To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
BARFny Świat
Dieta BARF dla kota, psa i fretki. Naturalne i zdrowe żywienie zwierząt domowych.

Kulinaria dwunogów - Żywienie małych dzieci

Anonymous - 2014-10-27, 19:17

No może 4 letniemu dziecku nie dałabym chili con carne wściekle ostrego, które uwielbiam :twisted: , ale generalnie zgadzam się w 100% z przedmówczyniami. Ja mam teraz przykłady w najbliższym otoczeniu delikatnie rzecz ujmując "przewrażliwionych" matek. Na drugim biegunie są takie co to karmią piersią do 6 roku życia.... I z moich obserwacji problem ten jest coraz powszechniejszy. Mimo teoretycznie większej świadomości i dostępu do informacji matki popadają coraz bardziej w coraz większą paranoję. Wiecie, że jedna z moich koleżanek z LO kąpała swoje dziecko do 7 roku życia tylko w przegotowanej wodzie? :shock: Oczywiście nie muszę chyba mówić, że kiedy ten delikates poszedł do szkoły to musiał powtarzać 1 klasę, bo miał tak dużo nieobecności z powodu chorowania... :roll:
Najgorsze jest to, że takiej osobie rzadko kiedy można cokolwiek powiedzieć, bo wszystko co powiesz będzie traktowane jak atak morderczy na jej dziecko. W innym wątku poruszyłam problem 5 letniej dziewczynki z cukrzycą. Niestety prawda jest taka, że jest to wina rodziców, bo przecież małe dziecko sobie samo posiłków nie gotowało... Ale jaki sens jest teraz wypominać? Teraz trzeba tylko ratować!

doradora - 2014-10-27, 20:11

ja nie do końca zgadzam się z tezą, że to wina rodziców (oczywiście poza przypadkami, jak ten z kąpaniem w przegotowanej wodzie, swoją drogą dobrze, że nie gotującej ;-) )
to wina lekarzy i czasopism/książek dla dzieci

ostatnio się zastanawiałam jaki jest sens podawania kaszki bezglutenowej maluchom, skoro glutenu nie należy podawać, a kasza ma naturalnie gluten, to znaczy, że kaszy nie należy podawać, a nie jakieś chemicznie zmienione papry stosować
tylko pytanie co takiemu maluchowi zamiast kaszki dać? mięcho? warzywa rozgotowane?

Anonymous - 2014-10-27, 21:09

doradora napisał/a:
ja nie do końca zgadzam się z tezą, że to wina rodziców [...]to wina lekarzy i czasopism/książek dla dzieci

A tutaj się z Tobą w pełni zgadzam, chociaż nie do końca :-P ... Fakt, potrafią namieszać w głowie. W przypadku cukrzycowego dziecka, o którym wspomniałam to JEST wina rodziców i niejedna osoba zwracała im uwagę, że dziecko nie powinno tak być żywione, że jest otyłe, ale to było jak grochem o ścianę... A teraz niestety jest szok i szukanie ratunku "na gwałt".

Komanka - 2014-10-28, 18:36

Cytat:
Generalnie problem który sobie postawiłam do rozwikłania brzmi, czy naprawdę dziecku potrzebne są te wszystkie witaminki zawarte w gotowcach?


Gdybym była w zarządzie koncernu produkujących te gotowce / kolorowe musujące cukiereczki z witaminami w środku / płatki śniadaniowe z dodatkiem witamin, rzekłabym:
Ależ oczywiście, drodzy rodzice! Sami nie jesteście w stanie przygotować w pełni zbilansowanego posiłku każdego dnia, więc zaufajcie nam!

Pogrubiona fraza jest obecnie koronnym argumentem speców od reklamy kierowanej do rodziców. Z tym sformułowaniem się nie dysktuje i nie poddaje się go w wątpliwość, odmienia się go przez wszystkie przypadki, aż każdy będzie miał to w głowie podczas zakupów.

Znajoma twierdzi, że ona by tak zdrowej zupki/deserku nie przygotowała dla dziecka jak te w słoiczkach, więc kupuje słoiczki... Nie wygoda zaważyła na jej decyzji, ale pranie mózgu reklamami. Pytanie za 100 punktów - czym się różni starte w domu jabłuszko od tego kupionego w słoiczku??? Tylko horrendalnie wysoką ceną za to drugie.

Aż dziw, że poprzednie pokolenia dożywają często sędziwego wieku bez suplementacji w dzieciństwie syntetycznych witamin i minerałów, no i bez gotowych zbilansowanych posiłków każdego dnia...

Tufitka - 2014-10-28, 21:01

Lena06 napisał/a:
Jest ona mamą 4-letnego chłopczyka. Jak się okazało dziecko do teraz przyjmuje gotowe mleko dla dzieci w proszku i kaszki i inne gotowce.
moje dziecko już dawno skończyło 4 lata, ale jeszcze co nieco pamiętam. Mój syn ostanie danie na mleku (kaszka manna - nie gotowa, gotowana przeze mnie) zjadł w wieku 2 lat. Od tamtej pory odmówił picia mleka. Mógł zjeść biały serek, ale bardzo rzadko. I jadał to co dorośli (oprócz grzybów) - jedzenie robione dla dorosłych (trudno go było karmić, bo miał swój "ulubiony zestaw" i się go trzymał przez kilka lat, później trochę wyrósł i zaczął jeść też inne rzeczy, wyrósł na zdrowego chłopa). A zupy mięsne z warzywami wprowadzałam mu w wieku 6 miesięcy (teraz to chyba jakoś szybciej idzie). Kupowałam cielęcinę, warzywa i sama gotowałam. Nie kupowałam (chyba wtedy jeszcze nie było) gerberków ani nic w tym stylu. Wiedziałam co je.
doradora napisał/a:
tylko pytanie co takiemu maluchowi zamiast kaszki dać? mięcho? warzywa rozgotowane?
to nie jest niemowlak, może jeść to co inni (oprócz grzybów).
ciocia_mlotek - 2014-10-28, 21:15

Czteroletniemu dziecku papki i rozgotowane warzywa?
Moja córka miesiąc temu 4 lata skończyła i ja już nie pamietam kiedy ona ostatnio jadła "dziecięce" jedzenie. Chyba zanim jej zeby wyrosły. Lepiej, ona nie znosi niczego papkowatego. Jedyne co jej zmieniam w stosunku do reszty rodziny to mieso jej na talerzu pokroję bo sama jeszcze nie umie a jakby miała gryźć kesy (co z chęcią by robiła) to trwałoby to od obiadu do kolacji

dagnes - 2014-10-28, 23:29

doradora napisał/a:
tylko pytanie co takiemu maluchowi zamiast kaszki dać? mięcho? warzywa rozgotowane?

Napiszę nieco szerzej, ale myślę że na tym forum warto ;-) . Maluchy powinny jeść (znaczy pić) wyłącznie mleko matki tak długo, aż same zaczną wykazywać zainteresowanie pokarmem dorosłych. Wiem, że w dzisiejszych czasach moje stwierdzenie brzmi jak herezja, bo powszechnie propaguje się odstawianie od piersi już w 4. miesiącu życia poprzez podawanie papek i słoiczków, ale jest to działanie całkowicie wbrew naturze i szkodzące dzieciom. Konieczność rozpoczęcia podawania pokarmów "stałych" niemowlakom po ukończeniu 4. miesiąca życia argumentuje się tym, że w okolicach 5-6. miesiąca dzieci stają się bardzo uparte i konserwatywne w zakresie spożywanego pokarmu i nie chcą jeść niczego nowego oprócz tego, co do tej pory (mleko matki). To powoduje, że przestawienie ich na pokarm "stały" staje się później bardzo długo trudne (piszę w cudzysłowiu bo papki nie są dla mnie pokarmem stałym). Oczywiście ten konserwatyzm maluchów ma głębokie uzasadnienie, bo gdy dziecko zaczyna raczkować chroni je przed zjadaniem wszelkich znalezionych i niejadalnych rzeczy. Natura tak to sobie sprytnie wymyśliła by ludzkie dzieci nie ulegaly zatruciu podczas penetrowania otoczenia na czworakach i stawiając pierwsze kroki, aż do czasu gdy zaczną rozumieć przekazywane im przez rodziców nauki o jadalności i niejadalności poszczególnych pokarmów.
"Sprytni naukowcy" postanowili więc przechytrzyć Naturę i dlatego zalecają wprowadzanie papek już od 4. miesiąca życia po to, by ominąć ten zakaz Natury. To, że takie dziecko przestaje wówczas instynktownie bronić się przed zjedzeniem czegoś niejadalnego to tylko jedna strona medalu (a potem wszyscy dziwią się, że dziecko zjadło lub wypiło jakąś truciznę), bo drugą jest całkowite nieprzystosowanie przewodu pokarmowego takiego malca do trawienia i przyswajania pokarmów innych niż mleko matki (ciekawe czemu epidemia różnorakich alergii i dziurawych jelit wszystkich tak dziwi). Żołądek niemowlaka zaczyna bowiem wydzielać właściwe soki trawienne dopiero w okolicach 7. miesiąca życia.

Dziecko zaczyna wykazywać zainteresowanie pokarmem dorosłych dokładnie wtedy, gdy jest na niego gotowe. I dopiero wtedy należy taki pokarm wprowadzać, w dodatku nie w postaci papek i miksów lecz normalnych pokarmów. Na szczęście wreszcie zaczyna się coś w tym temacie dziać i nie wszyscy podążają jak owce za reklamowanym stylem karmienia dzieci. Dla "cywilizowanych" ludzi, którzy całkowicie zatracili swoje instynkty, bo zastąpiła je reklama, i nie wiedzą jak karmić swoje potomstwo (ciekawe, że zwierzęta, o ilorazie inteligencji nie mogącym równać się najgłupszemu człowiekowi, skądś wiedzą jak wykarmić potomstwo, a nie czytają poradników i nie mają dostępu do "zbilansowanych słoiczków"....), została opracowana metoda nazwana Baby Led Weaning (w skrócie BLW), w której omija się etap papek i pozwala dziecku sterować procesem przestawiania się na pokarm stały. Ta metoda to oczywiście nic innego jak instrukcja powrotu do Natury, pokazująca w jaki sposób ludzie przed erą współczesnej cywilizacji karmili swoje potomstwo, dzięki czemu gatunek przetrwał i się rozwinął. Kiedyś nie było to żadną metodą tylko instynktowną normą, teraz niestety trzeba się tego uczyć.
Baby Led Weaning sprawia, że dziecko we właściwym czasie i we właściwym dla siebie tempie zmienia rodzaj pokarmu, co zapobiega problemom z układem trawiennym, a także zapobiega wychowywaniu sobie niejadków. Dziecko zjada tylko takie pokarmy, które samo wsadzi sobie do buzi swoimi rączkami i jest w stanie pogryźć oraz połkąć. Nie będę się za bardzo rozpisywać, bo wszystko jest dobrze wyjaśnione po polsku:
http://babyledweaning.pl/
http://www.ekorodzice.pl/...40,534,790.html
http://www.ekorodzice.pl/...40,534,845.html

Bardzo ładnie napisano też o naturalnych mechanizmach sterujących pobieraniem pokarmów przez dziecko, które funkcjonują idealnie tylko wtedy, gdy rodzice pozwolą im funkcjonować, na tej stronie:
http://www.dzikiedzieci.pl/index.php?strona=117

Oczywiście bardzo ważne jest w tym to, co dziecku położymy na stole - czy będzie to chleb, makaron i ryż, czy mięso, warzywa i owoce. Jakkolwiek naturalną metodą nie byłoby BLW, to jednak od rodziców zależy, czy dziecko będzie w przyszłości fanem fast foodów i czekoladek, czy będzie preferowało dietę paleo. Równie ważne jest też, by nie naciskać na dziecko by zbyt wcześnie zaczynało próbować pokarmy dorosłych (to niestety najpoważniejszy problem wśród stosujących BLW).

A tu dla niedowiarków film, w bardzo BARFnym duchu :mrgreen: , pokazujący berbecia pałaszującego udko z kurczaka:
http://www.youtube.com/wa...feature=related

Zresztą na youtube jest pełno filmików dokumentujących maluchy jedzące metodą BLW. Są naprawdę przesłodkie i aż serce rośnie jak się na nie patrzy. W przeciwieństwie do powszechnego widoku matek wciskających swym pociechom łyżeczki z papkami na siłę do buzi, przy akompaniamencie lamentów krzywdzonego dziecka.

Snedronningen - 2014-10-29, 07:43

dagnes napisał/a:
(ciekawe, że zwierzęta, o ilorazie inteligencji nie mogącym równać się najgłupszemu człowiekowi, skądś wiedzą jak wykarmić potomstwo, a nie czytają poradników i nie mają dostępu do "zbilansowanych słoiczków"....)
o nie, zwierzęta są znacznie inteligentniejsze od ludzi. Ich inteligencja jest zwyczajnie inna, bo ich świat bazuje często na innych zmysłach i nam, ludziom (jako, że jesteśmy swym człowieczeństwem ograniczeni), ciężko jest zrozumieć jak ten świat rozumie.
Lena06 - 2014-10-29, 07:57

No dobrze, a powiedźcie mi, czy w takim razie podawanie dodatkowo tych wszystkich gotowców przy normalnym jedzeniu nie powoduje nadmiaru witamin? Ja się kompletnie na tym nie znam, ale jeżeli normalne jedzenie gwarantuje dziecku pełny zestaw witamin to, czy dostarczanie ich dodatkowo nie powoduje ich nadmiaru? Czy może są tam niezauważalne dla organizmu ich ilości?

Znam też inną sytuację - sąsiadka i jej córka obecnie też 4 lata. Swego czasu opiekowałam się nią prawe miesiąc i mogłam zaobserwować znowu, jak to biedactwo jest żywione. Rano też mleko w proszku, później na obiad miseczka rosołku, na podwieczorek danonek (z reguły) i kolacja pół sznytki chleba. Żadnych owoców, surowych warzyw... Dziecko blade, jak ściana. Pamiętam, że w tamtej chwili pomyślałam sobie, że jednak dobrze, że istnieją te gotowce. Mała odżyła dopiero, jak poszła do przedszkola. Tam wreszcie ma normalne jedzenie. A pamiętam, jak do mnie przychodziła to aż się trzęsła na widok jabłka... :evil:

ciocia_mlotek - 2014-10-29, 09:18

Po pierwsze to dziecko jadło jakoś strasznie mało. Moja 4-latka jada prawie tyle samo co ja, tyle tylko, że w większej ilości posiłków. Gdyby jej pokarm na cały dzień miał się składać z pocji mleka, miski zupy, małego jogurciku i jednej kanapeczki to dzieciaczyna byłaby zwyczajnie GŁODNA. To juz nawet nie rodzaj co ilość jedzenia
Lena06 - 2014-10-29, 09:32

Nie dopisałam, że gdy małą się opiekowałam miała tak 2,5 roku :-)
ciocia_mlotek - 2014-10-29, 15:00

To nadal mało wg mnie.
Dzieci jedzą dużo bo rosną. Nie wyobrażam sobie, żeby taką ilością dziecko mogło pokryć choćby zapotrzebowanie na energię a co dopiero na wszystkie składniki odżywcze. Mleko, wysoko przetworzone mleko (w ilości w sumie ok 1.5szklanki), pół kromki chleba i miska zupy. Z tego wszystkiego tylko ten rosół ( o ile to był rosół a nie woda smakowa z kostki) miał jakąś wartość.
Dziecko niedożywione. Sama pisałaś, że blade aż

dagnes - 2014-10-29, 15:03

Lena06 napisał/a:
czy w takim razie podawanie dodatkowo tych wszystkich gotowców przy normalnym jedzeniu nie powoduje nadmiaru witamin?

Ale przecież "zbilansowane słoiczki" to nie są multiwitaminy, tylko normalne produkty spożywcze, ugotowane i zawekowane. Mają mniej witamin niż świeże warzywa i owoce, więc raczej martwiłabym się ich niedoborem niż nadmiarem.
No chyba, że istnieją jakieś słoiczki, do których producenci dodają syntetyczne witaminy w procesie produkcji, ale z wyjątkiem witaminy C to chyba nie jest stosowane.

Poza tym, to sławetne "zbilansowanie" gotowców dla dzieci to jeden wielki mit. Nie ma w pelni zbilansowanych gotowców, zresztą dzieci nie potrzebują bilansowania każdego posiłku (jedynie oseski pijące mleko matki mają pełny bilans w każdym posiłku).

Dieselka - 2014-10-29, 15:29

ja jestem niedzieciata + roslinozerna ale to dziecko z kurczakiem mnie na maxa zauroczylo. Normalnie moglabym patrzec i patrzec :D

swoja droga to dziecko dostawalo tez twarde owoce ze skora. Ja sie zawsze namecze zeby cos takiego zjesc a tu prosze. Normalnie niesamowite.

Lena06 - 2014-10-29, 15:52

dagnes napisał/a:
Ale przecież "zbilansowane słoiczki" to nie są multiwitaminy, tylko normalne produkty spożywcze, ugotowane i zawekowane.


Chodziło mi bardziej o to całe mleko w proszku :) np. Nan 2 (czy jakieś inne). Ona akurat podaje jakieś z Lidla... Znajoma motywowała podawanie ich synkowi tym, że z tyłu opakowania jest podanych pełno witamin i wtedy to jest zdecydowanie zdrowsze dla dziecka. Porównała to też do zwykłego mleka, kupowanego w sklepie, bo ono przecież na pudełku żadnych witamin wyszczególnionych nie ma...



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group