To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
BARFny Świat
Dieta BARF dla kota, psa i fretki. Naturalne i zdrowe żywienie zwierząt domowych.

Off Topic nieBARFny - Rośliny szkodliwe dla naszych zwierząt

karakalek - 2013-11-24, 14:58
Temat postu: Rośliny szkodliwe dla naszych zwierząt
Poniżej wklejam artykuł pochodzący z Poczty Zdrowia dotyczący skażenia powietrza w pomieszczeniach, w których przebywamy czy to pracując czy też mieszkając, oraz możliwości oczyszczania go właśnie poprzez rośliny.
Wybierając rośliny do naszych domów, należy pamiętać, że niektóre mogą być niebezpieczne dla naszych zwierząt a szczególnie dla kotów.


http://brudnykrakow.wordp...cych-powietrze/

Zadbaj, aby w Twoim domu były rośliny oczyszczające powietrze

Rośliny doniczkowe są na tyle drogie, że stają się towarem luksusowym, na który nie wszyscy mogą sobie pozwolić w dobie kryzysu.
To wielka szkoda, bowiem pomieszczenie wypełnione kwiatami działa uspokajająco i wpływa na poprawę nastroju. Życie w sąsiedztwie roślin jest dla człowieka czymś bardziej naturalnym niż życie w otoczeniu betonu, plastiku, lakierowanego drewna i urządzeń elektrycznych.
Sadzenie roślin i kwiatów w domu jest korzystne również dla zdrowia: wiele z nich posiada zdolność oczyszczania powietrza ze szkodliwych substancji i przyczynia się znacznie do poprawy jakości powietrza, którym oddychamy.
Powietrze w budynkach jest od 5 do 10 razy bardziej zanieczyszczone od powietrza na zewnątrz
Francuskie Obserwatorium Jakości Powietrza w Budynkach (Observatoire de la qualité de l'air intérieur) przeprowadziło badania na wielką skalę, które wykazały bardzo wysoki poziom zanieczyszczenia powietrza w 10% badanych mieszkań. „Zanieczyszczenie chemiczne jest większe w budynkach niż na zewnątrz”. W 30% mieszkań zaobserwowano jednoczesne występowanie od 3 do 8 rodzajów szkodliwych substancji w wysokim stężeniu, pochodzących ze stosowanych środków czyszczących, urządzeń grzewczych, dymu tytoniowego lub roztoczy.
Najczęściej występującą w budynkach szkodliwą substancją jest formaldehyd – toksyczny gaz o właściwościach drażniących i uczulających. W 2004 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) zaliczyła formaldehyd do kategorii substancji o działaniu rakotwórczym. Testy wykazały jego obecność w stosowanych w gospodarstwach domowych środkach czyszczących i detergentach; w szamponach, odświeżaczach powietrza, dywanach, żelach pod prysznic, płytach pilśniowych do produkcji mebli, farbach do ścian wewnętrznych, wykładzinach podłogowych itp.
Istnieje jeszcze wiele innych substancji zanieczyszczających powietrze w pomieszczeniach zamkniętych, znanych jako lotne związki organiczne (LZO).
Substancje zanieczyszczające powietrze obecne w każdym domu
Stosowane w domu detergenty i rozpuszczalniki mogą – oprócz bardzo rozpowszechnionego formaldehydu – uwalniać również trójchloroetylen i ksylen.
Kleje i substancje wiążące, włącznie ze stosowanymi do klejenia parkietu i wykładzin, wydzielają ksylen lub toluen.
Butelki i przedmioty z plastiku stanowią źródło emisji benzenu, lakierowane drewno może uwalniać pięciochlorofenol, farby użyte do malowania ścian – ksylen, a jeśli dodatkowo ktoś w domu jest palaczem, to prawdopodobnie wdychasz tam również amoniak.
Może się powtarzam, ale chciałbym podkreślić, że oprócz formaldehydu w pomieszczeniach zamkniętych obecne są wszystkie te lotne związki organiczne (LZO). Warto zaznaczyć, że ich występowanie zarezerwowane jest nie tylko dla produktów plastikowych.
Postęp w technikach izolacyjnych sprawił, że gazy te pozostają coraz dłużej uwięzione w naszych mieszkaniach. Wiedząc, że w budynkach spędzamy około 80% swojego czasu, może to tłumaczyć zjawisko podwojenia się w ciągu ostatnich 20 lat liczby chorób układu oddechowego o podłożu alergicznym.
Substancje zanieczyszczające nie są jednakowo szkodliwe
Stopień szkodliwości poszczególnych lotnych związków organicznych jest zależny od wielu czynników.
Z jednej strony substancje zanieczyszczające powietrze nie są szkodliwe w jednakowym stopniu. Z drugiej zaś czas oraz częstotliwość ekspozycji na substancje zanieczyszczające jest zmienny. Ponadto w obrębie jednej populacji nie wszystkie osoby reagują w taki sam sposób na kontakt z niebezpiecznymi substancjami. Niektóre grupy osób są bardziej podatne: dzieci, osoby szczególnie wrażliwe, alergicy itp.
Dla naukowców łatwe jest poznanie wpływu LZO na zdrowie w przypadku krótkiego czasu ekspozycji na niebezpieczną substancję i wysokiego jej stężenia. Trudniej natomiast jest dokładne określenie wpływu substancji szkodliwych w przypadku długotrwałej ekspozycji na nie, dużej liczby substancji oraz ich małego stężenia.
Ekspozycja może wywoływać niegroźne odczuwanie dyskomfortu lub wprost przeciwnie – poważne w skutkach infekcje. Do lekkich objawów należą zapalenie błony śluzowej nosa, podrażnienie oczu, skóry i gardła, jak również osłabienie i stany chronicznego zmęczenia.
Do poważniejszych zaburzeń należą dysfunkcje w obrębie narządów wewnętrznych człowieka: niewydolność nerek, serca, płuc, wątroby lub układu pokarmowego.
Zaskakujące odkrycie NASA dotyczące roślin
Gdy w 1973 roku zespoły NASA (amerykańska Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej) odzyskały Skylab 3, wysłaną w przestrzeń kosmiczną załogową kapsułę, zauważono, że zawierała ona ponad sto różnych lotnych związków organicznych, potencjalnie szkodliwych dla astronautów.
Podjęto więc decyzję o rozpoczęciu badań nad sposobami oczyszczania powietrza wewnątrz pomieszczeń. Doktor Wolverton był jedynym badaczem specjalizującym się w zanieczyszczeniach powietrza i metodach oczyszczania go przy użyciu roślin. Podczas badań nad oczyszczaniem powietrza skażonego bronią biologiczną odkrył, że rośliny pochodzące z bagien na Florydzie posiadają zdolność usuwania mieszanki pomarańczowej (preparatu fitoksycznego, który przez przypadek został wprowadzony do lokalnych wód podczas badań rządowych prowadzonych w bazie Eglin Air Force).
Dzięki odniesionym sukcesom mógł kontynuować swoje poszukiwania w Stennis Space Center w NASA (dawniej: Mississippi Test Facility), w którym opracował metodę wykorzystywania roślin do oczyszczania wód ściekowych pochodzących z centrów NASA. Polegała ona na zastąpieniu tradycyjnych szamb zbiornikami zarośniętymi hiacyntami wodnymi. System ten używany jest do dziś.
Dr Wolverton rozpoczął też badania nad zdolnością oczyszczania powietrza przez rośliny z lotnych związków organicznych takich jak między innymi amoniak, benzen, formaldehyd, tlenek węgla, pięciochlorofenol, toluen, trójchloroetylen, ksylen... Wszystkie te szkodliwe substancje znane były już wówczas jako drażniące i potencjalnie rakotwórcze.
Zbudował zamknięte pomieszczenie (wielkości mieszkania), doskonale izolowane, w którym umieszczał piętnaście roślin doniczkowych i wprowadzał duże ilości lotnych związków organicznych. W początkowej fazie eksperymentu po wejściu do budynku można było odczuć silne pieczenie oczu oraz problemy z oddychaniem – dwa klasyczne symptomy „syndromu chorych budynków”. Jednak po pewnym czasie dzięki roślinom stężenie lotnych związków organicznych zmniejszało się na tyle, że pozwalało to na przebywanie w pomieszczeniu bez doświadczania nieprzyjemnych dolegliwości.
W jaki sposób rośliny oczyszczają powietrze?
Substancje zanieczyszczające wnikają do roślin przez otwory w liściach nazywane aparatami szparkowymi. Aparaty te są strukturami służącymi roślinie do oddychania, fotosyntezy i transpiracji. Dzięki nim następuje wymiana gazowa między rośliną a atmosferą.
Lotne związki organiczne to substancje o małym ciężarze molekularnym, które mogą wnikać do roślin przez ich aparaty szparkowe. Gdy szkodliwe substancje znajdą się w komorze podszparkowej, wchodzą w kontakt z wodą wyściełającą ścianki tej komory.
Po przejściu w stan ciekły przedostają się do komórek roślin, w których zostają zmetabolizowane lub uwięzione.
Substancje szkodliwe mogą również zwyczajnie odkładać się na liściach. Wchodzą w kontakt z kutykulą – cienką warstwą pokrywającą zewnętrzną ścianę komórek epidermy, która chroni roślinę przed czynnikami zewnętrznymi. Mogą także przedostawać się do wnętrza liści. (1)
Jakie kwiaty wybierać?
Rośliny oczyszczające powietrze w domu to między innymi:
• Azalia – pomaga obniżyć poziom ksylenu, amoniaku i tlenku węgla. Najlepiej umieść ją w kuchni lub łazience, w których substancje te występują najczęściej. Nawiasem mówiąc, dodatkową zaletą tej rośliny (przynajmniej dla mnie) jest jej piękny wygląd, szczególnie w okresie kwitnienia.
• Bluszcz – jest łatwy w pielęgnacji i posiada zdolność pochłaniania substancji toksycznych takich jak formaldehyd, benzen i trójchloroetylen. Doniczkę z bluszczem dobrze jest postawić w biurze, sypialni lub pokoju dziennym.
• Chryzantemy – rozkładają amoniak, benzen, formaldehyd, tlenek węgla i trójchloroetylen. Możesz umieszczać je w każdym miejscu!
• Fikus – roślina niemal niezniszczalna, również pochłania amoniak, formaldehyd i ksylen.
Zdrowia życzę!
Jean-Marc Dupuis
****************
Źródła:
Opis roślin usuwających zanieczyszczenia lotne z powietrza znajduje się na stronie internetowej w języku francuskim poświęconej tej tematyce: http://www.plantes-depolluantes.com/plantes.php

[ Komentarz dodany przez: dagnes: 2014-09-12, 12:33 ]
Zmieniłam tytuł wątku

_Jadis_ - 2013-11-24, 15:06

To ja wrzucę, pierwszy link z brzegu
rośliny niebezpieczne dla kotów

Tak do poczytania zanim zaczniemy wybierać owe roślinki. ;-)

Ines - 2013-11-24, 15:08

Wielka szkoda, że wszystkie te rośliny są trujące dla kotów... Ale osobiście mam niewielkiego fikusa. Musiałam się nagimnastykować, żeby oduczyć koty podgryzania go. Przy pewnym nakładzie pracy udało się je wychować do życia z fikusem, ale raczej nie porywałabym się na to drugi raz sprowadzając do domu kolejną taką roślinę... Ale to też dlatego, że kompletnie nie mam ręki do roślin i to i tak cud, że fikus wciąż żyje.

I to fakt - fikus jest chyba niezniszczalny. Jak ja go nie zabiłam, to chyba nic go nie zabije :->

_Jadis_ - 2013-11-24, 15:11

Ines jak ty oduczylas koty gryzienia roślin? U mnie nie ma nic żywego poza futrami. Nie dość , że skubane zrzucają doniczki z parapetow (nie ważne jak ciezkie , nie wazne ile i gdzie ) to jeszcze podryzaja kwiaty (wszystkie!) a jak probowalam wychodowac glupi alwende z nasionek to wypleniły wszystko co wyrosło -.- wyrywaly i wypluwały ;/ poddałam sie ;/
Ines - 2013-11-24, 15:34

Przede wszystkim od samego początku uczyłam je bezwzględnej i natychmiastowej reakcji na "nie wolno". Jak słyszą "nie wolno", to natychmiast przestają robić to, co robią - nawet jak czasem się zapomnę i powiem nie do nich... Jeśli była taka potrzeba, to na początku mówiąc "nie wolno" karciłam je tak, jak matka karci kocięta - ogólnie takie wyraźne karcenie staram się stosować tylko w sytuacjach zagrożenia zdrowia albo życia, a zjadanie trującej rośliny za taką uważam. Karciłam lekkim dmuchnięciem w nos (coś jak prychnięcie kota na kota), albo lekkim potrząśnięciem za skórę na karku - oczywiście takim, by w żadnym wypadku nie sprawić bólu, w zasadzie wystarczy tylko na chwilę złapać kota delikatnie, ale pewnie i stanowczo za skórę, żeby doskonale zrozumiał o co chodzi. Wychodzę z założenia, że żaden kot nie będzie słuchał swojego "pana"... ale każde kocię będzie słuchało swojej matki ;-) i staram się, żeby nasze relacje na takiej zasadzie działały. Szybko skojarzyły karcenie z "nie wolno", a potem "nie wolno" z zakazaną czynnością. Dodatkowo za każdym razem jak posłusznie zaprzestawały gryzienia - chwaliłam je i zanosiłam do rośliny przeznaczonej dla nich. Staram się zawsze pamiętać o zasadzie "coś za coś". Zabraniam czegoś, ale pokazuję, że mogą robić w zasadzie to samo, ale w akceptowany przeze mnie sposób. Np gryźć papirusa zamiast fikusa, drapać drapak zamiast łóżka itd... Tula szybko się przystosowuje do zakazów, Aurelka dłużej bada granice, ale w końcu po jakimś czasie konsekwentnego upominania jej, też te granice koniec końców akceptuje - choć w jej przypadku wymaga to więcej cierpliwości.
gpolomska - 2013-11-24, 16:35

Skrzydłokwiat - super czyście powietrze; tylko jest jeden problem - mały kawałek i kot/niemowlę może być nie do uratowania (nawet wystarczy sok). Gorzej... wystarczy nieszkodliwy papirus stojący w pomieszczeniu, gdzie się pali papierosy - jak dobrze nawciąga dymu, to też staje się trujący.

O ile rośliny powodujące podrażnienie czy wymioty powiedzmy, że można by rozważyć u kota nieskubiącego zasadniczo roślin i mającego stały dostęp do trawy, o tyle roślin totalnie toksycznych (czyt. mogących powodować szybką śmierć) zdecydowanie nie polecam (chyba, że w pomieszczeniu, gdzie kot nie ma dostępu i gdy każdy domownik pilnuje, żeby tam przypadkiem nie wszedł), bo wystarczy, że kot, który nigdy nie podgryzał, zje kawałeczek (tutaj się na ten temat wywnętrzałam).

Kilka info o tym, w jaki sposób co truje jest tutaj, bo nie każde są w takim samym stopniu mordercze. Sama mam fikusa - Magnolia go tylko powąchała i nawet nie dotyka (koty nie lubią gorzkiego, a trujące rośliny specyficznie widocznie dla nich pachną - ale jak bardzo mają ochotę skubnąć, a nie ma trawy, to skubną i co innego - stąd zapędy np. do dracen), ale ma cały zielnik dostępny (papirus, jęczmień, bazylia, kocimiętka, mięta, oregano), więc jak ma usilną potrzebę, to skubie (gł. jęczmień i kocimiętkę).

_Jadis_ - 2013-11-24, 17:07

Ines napisał/a:
Przede wszystkim od samego początku uczyłam je bezwzględnej i natychmiastowej reakcji na "nie wolno". Jak słyszą "nie wolno", to natychmiast przestają robić to, co robią - nawet jak czasem się zapomnę i powiem nie do nich... Jeśli była taka potrzeba, to na początku mówiąc "nie wolno" karciłam je tak, jak matka karci kocięta - ogólnie takie wyraźne karcenie staram się stosować tylko w sytuacjach zagrożenia zdrowia albo życia, a zjadanie trującej rośliny za taką uważam. Karciłam lekkim dmuchnięciem w nos (coś jak prychnięcie kota na kota), albo lekkim potrząśnięciem za skórę na karku - oczywiście takim, by w żadnym wypadku nie sprawić bólu, w zasadzie wystarczy tylko na chwilę złapać kota delikatnie, ale pewnie i stanowczo za skórę, żeby doskonale zrozumiał o co chodzi. Wychodzę z założenia, że żaden kot nie będzie słuchał swojego "pana"... ale każde kocię będzie słuchało swojej matki ;-) i staram się, żeby nasze relacje na takiej zasadzie działały. Szybko skojarzyły karcenie z "nie wolno", a potem "nie wolno" z zakazaną czynnością. Dodatkowo za każdym razem jak posłusznie zaprzestawały gryzienia - chwaliłam je i zanosiłam do rośliny przeznaczonej dla nich. Staram się zawsze pamiętać o zasadzie "coś za coś". Zabraniam czegoś, ale pokazuję, że mogą robić w zasadzie to samo, ale w akceptowany przeze mnie sposób. Np gryźć papirusa zamiast fikusa, drapać drapak zamiast łóżka itd... Tula szybko się przystosowuje do zakazów, Aurelka dłużej bada granice, ale w końcu po jakimś czasie konsekwentnego upominania jej, też te granice koniec końców akceptuje - choć w jej przypadku wymaga to więcej cierpliwości.


No dobra, to wszystko to ja przerabiałam. I one reaguja na wszelkie moje komendy , ze tak powiem , na nie wolno itp.... tak je oducyzlam łazenia po stole np. ale na kwiaty to po prostu nie dziala. ;/

gpolomska - 2013-11-24, 17:38

Lepiej, że formalnie nie działa, niż by miało być tak, że przy Tobie nie, a jak tylko Cię chwilę nie będzie, to obgryzą na max. Przynajmniej wiesz, na czym stoisz.

A trawę mają do skubania, tak?

_Jadis_ - 2013-11-24, 17:44

gpolomska napisał/a:
Lepiej, że formalnie nie działa, niż by miało być tak, że przy Tobie nie, a jak tylko Cię chwilę nie będzie, to obgryzą na max. Przynajmniej wiesz, na czym stoisz.

A trawę mają do skubania, tak?



NO właśnie o takie oduczenie mi chodziło, bo to, ze przy mnie ne gryzły to i owszem , ale na chwilę się odwracałam to już zaczynały. A na parapecie nic nie ma prawa stać bo to ich miejsce -.-

Trawę dostają raz na jakiś czas. NIe mam gdzie jej trzymać. A zainteresowanie trawą wykazywała jedna czasem dwie z trzech kotów.

Ines - 2013-11-24, 20:07

Moje koty szpiegowała i kamerka, i mąka rozsypana w niedozwolonych miejscach, i puste puszki w takowych porozstawiane - jak się nauczą, że nie wolno, to na stałe, nieważne czy ich pilnuję czy nie :-)

Jadis, być może zabrakło u Ciebie w takim razie elementu "coś za coś". Tak jak pisałam wcześniej, karcenie staram się stosować jak najrzadziej, bo z moich obserwacji wynika, że to najmniej skuteczny sposób wychowania kotów (i pewnie nie tylko kotów). Staram wychowanie ich opierać głównie na tym, że rozumiem ich potrzeby (takie jak podgryzanie roślin) i umożliwiam im realizowania tych potrzeb, ale w akceptowany sposób (tak jak pisałam - papirus zamiast fikusa i tak do znudzenia). Bez tego elementu ja również na 100% odniosłabym porażkę. Myślę, że koty stawianie im granic w jakiś sposób jednak muszą odbierać jako krzywdę czy też zamach na ich swobodę i wrażenie to w pewien sposób zniwelujemy, gdy daje się im coś podobnego w zamian.

_Jadis_ - 2013-11-24, 20:38

Z cała miłością do moich futer ale są pewne granice. NIe one będą dyktowały mi co ja mam dla nich robić ale ja moge robić dużo żeby zaspokoić ich potrzeby.

NIestety ja nie b ędę kombinować jakie roślinki kupić kotom, zeby one mogły je gryźć. DLa mnie sprawa w tym momencie wygląda tak, że jeśli mam kwiaty to one są dla mnie nie dla nich.

Jak będą potrzebowały dostaną SWOJĄ trawkę (nie ma zainteresowania? widać nie jest im potrzebna. )

Jeśli doniczki stoją na parapecie to dla mnie a nie jako zabawka do ciągłego zrzucania. Może się ze mną wiele osób nie zgodzić i naskoczyć, że jak ja tak mogę.( im odpowiem , zę nigdy nie były i nie będą u mnie w domu , nie widziały i nie zobaczą jak mam dostosowane mieszkanie dla futer i ile dla nich robię).


Na kwiatach mi nie zależy ale zależy mi na świeżych ziolach (niekoniecznie byłabym szczesliwa , że koty je ogryzaja ,bo to również jest dla mnie nie dla nich. Ale podobno ziola nie trują więc przynajmnije w tej kwestii nie byloby problemu)
Problemem jest , że doniczki lądowałyby na podłodze kilka razy dziennie (testowałam w 3 mieszkaiach, różne rodzaje i zawsze kończyło się tak samo - po prostu parapety to ich miejsce i nie akceptują niczego poza kocykiem na nich). Na tyle poznałam moje koty , że tu akurat ja wiem, żę nie mam alternatywy. Miejsca innego na doniczki też nie . Trudno. Jak mówię ja się z tym pogodziłam już jakiś czas temu (choć czasem mam przebłyski "a moze jednak by się dało?")
U mnie nie ma karcenia, nie ganiam za kotami ze spryskiwaczem z wodą czy nie wiem z czym jeszcze... są nauczone, że na pstryknięcie palcami i moje machnięcie ręką w kierunku podłogi wiedzą , żę mają zejść. Nawet nie muszę nic mówić, krzyczeć , ganiać za nimi czy coś. Czy to jest krzywdzenie? NIe sądzę. Zwłaszcza , że ogranicza się do łażenia po stole i blacie.

Niestety ale ja nie żyję po to, zeby im służyć tylko wspólnie koegzystujemy w jednym mieszkaniu, wiec są pewne granice, których przekraczać nie zamierzam.

Ines - 2013-11-24, 21:14

Proces wychowania moich kotów nie przewiduje mojego służalczego stosunku do nich ;-) przeciwnie, jest oparty na kompromisach z obu stron. Niestety tak jak pisałam wcześniej, wychodząc z pozycji siły, wątpliwe jest, żebyśmy coś wypracowali. Powtórzę - żaden kot nie będzie słuchał swojego "pana", ale każde kocię będzie słuchało swojej matki. Matka rozumie potrzeby kociaka i pokazuje mu, jak kocię może te potrzeby w akceptowany sposób realizować - gdzie ma się załatwiać, szukać pożywienia, pielęgnować pazury, regulować pracę układu trawiennego zieleniną. Skoro Twoje koty podgryzają rośliny, to jednak tego potrzebują. Niestety my nie jesteśmy w stanie perfekcyjnie określić, kiedy akurat koty mają potrzebę zjeść coś zielonego, a kiedy nie. Ale rozumiem, że co jakiś czas występuje u nich taka potrzeba i zabraniając im podgryzać moją roślinę, nie widzę problemu w tym, żeby jednocześnie udostępnić im papirusa, który stoi obok ich drapaka i jest kompletnie niewymagający w utrzymaniu - wystarczy uzupełniając kotom miseczki z wodą, uzupełnić do oporu wodę w papirusie. To nie jest dla mnie wielki wysiłek ani wielkie ustępstwo, a dzięki temu żyjemy wszyscy szczęśliwie, w ogólnej zgodzie i bez wybryków, typu zrzucanie doniczek z okna :kwiatek:
Bianka 4 - 2013-11-24, 22:21

Ines, po raz kolejny jestem pełna podziwu!!! To się nazywa KOMPROMIS i pełne zrozumienie co komu potrzeba :kciuk:
Wilga - 2013-11-26, 12:47

Fretki nie ogryzają roślin zazwyczaj ale uwielbiają rozkopywać ziemię. Ale wtedy jak to duże doniczki (trudne do zwalenia) można dużych otoczaków nasypać i problem z głowy.
Nina_Brzeg - 2013-11-26, 18:18

Nasze koty całe życie jadły diffenbachie. Za pierwszym razem rodzice 'na sygnale' jechali do weta. Nigdy nic konkretnego im po nich nie było. W jaki sposób ta roślina jest trująca dla kotów?

Za to teraz z mojego pokoju musiały wywędrować wszystkie kwiaty. Jedyne miejsce, gdzie rosną to parapet (mam ciemny pokój, słońce koło 2h dziennie wyłącznie w okolicy okna) a na parapet wchodzi kot, który mi kwiaty zżera. Co prawda to rośliny chyba nietrujące (Nolina i Jukka Elephanta) ale wcale ładnie nie wyglądają, jak są obgryzione :-(
Tym sposobem za kwiatka robi mi mój czarny kot, który połowę doby spędza na swoim legowisku na parapecie ;-)

Czyli papirusa koty mogą jeść do woli? Szukam czegoś zamiast trawy, co kot mógłby sobie skubać kiedy będzie chciał.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group