To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
BARFny Świat
Dieta BARF dla kota, psa i fretki. Naturalne i zdrowe żywienie zwierząt domowych.

BARFne Życie - Kocie towarzystwo spod Grodziska :-)

Milenka - 2019-01-17, 12:35

Nie nie, ja nie mogę w to uwierzyć, nie mogę tego zaakceptować, że małego już nie ma z nami! To taki fatalny okropny ból, tak niby kawałek serca żywego wyrwano żywcem. Krzyczę, płaczę.. Błagam, niech to będzie tylko zły sen, zaraz się obudzę i Miki przyjdzie na kolana, i pogłaskam małego..
Dla czego wszystko poszło po najgorszym scenariuszu, co zrobiliśmy nie tak? w dzień postrzału 26 grudnia od razu udaliśmy się do lecznicy, te 3 tygodnie walki o zdrowie Mikiego praktycznie każdego dnia byliśmy w lecznicy... Młody 10 miesięczny zdrowy kot, nigdy nie chorował.. no nie wierze że nie można było go uratować!!!
W sobotę wieczorem 12 stycznia i w niedziele 13/01 rano był słabiutki i wyglądał tragicznie, leżał i na nic nie reagował, ciężko oddychał (nosek suchy), chociaż pogorszenia parametrów nie było. Wieczorem w niedziele wygląd i stan polepszył się, nosek wyczyszczono i już nie ma świstu, bardziej żywy i aktywny, płyn z otrzewnej lepszy. Ale nie mruczy kiedy przychodzimy, tylko wita się swoim niepowtarzalnym "miau". Nadal nie chce jeść - postanowiono założyć sondę dla karmienia przez nos. W poniedziałek przez sondę dostawał płynne jedzenie po 2 ml co 2 godziny (leżał z sondą i kołnierzem biedactwo...), płyn z otrzewnej bardziej klarowny (płukanie znowu 2 razy), badanie krwi - parametry się polepszają. Gorączka, podano steryd. Rozmowa z lekarzem w niedziele i poniedziałek wieczorem - jakichś ogromnych skoków polepszenia nie ma, ale stan bardzo powolutku się polepsza, szanse rosną, teraz potrzebuje tylko czasu, idziemy dalej. Takie słowa były jak ulga, bardzo się cieszyliśmy! We wtorek w obiad 15 stycznia (dzień urodzin męża) przyjeżdżamy do szpitala jak zawsze odwiedzić Mikiego, pozytywnie nastawieni po wczorajszej rozmowie, nic nie podejrzewając i tutaj nagle jak grom z jasnego nieba nowa pani doktor (cały czas się zmieniają) mówi takim ostrym i przykrym głosem że nadszedł "ten dzień" kiedy trzeba "decydować" - że wszystko idzie na gorsze. Nigdy nie zapomnę ten jej przykry ton, z jakąś dziwną nutką
niezrozumiałej nienawiści, tak niby już dawno nas do tego próbuje namówić, a my ciągle upieramy się. I ostre słowa które nawet nie chce wspominać i powtarzać. Szok! Jakaś pomyłka? Przecież wczoraj wieczorem była rozmowa że wszystko powoli idzie na lepsze!!! Okazuje się że całą noc wymiotował i wydał z powrotem wszystko co mu podano przez sondę, a nawet więcej (zielonkawo-brunatne), sonda wypadła. Płyn z otrzewnej dużo gorszy, wypływ nawet z rany pooperacyjnej, rana się nie goi, trzyma się na szwach tylko. Prawdopodobnie nie ma drożności w jelitach, ze względu na to wszystko i na to że zrosty były zbyt liczne. Stan gorszy. Jeśli by nie taki słaby stan - to byłaby możliwa kolejna operacja? Ale przy takim stanie nie ma szans, nie ma o czym mówić. Szok. Miki w klatce swojej wita nas swoim miau, nie mruczy, tylko patrze na nas świadomo i leży w pozycji mostkowej. Nie, nie może tego być! Cały dzień był dla nas jak strasznym snem, jak koszmarem, może jest jakaś szansa? Może jeszcze jedno płukanie? Może jednak jest nadzieja chociaż najmniejsza? Zobaczmy do wieczoru. Po takiej wizycie ręce opadły i to był najokrutniejszy dzień w naszym życiu! Wieczorem ledwo trzymając się z ostatnich sił, przyjechaliśmy do lecznicy. Rozmowa była z 3 lekarzami na raz, potwierdzili to wszystko najgorsze co tylko mogliśmy usłyszeć. Najstraszniejszy koszmar, nie chcemy w to wierzyć. Miki siedzi w klatce, całkiem świadomy, nie mruczy ale tylko miauczy do nas - co, co chcesz powiedzieć, mały Wielki Przyjacielu??? Boli cię? Ależ doktor mówi ze dostałeś silne leki przeciwbólowe i nie powinno boleć. Co chcesz powiedzieć??? Prosisz aby pozwolić Tobie odejść spokojnie czy na odwrót chcesz walczyć??? Czy nie masz siły walczyć tak jak mówią lekarzy? Jak to wiedzieć???? Jak zrozumieć??? Serce rozpada się na drobne kawałki... Słabiutki, sama skóra i kości, lekarzy mówią że dzisiaj nawet nie wstawałeś i nie protestowałeś przy zabiegach i podawaniu leków jak wcześniej. Ale przy nas jednak znajduje siły kilka razy wstać i zmienić pozycje, tak niby szukając bardziej wygodnej pozycji kiedy mniej boli (a może nie? jak to zrozumieć?). Jednak nie bardzo chce abyśmy go dotykali, często odwraca się od nas do ściany. A potem znowu wstaje i nagle ugniata miękki kocyk z ostatnich sił. Smaczek wącha z ciekawością ale odwraca się. Serce się rozrywa na drobne kawałki normalnie!!! Nie możemy oderwać się od klatki z Miki przez długi czas. No jak można uwierzyć w to jeśli on nie leży nieprzytomny tak jak w sobotę wieczorem, bez ruchu, on jest żywy, on patrzy się na nas świadomo, miauczy do nas (z bólu czy nie??). Co robić, co za okrutny wybór przed nami stoi? co za koszmar? Poczekać jeszcze? ale na co? Lekarzy mówią że może zacząć się sepsis, że umrze cierpiąc prawdopodobnie nawet tej samej nocy, że wszystko "wypadnie"z tej rany. Koszmar, chce uciec od tej rzeczywistości, ale nie ma dokąd... Po jeszcze jednej rozmowie z lekarzem, tym razem z inną panią doktor, bardzo spokojną i przyjazną, która na prawdę dobrze się opiekowała Miki pod czas jego pobytu w szpitalu, po bardzo ciężkiej i długiej rozmowie, po milionach pytań, podpisujemy zgodę na eutanazje. Okrutna ironia - akurat w dzień urodzin męża, i to jest jego ulubiony kotek, który zawsze przychodził do niego, najlepsi przyjaciele (!!!!) To jest najbardziej okropna, ciężka, okrutna decyzja. Czy dobra? Nawet do teraz rozum i serce nie mogą się pogodzić - rozum mówi że tak było lepiej dla Mikiego, a serce za nic nie chce tego akceptować i do tego czasu krzyczy, zaprzecza, waha się. Nie nie, to odbywa się nie z nami, nie w rzeczywistości, nie z naszym małym Miki...
Jak do tego mogło dojść? Co zrobiliśmy nie tak?? Czy może lekarzy nie wszystko zrobili? Operacja 1 i 2 za późno? Nie ta klinika? Jak? Jak organizm 10 miesięcznego zdrowego kotka mógł nie wygrać tą walkę???
Ale nawet łzy całego świata, najgłośniejsze krzyki serca, nie zmieniają niestety tego faktu ze Miki z nami już nie ma...

Te male 4 kotki o których pisałam w przywitaniu w tym temacie, to było jedno całe. Każdy ze swoim unikalnym charakterem dopełniali jeden drugiego. Teraz całość obrazu jest niepoprawnie naruszona, jest brakujący element, pustka, rana wyrwana z serca, która krwawi. Miki był najodważniejszy, najszybciej się rozwijał, a wszyscy się za nim podciągali. Wszędzie pierwszy od małego - pierwszy skakał z wysokości, pierwszy szedł tam gdzie inni jeszcze nie byli, pierwszy załazi na drapak, potem na drzewo, i nawet za tęczowy most pierwszy... Zawsze najlepiej wiedział czego chciał, przychodził na kolana, kładł głowę na rękę albo na kolano i zasypiał mrucząc. Każdego ranka przed śniadaniem przychodził do męża przytulić się. A to jego unikalne i niepowtarzalne "miae-e-ew"...
To nie tylko unikalny i niepowtarzalny Kot z wielkiej litery, podobnego któremu nie było i nigdy nie będzie, ale przede wszystkim nasz mały Wielki Przyjaciel, który był od urodzenia, jest i zawsze będzie w naszych sercach.

Kochany Miki, chcemy podziękować Tobie z całego serca za to, że byleś z nami przez ten czas, i że byleś własnie takim jakim byłeś. Wspaniały kochany Przyjaciel z dużej litery, bardzo bliski naszemu sercu. Przepraszamy z całego serca za to, że nie udało nam się ochronić Ciebie, uratować, ustrzec, uniknąć tego w końcu... i za wszystko co mogło być nie tak, i za tą ostatnia ciężką decyzję... Chcemy wieżyc ze jesteś teraz w lepszym świecie, jesteś naszym małym wielkim Aniołkiem, i że kiedyś spotkamy się.
Ile bym nie pisała, czuje że nie ma, nie istnieje takich słów i nie wystarczą wszystkie słowa świata aby wyrazić to wszystko co jest na sercu... czuje się taka bezradna..

Anilina - 2019-01-17, 17:09

Milenko, nie ma słów, które przyniosą Ci ulgę, czy wyjaśnią dlaczego tak się stało.

Do siebie mogłabyś mieć pretensje tylko gdybyś zwlekała z pomocą dla Mikiego i liczyła, że „samo się wyleczy”. Lekarze na pewno też robili, co w ich mocy. Niestety uszkodzenia jelit są bardzo trudne w leczeniu.

Na świecie jest mnóstwo okrucieństwa i niesprawiedliwości. Po co? Dlaczego? Chyba nikt tego nie wie.
Ból po stracie ukochanej istoty jest okropny. Rozpatrywanie, rozdrapywanie tego nie ma sensu, bo czasu nie cofnie. To, co możesz teraz zrobić, to skupić się na tych radosnych chwilach, które było Wam dane wspólnie przeżyć. Pomyśl, ile szczęścia dał Wam Miki i ile szczęścia daliście mu Wy. Życie jego było krótkie, ale wspaniałe.

Pomyśl teraz o bezpieczeństwie jego rodziny. Już wiesz, że nie mogą wychodzić bez nadzoru. Nauczone swobody, a teraz zamknięte w domu, pewnie będą się frustrować. Spędzaj z nimi czas, dużo się z nimi baw, zacznij dostosowywać dom do ich potrzeb – półeczki, drapaki itp. Pozostałe koty teraz Cię potrzebują.
Działaj dla nich. Dużo siły dla Ciebie :kwiatek:

Chasing The Sun - 2019-01-17, 19:39

Milenko, wyrazy mojego współczucia. Z pewnością ciężko będzie ukoić Twój ból, ale dobrze że napisałaś tu u nas, to co czujesz. Czasem takie powiedzenie lub napisanie bardzo pomaga radzić sobie z trudnymi emocjami. Dbaj o siebie.
Sierra - 2019-01-17, 22:27

Milenko współczuję Ci niezmiernie.

Nie napiszę nic więcej, bo doskonale wiem, że żadne słowa nie są w stanie was teraz pocieszyć.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group