To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
BARFny Świat
Dieta BARF dla kota, psa i fretki. Naturalne i zdrowe żywienie zwierząt domowych.

Kulinaria dwunogów - Rola wapnia w budowie kości, czyli o czym nie mówią lekarze

ciocia_mlotek - 2014-12-31, 00:09

Ja teraz czekam az otworzy sie ponownie jedyny sklep w okolicy, w ktorym mozna kupic swieze buraki. Wtedy sobie nakisze.
Sa na przyklad super burgery. Masz burgera wolowego, do tego krazek ananasa, plasterek lub 2 kiszonego buraka i sadzone jajo. Bardzo inne ale super.
Ale to swoja droga nie ten watek

dagnes - 2015-01-12, 15:17

Uzupełniania informacji ciąg dalszy ;-) .
Niestety jest w odcinkach, bo jakbym miała wszystko na raz napisać to pewnie nie zrobiłabym tego i za rok :roll: . No i oczywiście znów w telegraficznym skrócie, a głębiej zainteresowani tematem muszą sami podrążyć.

dagnes napisał/a:
Suplementacja wapnia powinna natomiast iść także w parze nie tylko z witaminami D3 i K2 ale i z odpowiednią dawką magnezu.

Wiemy już, że dla budowy kości i zębów u ludzi znacznie ważniejsze jest zadbanie o dostarczanie sobie witamin D3 oraz K2 niż wapnia (wapń znajduje się w wystarczającej ilości w produktach spożywczych stanowiących zdrową i zbilansowaną dietę; przy czym w skład tej diety nie powinny wchodzić produkty mleczne). Natomiast suplementacja samego wapnia powinna mieć miejsce jedynie w bardzo niewielu przypadkach zdiagnozowanego poważnego niedoboru wapnia. To, czego (jeszcze ;-) ) nie wiemy to kolejny, brakujący element układanki, który nazywa się magnez.

Poza szeregiem niezwykle ważnych i powszechnie znanych funkcji, jakie w organizmie pełni magnez, ma on kilka zadań, o których rzadko się słyszy/czyta, a które bezpośrednio odpowiadają za prawidłową budowę kości, stawów i zębów. Przede wszystkim magnez jest jednym z minerałów, które wchodzą w skład kośćca. Magnez musi być dostępny w wystarczającej ilości w momencie budowy tkanki kostnej, a gdy go nie ma, to nawet jeśli zaopatrzenie organizmu w wapń jest optymalne, tkanka kostna nie powstanie. Magnez bierze także udział w aktywowaniu witaminy D3 i bez niego żadna ilość tej witaminy nie spełni swej roli w gospodarce wapniowej organizmu. Dodatkowo, magnez jest jednym z faktorów, umożliwiających działanie witaminy C, która jest m.in. odpowiedzialna za powstawanie kolagenu stanowiącego rusztowanie kości (o tym, jak powstaje kolagen i roli witaminy C przy jego budowie było już na Forum tutaj oraz tutaj).

Powyższe funkcje magnezu w organizmie znane są od dawna biochemikom i poczytamy o nich w podręcznikach do biochemii, jednak nauki medyczne "odkryły" magnez całkiem niedawno i zaczęły się nim interesować. Oczywiście przeprowadzone badania potwierdziły znaczenie magnezu w procesie budowy kośćca oraz wpływ jego niedoboru na osteoporozę:
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19828898
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/15607643
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23912329

Problem "magnezowy" jest dość złożony, przede wszystkim z powodu trudności w mierzeniu faktycznego zaopatrzenia organizmu w ten pierwiastek, niedoszacowania norm jego spożycia i powszechnej wiary w bezproblemowe uzyskanie potrzebnej jego ilości z tzw. "normalnej diety".

A więc po kolei. Powszechnie sądzi się, że niedobór magnezu nie istnieje, dlatego nawet nie bada się rutynowo jego poziomu we krwi. A nawet jeśli się go zbada, to zwykle nic z badania nie wynika, bo okazuje się, że "jest w normie". Norma określona przez różne źródła zawiera się gdzieś w przedziale 0,6-1,2 mmol/l i praktycznie wszyscy mają magnez w tych granicach, bez względu na to, jaką ilością magnezu dysponuje organizm. Przeciętny człowiek powinien posiadać w całym organizmie ok. 25g magnezu ale 95% tej ilości jest związana wewnątrz komórek, a jedynie 5% znajduje się w obszarze pozakomórkowym, z czego w erytrocytach mamy 0,5% a w surowicy 0,3% (największa, zasadnicza część magnezu jest wbudowana w kości, a 1/3 znajduje się w mięśniach oraz tkankach miękkich). Ponieważ krew jest najważniejszym płynem ustrojowym, który utrzymuje równowagę elektrolitów oraz zaopatruje wszystkie tkanki i generalnie umożliwia życie, to zachowanie w nim poziomu magnezu w odpowiednich granicach jest priorytetem i magnez tak długo będzie wyciągany z tkanek, aż go tam całkiem zabraknie po to właśnie, by badanie krwi mogło wykazać, że "magnez jest w normie". Naukowcy, którzy zajmują się badaniem i leczeniem niedoborów magnezu piszą, że dla postawienia diagnozy najważniejsza jest ocena symptomów (których jest cała masa), a nie badanie krwi. W każdym razie dla tych, u których występują nawet niewielkie symptomy niedoboru zaleca się by utrzymywali magnez we krwi na poziomie powyżej 0,9 mmol/l. Okazuje się, że aby osiągnąć ten poziom potrzeba suplementować magnez w ilości 600-1800 mg (czasem więcej) dziennie przez wiele miesięcy/lat. To tylko pokazuje jak bardzo organizm musi być już pozbawiony magnezu (w tkankach), by jego poziom we krwi znalazł się gdzieś w dolnej połowie tzw. "normy". To wszystko przy zalecanej przez dietologię śmiesznej normie dziennego spożycia magnezu w ilości 300 mg.

Skąd się te niedobory biorą? Ano stąd, że po pierwsze współczesna dieta, wbrew obiegowym opiniom, nie jest w stanie dostarczyć ludziom odpowiedniej ilości magnezu. Po drugie współczesna dieta zawiera coraz większą ilość substancji antyodżywczych, które uniemożliwiają wchłanianie magnezu z jelit. Po trzecie współczesna dieta zawiera potężny nadmiar soli, która powoduje, że nerki muszą wydalać więcej magnezu niż dany człowiek spożywa. Po czwarte spożycie mleka krowiego oraz przetworów mlecznych zaburza gospodarkę wapniowo-magnezową, gdyż mleko krowie zawiera znaczny nadmiar wapnia w stosunku do magnezu, co nie tylko ogranicza wchłanianie magnezu, ale i powoduje, że wapń jest "siłowo wciskany" do orgaznimu, odkłada się w tkankach miękkich (im mniej witaminy K2 w diecie tym łatwiej), a do wydalenia z moczem jego nadmiaru potrzebne jest wydalenie także brakującego magnezu (wapń i magnez są w wielu procesach metabolicznych tzw. antagonistami, mając przeciwwstawne działanie, stąd nadmiar wapnia zawsze musi być zrównoważony odpowiednią ilością magnezu). Dodatkowo, powszechny niedobór witaminy D3 we współczesnym społeczeństwie (paniczne unikanie słońca) także ogranicza wchłanianie magnezu w jelitach, gdyż witamina D3 nie tylko ułatwia wchłanianie wapnia, ale i magnezu, co potęgowane jest jeszcze przez powszechne zaburzenia w pracy jelit, które niszczone są nadmiarem błonnika, nienaturalną dietą, antybiotykami i chemikaliami.

Badacze diet naszych przodków szacują, że w czasach przedneologicznych dzienne spożycie magnezu przez łowców-zbieraczy nie spadało poniżej 600 mg, a zwykle było wyższe. Tymczasem dzisiejsza "normalna dieta" dostarcza ludziom nie więcej niż 150-220 mg magnezu. Jest to spowodowane zastąpnieniem znacznej części prawdziwego jedzenia wysokoprzetworzonym zbożowym i cukrowym "śmieciem", nie tylko nie dostarczającym magnezu ale zawierającym kwas fitynowy, który uniemożliwia wchłanianie tego magnezu, który został spożyty z tą niewielką ilością normalnego pożywienia, jaka jeszcze czasem jest przez ludzi zjadana. Nawet te produkty spożywcze, które kiedyś były zasobne w magnez dziś są jedynie ładnie wygladającymi sztucznymi tworami, gdyż urosły na wyjałowionych glebach przy użyciu intensywnego nawożenia chemicznego, w którego skład magnez nie wchodzi (niedobór magnezu w roślinach nie jest szybko i łatwo widoczny, więc nawozi się je głównie azotem i fosforem, trochę potasem, by były "ładne, zielone i duże"). Na to wszystko nakłada się obróbka termiczna, która powoduje wypłukiwanie magnezu z pokarmów, długi okres przechowywania produktów oraz zbiory niedojrzałych warzyw i owoców.

Naukowcy, którzy zajmują się dziś badaniem niedoboru magnezu u ludzi szacują faktyczne zapotrzebowanie organizmu na 600-900 mg dziennie, co nie jest możliwe do zrealizowania przy pomocy współczesnych produktów zwanych spożywczymi. Jedynie dieta oparta na całkowicie świeżych, nieprzetworzonych produktach, które zostały wyhodowane naturalnie bez użycia sztucznych nawozów/pasz jest w stanie zbliżyć nas do tych ilości magnezu, pod warunkiem jednak, że nie będziemy zakłócać procesów metabolicznych spożyciem produktów mlecznych oraz zbóż.

Wiadomo nie od dziś, że mleko i jego przetwory nie likwidują osteoporozy, a wręcz przeciwnie - tzw. społeczeństwa mlekopijców są dziś objęte największą plagą tej choroby. Dzieje się tak dlatego, że nadmiar wapnia zaburza procesy tworzenia tkanki kostnej, przede wszystkim poprzez powodowanie potężnego niedoboru magnezu, wchodzącego w skład kośćca oraz umożliwiającego aktywację witaminy D3 i C, niezbędnych w procesach tworzenia tkanki kostnej. Naturalna dieta naszych przodków nigdy przed okresem neologicznym nie zawierała znacząco więcej wapnia niż magnezu, a maksymalny stosunek wapnia do magnezu w naturalnej żywności nie przekracza 2:1. Tymczasem w mleku krowim stosunek ten wynosi 10:1, a w twardych serach 30:1. Tak wysoki nadmiar wapnia blokuje wchłanianie magnezu, natomiast wchłoniety nadmiar wapnia musi zostać w organizmie zrównoważony magnezem wysysanym z tkanek. Brakuje go już dla budowy tkanki kostnej, gdyż ważniejsze jest zachowanie rytmu serca oraz równowagi kwasowo-zasadowej. Mamy już na szczęście badania potwierdzające wzrost śmiertelności (m.in. dzięki zwapnieniu tkanek miękkich) oraz nasilenie się osteoporozy wśród spożywających produkty mleczne:

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/25352269

O substancjach antyodżywczych było już na Forum sporo w wątkach "BARF dla ludzi" i "Jak być młodym, pięknym i zdrowym przez 120 lat", tutaj przypomnę więc tylko, że zboża zawierają cząsteczki, które wiążą magnez w przewodzie pokarmowym, uniemożliwiając jego wchłanianie. Z drugiej strony, oprócz witaminy D3, do odpowiedniego wchłaniania magnezu potrzebne jest także odpowiednie zaopatrzenie w potas, bez którego magnez się nie wchłania, a który będzie bohaterem kolejnego odcinka ;-) .

Ostatnim czynnikiem, który krótko omówię, wpływającym na niedobór magnezu i zaburzenie mineralizacji kości oraz zębów jest sól. Sól kuchenna czyli chlorek sodu jest substancją wprawdzie niezbędną do życia ale jak wiadomo - wszystko, co w nadmiarze potrafi także zabić. Sól dostarcza nam niezbędnego sodu i chloru, jest jednak w świecie ożywionym bardzo rzadka (rośliny i zwierzęta zawierają jej stosunkowo niewiele). Dlatego naturalna dieta ludzi przed epoką współczesną była uboga w sól, a nasze nerki wykształciły umiejętność zwrotnego wchłaniania sodu z moczu w stopniu uniemożliwiającym jego utratę. Oczywiście dla ludzi zawsze cennym znaleziskiem były skrystalizowane osady morskie, które służyły do uzupełniania zapasów soli w organizmach, jednak jej spożycie zawsze stanowiło tylko niewielką część tego, co zjadamy obecnie. Dziś sól znajduje się wszędzie, nawet w wyrobach cukierniczych, do tego wszyscy wszystko jeszcze dosalają. W stosunku do potrzeb zjadamy dziś kilkakrotnie za dużo soli (nawet 10 razy za dużo). Nadmiar soli powoduje konieczność wydalenia go z moczem, co samo w sobie (do pewnych granic) nie jest szkodliwe ale pociąga za sobą konieczność wydalenia wraz z sodem także innych minerałów, m.in. magnezu, którego mamy niedobór. Mocz nie może składać się bowiem wyłącznie z wody i sodu, tylko jego skład musi być odpowiednio skomponowany pod względem kwasowości oraz proporcji składników, by zapobiegać wytrącaniu się w nim kryształów oraz namnażaniu się bakterii. Dlatego każde wydalenie nadmiaru sodu musi skutkować koniecznością wydalenia magnezu, którego zasoby w organizmie wciąż się kurczą.

Małe podsumowanie:
Ludzki metabolizm jest na tyle specyficzny, że prawidłowa mineralizacja kośćca zapewniana jest przy niewielkiej podaży wapnia w naturalnej diecie (u dorosłych absolutnie nie więcej niż 500 mg dziennie) dzięki niezwykle wysokiemu (w stosunku do innych ssaków) zaopatrzeniu organizmu w witaminę D3. Budowa kości i zębów zależy też od zapewnienia prawidłowych proporcji wapnia do magnezu w diecie oraz dostarczania odpowiedniej ilości witaminy K2. Nadmiar wapnia w diecie ma natomiast niszczący wpływ na metabolizm w kościach, a zwiększanie norm jego spożycia w obliczu epidemii osteoporozy służy jedynie utrzymaniu rozwoju przemysłu mleczarskiego (bez produktów mlecznych nie da się bowiem zjeść zalecanej ilości wapnia). Dodatkowym czynnikiem niszczącym jest nadmiar soli w diecie, która "wypłukuje" magnez z organizmu.

Ponieważ ten wątek dotyczy w zasadzie wapnia, a szerzej - tego, jak zadbać o zdrowie kości bez zapychania się wapniem, prosiłabym o dyskutowanie na temat ewentualnej suplementacji magnezu, objawów jego niedoboru oraz innej jego roli niż mineralizacja kości w wątku "magnezowym", który mamy już na Forum:
http://www.barfnyswiat.org/viewtopic.php?t=1043

P.S. Wątek zrobił nam się nieco szerszy niż tylko wapń dla dzieci, a sprawa mineralizacji kości dotyczy przecież wszystkich grup wiekowych, więc zmieniłam tytuł na bardziej odpowiedni ;-) .

vesela krava - 2015-01-21, 14:37

Bardzo sie ciesze, ze powstal ten temat, dzieki dagnes za takie dokladne i przystepne wyjasnienie.
Mam niestety wrazenie, ze im dalej w las, tym wiecej drzew. Im wiecej sie wie o naszych potrzebach zywieniowych i o wspolczesnej diecie, tym wiecej widzi sie problemow. Czy w dzisiejszych czasach, nawet na diecie paleo, mozna w ogole sie obejsc bez suplementow? Mieso od zwierzat karmionych wg zasad barf jest nie raz drozsze albo trudne do zdobycia. A z warzywami jest chyba jeszcze trudniej, bo liczy sie glownie to, zeby byly ladne...

[ Komentarz dodany przez: dagnes: 2015-01-22, 12:57 ]
Dyskusję o naturalnej/nienaturalnej żywności przeniosłam tutaj

dagnes - 2015-01-22, 15:10

vesela krava napisał/a:
Czy w dzisiejszych czasach, nawet na diecie paleo, mozna w ogole sie obejsc bez suplementow?

Trudno jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, gdyż zbyt wiele okoliczności decyduje o tym, czy suplementacja jest konieczna, czy nie. Teoretycznie można obejść się całkowicie bez suplementów ale pod warunkiem, że:
- od urodzenia do ukończenia 1. roku życia spożywało się wyłącznie mleko matki, a później, do 3. roku życia mleko matki było uzupełnieniem dziecięcego wydania diety paleo,
- matka w czasie ciąży odżywiała się całkowicie naturalnie, naturalną, nie przemysłową żywnością oraz zażywała regularnie intensywnych kąpieli słonecznych i dzięki temu i/lub dodatkowym suplementom nie miała żadnych niedoborów substancji odżywczych, które przełożyłyby się na urodzenie dziecka z już istniejącymi niedoborami,
- to samo dotyczy żywienia matki w czasie karmienia piersią, w celu produkowania mleka dostarczającego dziecku wszystkich składników w odpowiedniej ilości,
- od całkowitego odstawienia od piersi matki żywiło się naturalnym, bogatym we wszystkie składniki odżywcze świeżym pokarmem (produkowanym bez pasz i nawozów chemicznych na nie wyjałowionych glebach), bez chemii oraz bez zbóż, mleka i innych nienaturalnych produktów ograniczających wchłanianie składników odżywczych i/lub zaburzających procesy trawienia,
- przez całe dotychczasowe życie nie używało się nigdy antybiotyków oraz innych ksenobiotyków (ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak silną trucizną jest nawet zwykła "głupia" tabletka przeciwbólowa i jakie spustoszenie czyni w organizmie; w podręczniku do biochemii jest cały rozdział zatytułowany "Ksenobiotyki", warto poczytać, bo lekarze najwyraźniej go omijają),
- latem, co roku, przebywało się na słońcu (bez filtrów) każdego słonecznego dnia przez kilka godzin z odkrytą większą częścią ciała, a zimą, co roku (w naszych warunkach klimatycznych) wyjeżdżało się na urlop do krajów tropikalnych i tam zażywało codziennych kąpieli słonecznych (chyba, że stosowało się naturalną diete Innuitów),
- jeśli mieszka się na terenach ubogich w jod i/lub spożywa się żywność pochodzącą z terenów ubogich w ten pierwiastek, to regularnie spożywało się dodatkowo sporą ilość pokarmów pochodzących z mórz bogatych w jod oraz często jeździło się na wakacje na tereny "jodonośne",
- pewnie jeszcze wiele innych drobiazgów, które teraz na szybko nie przychodzą mi do głowy.

Nie spełnienie jakiegokolwiek z powyższych warunków może skutkować trudnością w zaspokojeniu swoich potrzeb na jakiś związek czy pierwiastek albo poprzez ich brak w diecie (czy produkcji wewnętrznej), albo poprzez trudności z ich przyswajaniem spowodowane zakłóceniem pracy przewodu pokarmowego lub interakcjami pomiędzy substancjami w pożywieniu.

Ja ogólnie uważam, że należy robić wszystko, by nie musieć brać suplementów. Takie podejście generuje konieczność poszukiwania i spożywania tzw. prawdziwej żywności, co nie zawsze jest możliwe gdy żyje się w samym centrum "wielkiej cywilizacji" (zdaję sobie z tego sprawę). W każdym razie moim zdaniem należy tak dbać o swoją dietę, by dało się żyć w zdrowiu bez stosu suplementów, a jeśli stają się one konieczne, to używać w miarę możliwości suplementów naturalnych, tak jak robimy to w BARFie dla naszych zwierzów (nie widzę niczego złego dosuplementowywaniu się np. drożdżami piwnymi, tranem, algami czy suszoną krwią; sądzę że są one nam dokładnie tak samo potrzebne jak naszym pupilom, bo nasz pokarm kupowany w sklepach jest tak samo niepełnowartościowy jak ich).

Jeśli u danego człowieka powstały niedobory jakiejś/jakichś substancji odżywczych, to uważam, że należy je uzupełnić jak najszybciej, co nie zawsze jest możliwe przy pomocy nawet najlepszych produktów żywnościowych. Są takie substancje odżywcze, które bardzo łatwo można uzupełnić przy pomocy odpowiednio zmodyfikowanej diety lub naturalnego suplementu (np. wapń, potas czy witamina D3), ale istnieją takie substancje, które jest bardzo ciężko uzupełnić w przypadku powstania niedoboru nawet suplementami aptecznymi. Do nich należy m.in. magnez (są też inne, ale będę o nich jeszcze tu pisać później). Ja np. bardzo boleśnie przekonałam się o posiadaniu niedoboru magnezu w momencie, gdy postanowiłam "zatankować do pełna" witaminę D3 (przy wysokim poziomie tej witaminy magnez jest intensywnie zużywany do jej aktywacji oraz do "zaległej" mineralizacji kości). W sumie nie powinno mnie to było zdziwić, zważywszy na historię mojej diety i chorób (nie karmiona piersią, od dziecka ciągłe zaburzenia żołądkowo-jelitowe, jedzenie zbóż pomimo ewidentnej nietolerancji, co chwila antybiotyki, dieta ogólnie "taka zwykła cywilizacyjna"; i to wszystko przez ponad 30 lat), jednak silne objawy niedoboru dopadły mnie "z nienacka" (wcześniejsze, łagodne ignorowałam bądź zażywałam od okazji do okazji jakiś suplement magnezu), mimo, że w tamtym momencie już od dawna byłam na diecie bez zbóż, z roku na rok coraz bardziej zbliżonej do paleo. No i z tym problemem borykam się wciąż, w międzyczasie "doktoryzując się" ;-) z tematu magnezowego. Stąd wiem, że w niektórych sytuacjach może być konieczna jakaś forma suplementacji nawet do końca życia, gdyż magnez jest pierwiastkiem nie tylko trudno wchłanialnym ale i trudnym do "zatrzymania" w organizmie gdy już raz dopuściło się do sporego niedoboru (więcej o tym postaram się napisać w wątku dotyczącym magnezu).

Tak więc sytuacji i okoliczności może być mnóstwo i każdy musi przeanalizować swoją dietę i historię (ewentualnie wspomóc się badaniami), by zdecydować czego mu brakuje. Niestety po wielu latach "studiów" dietetyczno-biochemicznych dochodzę do wniosku, że mało jest dziś takich ludzi w naszym obszarze kulturowym, którzy tak zupełnie niczego nie potrzebują oprócz tego, co serwują sobie na talerzach :-( .

ciocia_mlotek - 2015-01-22, 15:28

Ty sobie żartujesz z tym do 1rż WYŁĄCZNIE na mleku matki? Nie ma szans, żeby dzieciakowi wystarczyło samo mleko po ok 6miesiącach, choćby wisiał na cycu cały dzień :lol: . Pokarmy stałe dziecko samo sobie wprowadzi dużo wcześniej. Odkąd ma choć pół ząbka, a nawet wcześniej
dagnes - 2015-01-22, 15:34

No OK, poprawiam się ;-) - do czasu aż samo nie wykaże chęci jedzenia pokarmów stałych, wprowadzanych metodą BLW. W każdym razie takie podejście powoduje, że nawet jeśli mleko matki nie jest jedynym pokarmem malca do końca 1. roku życia, to jest jego głównym pokarmem (doświadczenia ludzi stosujących BLW pokazują, że gdy rodzice nie wprowadzają stałych pokarmów niemowlakom według "oficjalnych zaleceń", to one wcale nie tak chętnie jedzą co innego niż mleko matki; na zasadzie "pociamkania" czegoś tak, ale nie odżywniania się tym). Warunek jest jeden - mleko matki musi być pełnowartościowe tzn. matka musi jeść naprawdę dobrze i naturalnie oraz nie mieć niedoborów. Inaczej dzieci instynktownie czują, że czegoś im brakuje i szukają tego poza mlekiem.
olivkah - 2015-01-22, 15:38

Dla mnie to wszystko jest za skomplikowane. Gdy ktoś mi powie, że jarmuż jest zdrowy albo warto jeść kiełki, już pędzę po nasionka, ale suplementacja mam wrażenie że wymaga tak jak to napisałaś doktoryzowania się, żeby wiedzieć co z czym, po co, dlaczego i w jakiej ilości i dlaczego tak drogo.
vesela krava - 2015-01-22, 22:15

Mnie tez to wszystko troche przytlacza, bo jak sie juz za cos zabieram, to lubie to robic dobrze, ale mysle ze trzeba malymi kroczkami, jak to przy barfe :-)

Nie wiem czy to odpowiedni watek, ale chcialam pociagnac temat suplementacji witaminy D3. Od dawna nosze sie z zamiarem zakupu jakiegos preparatu Solgar, ale istnieja rozne dawki. W ktoryms z wczesniejszych tematow pisalas dagnes o tym, jak bardzo witamina D3 jest pomijana/niedoceniana i jak zanizane sa jej zalecane dawki. Podejrzewam jednak, ze jak ze wszystkim, co za duzo, to niezdrowo, szczegolnie po lekturze tego tematu. Jaka zalecalabys wiec dawke wit D3 jako suplementacje diety (+wit K2?) dla osoby mieszkajacej w wiecznie zachmurzonym miejscu i na dodatek spedzajacej wiekszosc dnia w pomieszczeniu biurowym. Dodam, ze nie wyjezdzam regularnie do cieplych krajow, choc nie uzywam filtrow i nie ukrywam sie przed sloncem. Ale niestety nosze okulary sloneczne, po prostu inaczej nie umiem - tutaj chcialam sie podzielic uwaga, ze stosujac olej z lososia Solgar, ktory zawiera astaksantyne, moje oczy byly wyraznie mniej czule na swiatlo sloneczne, czy to mozliwe?
Czyli wracajac do pytania, jaka dawka witaminy D3? Solgar proponuje nawet 10 000 IU.

I Czekam z niecierpliwoscia na aktualizacje watku magnezowego :-)

dagnes - 2015-01-23, 16:15

olivkah napisał/a:
suplementacja mam wrażenie że wymaga tak jak to napisałaś doktoryzowania się, żeby wiedzieć co z czym, po co, dlaczego i w jakiej ilości

Może nie od razu doktoryzowania się ale jakiejś podstawowej wiedzy na pewno, zarówno o samych suplementach jak i aktualnym stanie własnego organizmu i jego potrzebach. Nieprzemyślaną suplementacją można sobie zaszkodzić w dwojaki sposób. Można coś niebezpiecznie przedawkować albo biorąc za małe dawki, zupełnie nie mające wpływu na zmianę stanu zdrowia, można dojść do wniosku, że suplementy nie działają i trzeba sięgnąć po chemiczne leki. W każdym z tych dwóch przypadków szkoda będzie duża.

vesela krava napisał/a:
Jaka zalecalabys wiec dawke wit D3 jako suplementacje diety (+wit K2?) (...)
Solgar proponuje nawet 10 000 IU.

Nie ma dawki uniwersalnej dla każdego, nawet jeśli znana jest jego sytuacja odnośnie nasłonecznienia. Faktycznie naukowcy uznają dawki do 10.000 IU dziennie jako bezpieczne dla "przeciętnego człowieka", który nie kontroluje poziomu witaminy D3 w organizmie (źródło). Toksyczność witaminy D3 związana jest jednak z wystąpieniem objawów, których przyczyna leży albo w niedoborze witaminy K2, albo w niedoborze magnezu, albo jednego i drugiego, dopóki nie osiągnie się poziomu 25-OH-D we krwi przekraczającego próg toksyczności. Dlatego bezpieczna dawka witaminy D3 będzie dla każdego inna, bo jest ona uzależniona wyłącznie od tego, jaki spowoduje poziom 25-OH-D (przy założeniu prawidłowego zaopatrzenia organizmu w K2 i magnez), co jest pochodną wyjściowego poziomu 25-OH-D oraz wagi ciała, w niewielkim stopniu również indywidualnością organizmu w zakresie przyswajania witaminy D3.

A zatem - aby ustalić odpowiednią dawkę witaminy D3 dla siebie należy bezwzględnie wykonać badanie poziomu 25-OH-D (o ile jest się ogólnie zdrowym to tylko ten parametr) przed rozpoczęciem suplementacji. Suplementacja bez określenia zaoptrzenia organizmu w tą witaminę tylko "niskimi, bardzo bezpiecznymi dawkami" (te zalecane przez medycynę oficjalną są dawkami "homeopatycznymi" ;-) ) jest moim zdaniem bez sensu, bo tylko wpowadza nas w błąd i pozwala myśleć, że robimy coś dobrze dla naszego organizmu, a różnorakie objawy chorobowe każe leczyć chemicznie, gdy faktyczną ich przyczyną może być niedobór witaminy D3.
(przy okazji badania poziomu witaminy D we krwi warto też oznaczyć poziom magnezu i jeśli jest on w dolnej połowie normy, to rozpocząć jego suplementację zanim rozpocznie się suplementację D3; jeśli ktoś ma możliwość, to lepiej jest zbadać poziom magnezu w erytrocytach niż w serum, bo daje lepszy obraz sytuacji)

Jeśli mamy już określony poziom 25-OH-D to wiemy na czym stoimy i możemy dokładnie wyliczyć sobie potrzebną nam dawkę witaminy D3 by albo uzupełnić niedobór, albo tylko podtrzymać niezbędny dla zdrowia poziom.

Norma 25-OH-D we krwi to przedział 30-100 ng/ml (w innych jednostkach 75-250 nmol/l). Niektóre laby podają nieprawidłową dolną granicę w wysokości 20 ng/dl, jednak naukowe źródła jednoznacznie określają ją na 30 ng/ml (jest to wartość, której utrzymanie zapobiega osteoporozie, jednak do zapobiegania znacznie poważniejszym chorobom, jak rak, potrzebne jest utrzymywanie poziomu min. 60 ng/ml). Wartości powyżej 100 ng/ml uznawane są za toksyczne, przy czym faktycznie niebezpieczne poziomy zaczynają się najwcześniej od 120 ng/ml.

Znane mi są dwa źródła, które podają sposób obliczania dawek witaminy D3. Wyliczone tymi dwoma różnymi wzorami dawki nieco się od siebie różnią, ja zastosowałam więc średnią z nich (choć większość ludzi bazuje na formule opracowanej przez dr von Helden, dającej wynik wyższy).

Pierwsze źródło to opracowana przez holenderskich naukowców formuła, na podstawie przeprowadzonego badania klinicznego (link).

Wzór ten wylicza konieczną dawkę łączną witaminy D3 potrzebną do osiągnięcia założonego wzrostu poziomu 25-OH-D we krwi podanego w nmol/l (jeśli mamy wynik w ng/ml musimy przemnożyć go przez 2,5 by uzyskać wartość w nmol/l), czyli tzw. loading dose:

(nmol/l) Δ 25-OH-D = 0,025 * (dawka IU na kg wagi ciała)

gdzie Δ 25-OH-D oznacza różnicę pomiędzy poziomem, jaki chcemy osiągnąć, a poziomem jaki aktualnie mamy we krwi. Dawkę na 1 kg wagi ciała wyliczamy poprzez rozwiązanie tego równania a następnie mnożymy przez naszą wagę. Wyliczoną porcję rozkładamy na 3-14 dni, w zależności od tego jak wysoka dawka nam wyszła i zjadamy :-) .

Przykład:

Badanie wykazało, że we krwi mam 25-OH-D na poziomie 26 ng/ml. Jest to nieco poniżej normy, więc muszę uzupełnić, ale zależy mi na tym by osiągnąć korzyści zdrowotne znacznie wykraczające poza ochronę przed samą osteoporozą i chcę mieć min. 50 ng/ml. Liczę więc:

Δ 25-OH-D = 50 - 26 = 24 ng/ml = 60 nmol/l (24 ng/dl * 2,5)

60 = 0,025 * x

x = 60 / 0,025 = 2.400 IU

Dawka łączna terapeutyczna = 129.600 IU

2.400 IU to dawka na 1 kg wagi ciała, więc mnożę ją przez np. 54 kg swojej wagi i wychodzi mi, że potrzebuję przyjąć w krótkim czasie w sumie 129.600 IU witaminy D3 by osiągnąć zamierzony poziom 25-OH-D we krwi w wysokości 50 ng/ml (w krótkim czasie dlatego, że witamina ta jest na bieżąco zużywana przez organizm, a jej czas półtrwania we krwi wynosi około 50-60 dni; jeśli więc rozłożymy dawkę na zbyt długo to nie osiągniemy zaplanowanego wzrostu).

Drugim źródłem jest dr Raimund von Helden, który szerokiemu gronu "zwykłych ludzi" udostępnił opracowaną przez siebie na podstawie badań formułę, wydając książkę "Zdrowy w 7 dni" (dostępna w języku niemieckim: "Gesund in sieben Tagen" oraz w języku angielskim: "Healthy in seven days"). Gorąco polecam ją każdemu, zdrowemu i choremu!

Formuła dr von Helden składa się z dwóch części: wyliczenia dawki uzupełniającej (loading dose) oraz dawki podtrzymującej. Obliczenia wg. tej formuły opierają się na jednostkach 25-OH-D wyrażonych w ng/ml więc jeśli ktoś ma wynik podany w nmol/l to musi podzielić go przez 2,5.

Obliczanie dawki uzupełniającej w IU:

Loading dose = Δ 25-OH-D ng/ml * (waga ciała / 70 kg) * 10.000

Biorąc dane z poprzedniego przykładu wyliczamy:

Dawka uzupełniająca = 24 * (54 / 70) * 10.000 = 185.136 IU

Jak już pisałam, formuła dr von Helden daje nieco wyższy wynik. Którą się samemu zastosuje, to już wolny wybór (znam wiele relacji ludzi, którzy zastosowali formułę dr van Helden i osiągnęli zamierzony wynik, ale też parę przypadków gdzie wynik był znacznie wyższy od zamierzonego oraz parę takich, gdzie wzrost poziomu witaminy D był o wiele niższy niż zaplanowany; najprawdopodobniej znaczenie ma tutaj zarówno zindywidualizowana wchłanialność oraz zastosowanie różnych komercyjnych preparatów, których kinetyka wchłaniania może być różna, jak również dawki deklarowane mogą nie odpowiadać zawartym w nich dawkom rzeczywistym; wynik może też zależeć od czasu, na jaki rozłożono "tankowanie"). Ja wyciągnęłam średnią z wyników tych dwóch formuł i po zażyciu takiej dawki "wylądowałam" ciut poniżej zaplanowanego poziomu. Warto też "tankować" etapami tj. założyć sobie np. najpierw wzrost 25-OH-D do poziomu 40 ng/ml, zasuplementować i zbadać poziom (po ok. 7 dniach od zakończenia "ładowania"), po czym zrobić kolejny "skok" do docelowego poziomu korygując dawkę pod indywidualną reakcję organizmu. Tak może być dla niektórych bezpieczniej, choćby tylko miało to przynieść korzyść w postaci spokoju psychicznego ;-) .

Obliczanie dawki podtrzymującej czyli dziennej dawki witaminy D3, którą trzeba zażywać (w przypadku braku ekspozycji słonecznej) by podtrzymać taki poziom 25-OH-D we krwi, jaki sobie zaplanowaliśmy:

Dawka miesięczna = poziom docelowy 25-OH-D w ng/ml * 0,2 * (waga ciała / 70 kg) * 10.000

Dawka dzienna = dawka miesięczna / 30 (nie trzeba brać witaminy D3 codziennie, można np. raz - dwa razy w tygodniu, tak by miesięcznie wyjść na ww. wynik)

Przykład z zastosowaniem dotychczasowych danych:

Dawka miesięczna = 50 * 0,2 * (54 / 70 ) * 10.000 = 77.140 IU

Dawka dzienna = 2.571 IU

Ostateczną dawkę dzienną należy wyznaczyć sobie na podstawie odniesienia branych dawek i osiągniętych wyników w badaniu krwi (często jest konieczność dokonania korekt ze względu na indywidualną specyfikę i/lub specyfikę zażywanego preparatu).

Tutaj jest stronka (w języku niemieckim), na której udostępniono kalkulator dawek witaminy D3 (nie trzeba samemu liczyć) na podstawie formuł dr von Helden. Dawka podtrzymująca jest tutaj skorygowana nieco w górę o założony współczynnik strat tej witaminy:
http://www.melz.eu/index....substituierung/

Domyślam się, że dla wielu podane przeze mnie dawkowanie może wydawać sie początkowo szokująco wysokie, zważywszy na tzw. "oficjalne zalecenia", które nie mają oparcia w żadnych podstawach naukowych. Jeśli jednak nieco poszperacie i poszukacie, to ze zdziwieniem odkryjecie, jak to wszystko wygląda.

Na zachętę kilka linków z badań nad "tankowaniem" witaminy D3 w jednorazowych dawkach z przedziału 300.000 - 1.800.000 IU:
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24246341
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22613271
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/24576123
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19101755
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21443793
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20660032
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23425639
http://www.bjjprocs.bonea..._1/124.abstract

Odnośnie korzyści zdrowotnych, jakie przynosi utrzymywanie właściwego poziomu witaminy D w organizmie (poza likwidacją ryzyka osteoporozy) musicie sobie troszkę pogooglować, bo niestety nie dam już rady tego wszystkiego opisać (w każdym razie witamina ta leczy i zapobiega całej gamie chorób degeneracyjnych). I koniecznie nie zapominajcie o odpowiednich dawkach witaminy K2! Podczas "tankowania" D3 konieczne jest dosuplementowanie K2 oraz magnezu (dawki indywidualne).

vesela krava napisał/a:
stosujac olej z lososia Solgar, ktory zawiera astaksantyne, moje oczy byly wyraznie mniej czule na swiatlo sloneczne, czy to mozliwe?

Nie mam z astaksantyną żadnych osobistych doświadczeń (znaczy nigdy jej nie suplementowałam, oprócz oczywiście tego co zjadam z naturalną żywnością), ale ponoć ma właśnie dobroczynny wpływ na oczy. Czy to akurat tylko ona tak zadziałała, czy może to efekt synergicznego działania różnych substancji, bo przecież zażywasz też omega-3, to ciężko powiedzieć. W każdym razie jako naturalny karotenoid zawarty m.in. w łososiu z pewnością nie szkodzi, a całkiem możliwe, że pomaga ;-) .

vesela krava - 2015-01-23, 16:53

Wow, dzieki, zaczne wiec od poczatku i zrobie sobie badania na wit D3 i magnez. Czy warto tez badac witamine K2, czy mozna z gory przyjac podane przez Ciebie dawki w stosunku do witaminy D3?

Co do dzialania astaksantyny, witaminy D3 czy innych przeciwutleniaczy na choroby degeneracyjne, znamienne jest, ze w dzisiejszych czasach powstaje sporo srodkow na zwyrodnienie plamki zoltej (to chyba kolejna choroba cywilizacyjna) je zawierajacych jak i oleje z ryb.

I jeszcze mala dygresja a propos srodkow przeciwbolowych. Skoro poruszylas temat ich szkodliwosci, to czy wiesz moze, jak bardzo sobie szkodze zazywajac zolmitryptan?

ciocia_mlotek - 2015-01-23, 17:00

A z magnezem to nie jest tak, że on jest ogólnie słabiutko wchłanialny z przewodu pokarmowego? Plus dodatkowo wiele czynników zaburza to wchłanianie dalej?
doradora - 2015-01-23, 17:35

vesela krava napisał/a:
jaka dawka witaminy D3? Solgar proponuje nawet 10 000 IU.

gdzie na stronie Solgar znalazłaś taką informację? bo ja chyba nie umiem szukać

vesela krava - 2015-01-23, 17:38

doradora http://www.solgar.com/Sol...IU-Softgels.htm
doradora - 2015-01-23, 17:52

ahaaa, bo ja na stronie pl szukałam :D
u nas na prowincji to tylko 1000 IU czyli, żeby brać dawkę "zachodnią", to trzeba 10 tab. dziennie

dagnes - 2015-01-23, 17:54

ciocia_mlotek napisał/a:
A z magnezem to nie jest tak, że on jest ogólnie słabiutko wchłanialny z przewodu pokarmowego? Plus dodatkowo wiele czynników zaburza to wchłanianie dalej?

Tak właśnie jest. Pisałam o tym w poprzednim moim poście.

vesela krava napisał/a:
Czy warto tez badac witamine K2, czy mozna z gory przyjac podane przez Ciebie dawki w stosunku do witaminy D3?

Nie warto (bo nawet nie ma miarodajnego wskaźnika; da się zbadać jedynie K1), a zapotrzebowanie na tą witaminę rośnie gwałtownie podczas "tankowania" D3. Nawet jeśli masz jej dosyć na bieżące potrzeby, to nagły wzrost zaopatrzenia w witaminę D3 zużyje ją błyskawicznie. Ponadto K2 nie jest zbyt długo magazynowana w organizmie i jej poziom odzwierciedla jedynie chwilowy zapas. Zakłada się, że podczas uzupełniania witaminy D3 bezwzględnie suplementuje się K2.

vesela krava napisał/a:
jak bardzo sobie szkodze zazywajac zolmitryptan?

Niestety nie znam tego leku, ale sądząc po opisie działania oraz możliwych skutkach ubocznych nie jest to nic dobrego :-( . To ciężka chemia.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group