, tylko, co w tej sytuacji byłoby najlepsze?
coztego - 2012-11-20, 21:53
Temat postu: Re: Kot "nieobsługiwalny" u weterynarza
sly napisał/a:
mam kota "nieobsługiwalnego" u weterynarza

Witaj w klubie... :confused: Moja też jest postrachem lecznicy :twisted: Pracuję w lecznicy, widziałam setki kocich pacjentów i moja Malizna jest NAJGORSZYM kotem na świecie, wolałabym leczyć tygrysa. Wszelkie mniej inwazyjne czynności przeprowadzam sama w domu, ale już pobranie krwi byłoby niemożliwe, bo zdecydowanie przekracza punkt komfortu u tego kota i w domu tez by na to nie pozwoliła.
Ograniczam się do regularnych badań moczu, żeby móc wychwycić ewentualne niepokojące zmiany. Właśnie doszłam do momentu, kiedy muszę skontrolować krew, już się umówiłam w lecznicy na sedację, wiem, wyniki nie będą pewne, ale nie mamy innego wyjścia. Raz próbowaliśmy jej pobrać krew na żywca, poziom jej stresu przeraził nas bardziej niż agresja i zrezygnowaliśmy po utoczeniu 3 kropli. Założenie jest takie, że pobierzemy wielką butlę krwi i zbadamy wszystko co trzeba za jednym razem, żeby wykorzystać okazję na maksa. ;-)

Z tego co się ostatnio dowiedziałam, jeśli kot już jest uprzedzony do wizyt w lecznicy, to umarł w butach... już się tego nie odwróci. Dobrze jest spryskać transporter feliwayem, kilka dni przed wizytą podawać kotu jakiegoś kalm aida, żeby nieco się odstresował... Ale w tak skrajnych przypadkach jak nasze, takie delikatne metody można o kant stołu rozbić...

Dla mnie jedyna możliwość, to umówić się z bardzo dobrym lekarzem, podać kotu głupiego jasia (od razu na dzień dobry, a nie po godzinie walki) i zrobić wszystko co potrzeba za jednym razem, żeby nie trzeba było powtarzać sedacji co chwilę.

sly - 2012-11-20, 22:57

To mamy dwa najgorsze przypadki na świecie. :-( Weci z którymi ja miałam do czynienia nie znają drugiego takiego przypadku, no ale ja w mazowieckim, a Ty na Śląsku. ;-) Ja również znalazłam się w punkcie gdy już koniecznie muszę pobrać krew, kotce coś dolega. Chyba, niestety, masz rację z tym uprzedzeniem do lecznic. Patrząc na moją kocicę nie wierzę, że jest szansa na zmianę. Chciałabym znać takiego weterynarza od wszystkiego, ale... nie znam. :-( Na USG poszłabym do dr Marcińskiego, ale on raczej nie będzie się bawił w sedacje i pobieranie krwi. Jestem w kropce. Mam zalecenie powtórzyć badanie jeszcze w tym roku.
shana55 - 2012-11-21, 00:10

Ja mojemu zestresowanemu kotu podawałam Kalm Aid, taki syropek na bazie witamin i aminokwasów. Ma działanie relaksacyjne i kot po nim się uspokajał lepiej spał i bawił się. Pisze na nim, że można go właśnie podawać kotom przed wizyta u weta, podróżą czy zabiegami pielęgnacyjnymi. To lepsze rozwiązanie, niż podawanie kotu Relanium.
Sly może go spróbuj, jest drogi ale u mnie zadziałał, :-) dlatego go polecam :-)

http://animalia.pl/produk...otow-250ml.html

link do sklepu gdzie można to kupić

Margot - 2012-11-21, 13:54

sly napisał/a:

Na USG poszłabym do dr Marcińskiego, ale on raczej nie będzie się bawił w sedacje i pobieranie krwi. Jestem w kropce. Mam zalecenie powtórzyć badanie jeszcze w tym roku.


sly, dr Marciński faktycznie krwi nie pobierze, nie ma czasu, aby wykonywac dodatkowe zabiegi. Nie wiem w jakiej części Wawy mieszkasz, ale, pomyślałam sobie, że gdybyś chciała umówić się na USG do dr'a Marcińskiego w Wilanowie (do luxvetu), to mogłabyś zapisać się w tym samym dniu na wizytę do dr'a Czerwieckiego (jeśli ich godziny dyzurów się pokrywają, bo tego nie wiem). Moja koleżanka, która leczy u dr'a Czerwieckiego zwierzaki od 20 lat (wcześniej w lecznicy na Placu Hallera na Pradze, gdzie Pan dr tez przyjmuje) zawsze była pod ogromnym wrażeniem jak on sobie świetnie radzi z nimi. Zawsze podkreśla, że potrafi tak wyluzować kota, że ten nawet nie orientuje się, że lekarz przy nim jakieś zabiegi wykonuje.
Oczywiście nie wiem czy poradziłby sobie z twoją koteczką, ale może warto spróbować.

Moje koty na szczęście u weterynarza uchodzą za anioły i Ci zawsze rozpływają się jakie są grzeczne, choć zestresowane są na bank, także nie znam problemu z praktyki. Kiedyś za to byłam świadkiem jak 5 osób personelu medycznego nie dało rady pobrać krwi jednej kotce seniorce, a jej darcie słychać było w całej lecznicy, więc takie przypadki nie są aż takie rzadkie. Póki kot jest zdrowy, pół biedy, jak zacznie chorować to już spory problem.

Jeśli chodzi o wzywanie weta do domu na pobranie krwi, niekoniecznie musi to być taki dobry pomysł, bo skoro dla kotki, nie samo wyjście z domu, ale zabiegi wokół niej wykonywane przez obcych, są tak stresujące, to może stracić poczucie bezpieczeństwa w najbliższym, dotąd bezpiecznym dla niej środowisku domowym.

sly - 2012-11-21, 14:51

shana55 napisał/a:
Ja mojemu zestresowanemu kotu podawałam Kalm Aid, taki syropek na bazie witamin i aminokwasów. Ma działanie relaksacyjne i kot po nim się uspokajał lepiej spał i bawił się. Pisze na nim, że można go właśnie podawać kotom przed wizyta u weta, podróżą czy zabiegami pielęgnacyjnymi. To lepsze rozwiązanie, niż podawanie kotu Relanium.
Sly może go spróbuj, jest drogi ale u mnie zadziałał, :-) dlatego go polecam :-)

http://animalia.pl/produk...otow-250ml.html

link do sklepu gdzie można to kupić


Dziękuję Shana, możliwe, że spróbujemy tego specyfiku. Do tej pory nigdy nie miałam takich kłopotów z kotami, nie znam więc tego rodzaju leków. Warto spróbować.

sly - 2012-11-21, 15:20

Margot napisał/a:
sly, dr Marciński faktycznie krwi nie pobierze, nie ma czasu, aby wykonywac dodatkowe zabiegi. Nie wiem w jakiej części Wawy mieszkasz, ale, pomyślałam sobie, że gdybyś chciała umówić się na USG do dr'a Marcińskiego w Wilanowie (do luxvetu), to mogłabyś zapisać się w tym samym dniu na wizytę do dr'a Czerwieckiego (jeśli ich godziny dyzurów się pokrywają, bo tego nie wiem). Moja koleżanka, która leczy u dr'a Czerwieckiego zwierzaki od 20 lat (wcześniej w lecznicy na Placu Hallera na Pradze, gdzie Pan dr tez przyjmuje) zawsze była pod ogromnym wrażeniem jak on sobie świetnie radzi z nimi. Zawsze podkreśla, że potrafi tak wyluzować kota, że ten nawet nie orientuje się, że lekarz przy nim jakieś zabiegi wykonuje.

Oczywiście nie wiem czy poradziłby sobie z twoją koteczką, ale może warto spróbować.


Dziękuję Margot za Twój głos. Domyślałam się tego, że dr Marciński nie będzie miał czasu na takie rzeczy. Co do odległości, to trudno, nie ma to aż tak wielkiego znaczenia, najważniejsze żeby udało się zdiagnozować moją kotkę. Brałam pod uwagę właśnie takie rozwiązanie jakie proponujesz, tylko mam wątpliwości co do weta. Nie znam doktora Czerwieckiego, jedynie z opinii w internecie. Na tej podstawie mam mieszane uczucia, ale oczywiście traktuję to z dystansem. Jeśli wspomniany doktor umiałby ją zahipnotyzować, to jest szansa, :-) w przeciwnym wypadku, powtórka z rozrywki. :-(

Margot napisał/a:
Jeśli chodzi o wzywanie weta do domu na pobranie krwi, niekoniecznie musi to być taki dobry pomysł, bo skoro dla kotki, nie samo wyjście z domu, ale zabiegi wokół niej wykonywane przez obcych, są tak stresujące, to może stracić poczucie bezpieczeństwa w najbliższym, dotąd bezpiecznym dla niej środowisku domowym.


Po chwili namysłu, doszłam do podobnych wniosków.



Jeśli wszystkie sposoby zawiodą, ponownie stanę przed dylematem - co i czy - podać. Jak w tym temacie skontrolować weta, czy są jakieś lepsze i gorsze środki, sposoby podawania? Orientujecie się może?

Margot - 2012-11-21, 15:35

sly napisał/a:

Nie znam doktora Czerwieckiego, jedynie z opinii w internecie. Na tej podstawie mam mieszane uczucia, ale oczywiście traktuję to z dystansem. Jeśli wspomniany doktor umiałby ją zahipnotyzować, to jest szansa, :-) w przeciwnym wypadku, powtórka z rozrywki. :-(




Ja też go osobiście nie znam i gwarancji dać nie mogę. Opinie kiedyś czytałam i rzeczywiście były różne. Na pewno jest to lekarz z dużym doświadczeniem. Jeżeli barfujesz, to wiem, że on nie jest przeciwnikiem diety mięsnej (zaczynał leczyć jak nikt w Polsce o chrupkach nie słyszał).

A jakie schorzenie podejrzewane jest u kotki?

sly - 2012-11-21, 15:50

Cytat:
Margot napisał/a:
Ja też go osobiście nie znam i gwarancji dać nie mogę. Opinie kiedyś czytałam i rzeczywiście były różne. Na pewno jest to lekarz z dużym doświadczeniem. Jeżeli barfujesz, to wiem, że on nie jest przeciwnikiem diety mięsnej (zaczynał leczyć jak nikt w Polsce o chrupkach nie słyszał).


A jakie schorzenie podejrzewane jest u kotki?



Na podstawie wywiadu, obejrzenia kocicy i osłuchania, weterynarz stwierdził zapalenie gardła. Jednak po analizie uzyskanych wyników krwi, ostrożnie zasugerował, że może być coś jeszcze. :cry:

Sandra - 2012-11-21, 16:19

Dr Czerwiecki to legenda w pozytywnym rozumieniu tego słowa.
Prowadził mi 2 koty. Z każdym miał dobry kontakt.
Po minucie były całusy (przy pierwszej wizycie). Ale było to lat 10...
Co jest dzisiaj ?
Koleżanka ma dwóch barci mniejszych rosyjskie albo brytyjskie, nie pamiętam.
Ślepo mu ufa, nie podoba mi się to, ale cóż tam....
Jako Vet ma niebotyczne doświadczenie, a jako człowiek ?
Po prostu kocha zwierzynę. :love:
Moja inna psiapsiółka, bo ma psy uwielbia go i także ślepo mu ufa od 20 lat.
A miała psy różne, z toczniem także.....
Polecam solidna firma.

sly - 2012-11-21, 17:17

Sandra napisał/a:
Dr Czerwiecki to legenda w pozytywnym rozumieniu tego słowa.
Prowadził mi 2 koty. Z każdym miał dobry kontakt.
Po minucie były całusy (przy pierwszej wizycie). Ale było to lat 10...
Co jest dzisiaj ?
Koleżanka ma dwóch barci mniejszych rosyjskie albo brytyjskie, nie pamiętam.
Ślepo mu ufa, nie podoba mi się to, ale cóż tam....
Jako Vet ma niebotyczne doświadczenie, a jako człowiek ?
Po prostu kocha zwierzynę. :love:
Moja inna psiapsiółka, bo ma psy uwielbia go i także ślepo mu ufa od 20 lat.
A miała psy różne, z toczniem także.....
Polecam solidna firma.


Dziękuję za opinię, prawdopodobnie, wkrótce się przekonam osobiście, jak jest naprawdę.

Margot - 2012-11-21, 17:45

sly napisał/a:


Dziękuję za opinię, prawdopodobnie, wkrótce się przekonam osobiście, jak jest naprawdę.


sly, nawet jeśli okazałoby się, że Pan doktor dzięki swojemu podejściu do zwierzaków będzie potrafił okiełznać kotkę i pobrać jej krew bez podawania głupiego jasia, to już będzie duża korzyść z wizyty, bo poprzednikom się to nie udało. Jak bedziesz miała wątpliwości co do postawionej diagnozy i zaproponowanego sposobu leczenia (moja koleżanka uważa, że jest bardzo dobrym diagnostą, choć niektóre opinie w necie temu przeczą), to z wynikami będziesz mogła się zawsze udać do innego poleconego weta.

coztego - 2012-11-21, 18:08

shana55 napisał/a:
Ja mojemu zestresowanemu kotu podawałam Kalm Aid, taki syropek na bazie witamin i aminokwasów. Ma działanie relaksacyjne i kot po nim się uspokajał

Niestety, przy takim poziomie stresu na jaki wchodzi moja Malizna, Kalm Aid jest jak witamina C na zapalenie płuc ;-)

Bardzo jestem ciekawa tego doktora cudotwórcy, jeśli kotka sly rzeczywiście jest taka jak moja Malizna, to nie wróżę mu sukcesu :twisted:

sly napisał/a:
Jeśli wszystkie sposoby zawiodą, ponownie stanę przed dylematem - co i czy - podać. Jak w tym temacie skontrolować weta, czy są jakieś lepsze i gorsze środki, sposoby podawania? Orientujecie się może?

W tym temacie mam zaufanie do weta, weci zwykle są przywiązani do sedacji, którą stosują, mają oświadczenie w konkretnych środkach i mają konkretne leki na stanie. Wolałabym, żeby wet się nie uczył nowego znieczulenia na moim kocie ;-)



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group