BARFny Świat Strona GłównaBARFny Świat Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Kontakt  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Barf a psychika (ludzka)
Autor Wiadomość
AniaR 


Barfuje od: 2005
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 22 Wrz 2011
Posty: 447
Skąd: z daleka
Wysłany: 2014-08-05, 18:57   

Nie wiem, czy w dobrym miejscu, ale znalazlam ciekawe zestawienie na temat diety paleo, miesa i srodowiska: http://paleoleap.com/paleo-meat-environment/
 
 
dagnes 
Administrator


Barfuje od: 2008
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 13 Wrz 2011
Posty: 4822
Wysłany: 2014-09-14, 13:23   

Ten film chyba nie był jeszcze linkowany na Forum i myślę, że właśnie tutaj pasuje. Jest w nim sporo z tego, o czym pisałam w niniejszym wątku. Warto go obejrzeć.
I warto zwrócić uwagę na to, że pokazane w nim sceny z "fabryk" mięsa i ubojni są właśnie podstawą propagandy anty-mięsnej oraz ludzkiej nienawiści i podziałów przebiegających wzdłuż talerza, zamiast stać się przyczyną walki o likwidację samego procederu i walki z przemysłowym rolnictwem. To, że nie trzeba rezygnować z mięsa (a nawet nie należy) by chronić naszą planetę i szanować każdy przejaw życia jest w mass-mediach pomijane milczeniem, natomiast w omawianym przeze mnie filmie wyraźnie pokazane. Wiele mówi się w nim także o przyczynach zatajania przed ludźmi faktów dotyczących produkcji żywności. I last but not least: film jest manifestacją tego, o czym tu pisałam i do czego zachęcałam - każdy z nas może zapobiec cierpieniu zwierząt i chronić środowisko, każdy może jeszcze zmienić świat, jeśli zacznie już dziś. Jutro będzie za późno :-( .

"Korporacyjna żywność" - tu film w jednym kawałku, ale jakość obrazu nie najlepsza:
http://www.youtube.com/watch?v=I8qFkZ8jhgs

"Korporacyjna żywność" w 10 częściach:
http://www.youtube.com/wa...gfM5PC7m82dVOA5
_________________
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
 
 
AniaR 


Barfuje od: 2005
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 22 Wrz 2011
Posty: 447
Skąd: z daleka
Wysłany: 2015-12-25, 15:28   

http://www.naturalnews.co..._footprint.html
Natknelam sie na artykul, mysle ze pasuje tutaj. Wplyw wegetianizmu na ecosystem :(
_________________
http://www.garnek.pl/aniar/a
 
 
Ewy 

Barfuje od: 3.08.2017
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 20 Lip 2017
Posty: 15
Skąd: Irlandia
Wysłany: 2017-07-24, 05:58   

Chcecie opinie byłej weganki? :lol: :lol: :lol:

Przez 8 lat nie jadłam mięsa, nabiału, jajek,a nawet miodu. Byłam ostrą, zacietrzewioną weganką, która była przekonana że nigdy w życiu nie zje mięsa. O!
Dzieci również. Antek lat 9 przez pierwsze 8 lat jego życia był weganinem. Zofia lat 6 była weganką jako zarodek, bo cała ciążę miałam wegańską. Potem do 5 roku życia.
Mięso było dla mnie okrucieństwem, nie byłam w stanie mieć go w lodówce gdy przyjeżdżała do mnie mama na wakacje. Nie różniło się dla mnie od mięsa ludzkiego. Ani trochę.
Obracałam się głównie w wegańskim towarzystwie. Nawet nie piłam ukochanego Guinnessa, bo nie był wegański. :banghead: No wiecie, full on :lol:
Powód? Etyczny oczywiście.

I nagle ... życie mnie zweryfikowało. Zakochałam się w mięsożercy, aczkolwiek ja i moje dzieci nadal nie tolerowaliśmy mięsa w lodówce. Po około roku moja 5 letnia wówczas wegańska przez duże W, córka,powiedziała : jak dorosnę, nie chce być weganką!
Możecie wyobrazić sobie moja minę, poczułam się jak najwiekszy idiota. :banghead: :peace:

Nie, nie dlatego że córka nagle cały mój wysiłek spuściła w toalecie, ale dlatego że wbrew jej woli forsowałam w nią coś, czego ona " nie czuła".
Obudziłam się w porę i powiedziałam jej : na co masz ochotę??? a ona odpowiedziała: na jajka!!!!! I przez kolejne 2 tygodnie 90% jej diety to były jajka.
Po chwili dołączył syn chociaż wegańska edukacja sprała mu trochę myślenie i zadawał mi pytania: czy jak jem mięso to znaczy że nie kocham już zwierząt? :banghead:
Jak myślę o tym to aż mi wstyd, co ja wkładałam do głowy swoim dzieciom.
Po miesiącu ja zaczęłam w to wszystko wątpić i zjadłam pizze ze ZWyKŁYM serem i była to najcudowniejsza pizza świata :hura:
Od roku jem mięso, uwielbiam mięso. Kocham jajka i nabiał. Przez pierwsze pół roku nie mogłam patrzeć na warzywa.


Skoro już zrobiłam wstęp... :lol:

Od tygodnia " siedzę" w BARFie. Póki co teoretycznie,a za tydzień zaczynam przemianę żywienia naszych futer. Oglądam filmiki kotów jedzących całe kurczaki i myszy i .... MNIE TO NIE RUSZA. Uważam że jest to fantastyczne.
Nie chcę nikogo urazić, ale moja opinia poparta własnym 8 letnim doświadczeniem jest taka że musimy myśleć. Niestety jako gatunek ludzki często o tym zapominamy.
Tak jak ludzie są wszystkożerni tak koty ( mówię o nich bo je mam ) są mięsożerne i wszystkie wydziwaczone diety pod tytułem : wegańska karma dla kotów powodują braki i choroby.

Ręczę że każdy weganin w obliczu niedoborów, zagrożenia życia i chorób, nie będzie się długo zastanawiał nad lekarstwem które może zawierać składniki pochodzenia zwierzęcego.
Amen :lol:
 
 
Anitanet 

Barfuje od: 20.09.2013
Udział BARFa: 90-100%
Wiek: 45
Dołączyła: 20 Wrz 2013
Posty: 453
Skąd: Świdnik
Wysłany: 2017-07-24, 12:06   

A co do tej pory jadły koty?
 
 
Ewy 

Barfuje od: 3.08.2017
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 20 Lip 2017
Posty: 15
Skąd: Irlandia
Wysłany: 2017-07-24, 14:51   

Suche.
 
 
Sybla 


Barfuje od: 2017
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 14 Sty 2017
Posty: 9
Skąd: Ostrołęka
Wysłany: 2017-07-24, 14:51   

Interesujący wątek. I ciekawe różne punkty widzenia.
Dodam własny.
Nigdy nie miałam i nie będę miała problemu z karmieniem mięsożercy mięsem. Od paru lat zajmuję się terrarystyką, pająki karmię żywymi bezkręgowcami, bo to jest jedzenie dla nich odpowiednie, one po prostu upolują i zjedzą świerszcza czy karaczana, który się rusza, martwego nie tkną (zazwyczaj). Skoro podjęłam się opieki nad żywym zwierzęciem, to moim obowiązkiem jest stworzenie mu maksymalnie najlepszych warunków życia, a jedzenie to przecież jego bardzo duża część.
Mięso jadam od zawsze, jednak nie cały rok tak samo. Już dawno nauczyłam się słuchać tego, co mi "mówi" moje ciało i jem to, na co mam akurat ochotę. Zwykle w sezonie ciepłym mięsa są ilości śladowe bo mi zwyczajnie nie smakuje, na wiosnę organizm domaga się zieleniny, zimą konkretów w postaci mięs tłustych.
Nigdy z mięsem nie miałam problemu, może dlatego, że moje dzieciństwo przypada na lata "za komuny" i "kartek żywnościowych". Ponieważ mieszkaliśmy na obrzeżach miasta, to dużą część jedzenia dało się wyhodować, i roślinnego, i zwierzęcego. Trochę z "przydziału" a trochę z wyboru zajmowałam się kurami, kaczkami, królikami, nutriami, czasami jakąś kozą. Z góry było wiadomo, że te zwierzęta kiedyś będą naszym jedzeniem. Ale zawsze były traktowane z należytym staraniem, miały zapewnione wszystko, co potrzebne. Pamiętam, jak się brało nóż czy sierp i szło na łąki po trawę czy pokrzywy, jak z cedzakiem z drutu, kija i starej pończochy zbierało się kaczkom rzęsę. Jak się czyściutko gotowało kaszę dla kur, i jak tę kasze podjadałam. I pamiętam, jak tata szedł zarżnąć koguta albo królika - strasznie było wtedy szkoda tego pięknego, dumnego ptaszyska czy puchatego trawojada, ale my wszyscy wiedzieliśmy, że taka po prostu jest kolej rzeczy. I że tata zrobi to szybko, żeby mało bolało. A potem razem z tatą tego zwierzaka oprawiałam, z ciekawością dziecka oglądałam co też on ma w środku i jak to jest poukładane, a tata opowiadał, jak poszczególne części ciała działają. Do dziś rozbieranie tuszek nie kojarzy mi się z jakąś obrzydliwą czynnością, raczej z rozkładaniem na części niesamowicie skonstruowanego "naturalnego mechanizmu". Nigdy z takiej tuszki się nic nie marnowało, zawsze wszystkie części były spożytkowane - albo dla ludzi, albo dla domowych psów czy kotów.
Zdarzało mi się ryczeć np. po ulubionej gęsi czy kurze, nigdy też takiego pupila nie jadłam - a rodzice nigdy tego nie wymagali.
Ja zdecydowanie bardziej nie lubię tych sklepowych tacek z równiutko poukładanymi kawałkami mięsa. Od razu widzę tzw. przemysłowy chów, który nijak się ma do prawdziwej hodowli zwierząt z poszanowaniem ich potrzeb i godności. Jak się hodowało dla siebie, to te zwierzaki miały dobre, godne życie. Może w niedużych hodowlach nadal mają, ale nie wierzę, że np. na takiej farmie mlecznej z setkami zwierząt krowy są traktowane tak samo, jak krówka ciotki, która chyba ze 20 lat pasła się na łące za domem a kolejne pokolenia dzieci przystrajały jej rogi wiankami z mleczy. Ile żyje teraz taka mleczna krowa? 6-8 lat? Większość za kratami, na betonie, z mechaniczną dojarką u wymienia.
Jadam mięso sklepowe i takie też kupuję psu, bo zwyczajnie nie mam możliwości zdobycia innego, przynajmniej w większości wypadków. To, co mogę zrobić, to nie marnować tych produktów. Kupuję tyle, ile potrzebuję, to, co na pewno zjemy, w takich ilościach, żeby nie było góry resztek. Staram się nie wyrzucać jedzenia. I w niczym nie czuję się gorsza od "nawiedzonych" wege-terrorystów (w odróżnieniu od tych normalnie myślących, żeby nie było, że wszystkich do jednego wora wrzucam) - a czasami i lepsza, bo jestem świadoma tego, jak się produkuje współczesne jedzenie (i roślinne, i zwierzęce) a zatem mogę szukać firm czy miejsc, gdzie ta produkcja jest prowadzona "po ludzku" oględnie mówiąc. Nawet jeśli cena będzie trochę wyższa.
To tyle przemyśleń na szybko.
 
 
Anitanet 

Barfuje od: 20.09.2013
Udział BARFa: 90-100%
Wiek: 45
Dołączyła: 20 Wrz 2013
Posty: 453
Skąd: Świdnik
Wysłany: 2017-07-24, 15:34   

Ja jestem wegetarianką od 26 lat ale nigdy mi nie przyszło do głowy żeby zabrać psu z diety mięso. Co nie znaczy, że jest mi łatwo. Mam poczucie braku konsekwencji i hipokryzji. Miewam momenty załamania. Dla jasności: nie twierdzę, że mam rację będąc wegetarianką. Jak patrzę na świat zwierząt piękny i okrutny to dopadają mnie wątpliwości. Jak sypię do kubka witaminę B12 też dopadają mnie wątpliwości. Ale potem przychodzi falą uczucie panicznego strachu, ubezwłasnowolnienia, bezradności, nieuchronności - nie wiem czy tak czują zwierzęta ale po tym co kiedyś widziałam wydaje mi się to możliwe.
 
 
Sybla 


Barfuje od: 2017
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 14 Sty 2017
Posty: 9
Skąd: Ostrołęka
Wysłany: 2017-07-24, 18:04   

Anitanet napisał/a:
...Jak sypię do kubka witaminę B12 ...

Trochę poza tematem, ale zapewne z racji używania wiesz więcej o wit. B Od jakiegoś czasu, po przyjmowaniu witamin z grupy B w związku z leczeniem, wystąpiła u mnie nietolerancja na wszelkie w tabletkach czy zastrzykach (jest gwałtowny spadek ciśnienia i możliwa zapaść). Czy są preparaty zawierające tylko witaminę naturalną? Na razie w ogóle nie przyjmuję, ale jak w wynikach wyjdzie za mało, to może będę razem z psem drożdże łykać :)
 
 
Anitanet 

Barfuje od: 20.09.2013
Udział BARFa: 90-100%
Wiek: 45
Dołączyła: 20 Wrz 2013
Posty: 453
Skąd: Świdnik
Wysłany: 2017-07-24, 19:10   

Sybla, szczerze to nie mam pojęcia, całymi latami zapominałam o tej witaminie... Ważne jest by nie brać cyjankobalaminy i żeby nie było sztucznych dodatków. Jak kupowałaś tablety w aptece to pewnie była to ta forma. Teraz biorę For Meds, proszek:
https://www.ceneo.pl/43461619
 
 
vesela krava 
Ekspert


Barfuje od: 10/2013
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 08 Gru 2011
Posty: 952
Skąd: Francja
Wysłany: 2017-07-24, 20:20   

Dziewczny, o witaminie B12 sporo cennych informacji zamiescila na forum dagnes. Co prawda w kontekscie duplementacji barfa naszych miesozercow, ale na pewno wyciagniecie z tego cos dla siebie. Zaczyna sie od tego postu: http://www.barfnyswiat.or...p?p=17603#17603
 
 
Sybla 


Barfuje od: 2017
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 14 Sty 2017
Posty: 9
Skąd: Ostrołęka
Wysłany: 2017-07-24, 23:15   

Dziękuję, poczytam i na pewno skorzystam :)
 
 
Chasing The Sun 

Barfuje od: IV.2015
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 19 Mar 2018
Posty: 150
Skąd: Rainbow
Wysłany: 2018-10-11, 22:42   

Zakładam, że większość z nas posiada kota lub psa, których większość ludzi kojarzy z ciepłą kuleczką, miłym urozmaiceniem czasu, w najlepszym przypadku z przyjacielem, któremu nie trzeba tłumaczyć, który po prostu przy nas jest. To że to bardzo uproszczony obraz, tego Wam nie muszę tłumaczyć, wystarczy zajrzeć do wątków związanych ze zdrowiem naszym podopiecznych i problemami behawioralnymi. Członkowie tego forum to osoby wysoce oddane opiece nad czworonożnymi przyjaciółmi, bardzo je kochające, zdolne zrobić wiele dlatego aby zwierzę miało najlepsze możliwe warunki. Z lektury niektórych postów wyłania się obraz sielanki życia człowieka i zwierzęcia. W najgorszym przypadku zaczyna się od tego, że człowiek przygarnia skrzywdzone zwierzę, ratuje, opiekuje się, leczy (wielki szacunek do osób sprawujących wieloletnią opiekę nad ciężko chorymi zwierzętami) a na końcu przeprowadza je za Tęczowy Most. Żeby było jasne celowo uprościłam, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego że za każdym zwierzaczkiem z tego forum stoi człowiek, który podejmuje wiele trudnych wyborów, ze wszystkimi wątpliwościami, niepokojami, strachem, czasem przemęczeniem, smutkiem i rozpaczą. Tym razem chciałam o tym napisać.

Chciałam Was zapytać o to jak sobie psychicznie radzicie z opieką nad zwierzakiem. Czy boicie się, płaczecie? Jak znosicie wizyty lekarskie i oczekiwanie na wyniki? Jak przeżywacie zabiegi? Możecie o tym napisać? Czy macie wątpliwości związane z barfem? Pytam o to, gdyż jestem właśnie po takiej nerwowej tygodniówce, gdzie najpierw zaczęło się od problematycznego badania (kot schował się w torbie iniekcyjnej i podczas próby uwalniania dotkliwie się skaleczył), które emocjonalnie mnie bardzo dużo kosztowało, a potem kilka dni czekania za wynikami i kolejne za opinią weterynarza. Dla mnie to tydzień wyrwany z życiorysu, budzę się z bólem brzucha, nie mogę się na niczym skupić, jestem drażliwa, nie mogę spać. Umieram z nerwów. Ponieważ czuje się odpowiedzialna nie tylko za zwierzę, ale też PRZED NIM SAMYM. Muszę przyznać, że z każdymi badaniami pojawiają się wątpliwości dotyczące barfa. Po kilku aferach związanych z suplementami (np. drożdże, oleje) czasem boje się, że przyjdzie taki dzień, że ktoś powie mi, że zaszkodziłam, że się pomyliłam i że eksperymentowałam na czyimś życiu. Wiem, że powinniśmy monitorować stan zdrowia regularnie gdyż sami dobieramy składniki, wartości odżywcze i minerały, ale każdorazowa kontrola jest dla mnie ogromnym obciążeniem psychicznym. Staram się to robić jak najskrupulatniej, jak najlepiej, ale mimo to strach jest. Tak, mimo, że barfujemy dobre 3 lata, to wciąż się denerwuję sypiąc suple do miseczki i nieraz podczas robienia mieszanki cofam się do kompa aby sprawdzić czy się nie pomyliłam. Czy tylko ja to tak przeżywam? Czy patrząc w oczy swoim pupilom widzicie kompletne zaufanie, oddanie i wiarę w dobre intencje? Czy czujecie ciężar odpowiedzialności przed nim?
_________________
Lokah Samastah Sukhino Bhavantu
 
 
Meri 

Barfuje od: 12.08.2012
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 07 Lip 2012
Posty: 863
Skąd: Nowy Targ
Wysłany: 2018-10-12, 11:19   

Karmię BARF'em od 6 lat, nie mam żadnych wątpliwości, od dawna jestem pewna, że to co robię ma sens i się sprawdza. Głównie dlatego, że mój kot, który ciągle chorował w tym momencie z roku na rok ma tylko lepsze wyniki, znacznie rzadziej zdarzają mu się historie z wymiotami, biegunkami czy jakimś wycofaniem związanym z PNN. Echo serca wychodzi genialnie, do tego stopnia, że jeden z lepszych kardiologów twierdzi, że mam po prostu szczęście :roll: Kot ma PNN, HCM, do niedawna nawet ataki padaczki, miał też chore dziąsła. Teraz jest spokój i wszystko niemal idealnie, nie przesadzam ani trochę!

Drugi kot jest jeszcze młody, ale futra to mu mogą pozazdrościć wszyscy właściciele kotów tejże rasy :mrgreen: Do tego jest bardzo dobrze zbudowany i sędziowie na wystawach dawaliby mu więcej miesięcy niż ma.

Zawsze się stresuję, był moment kiedy prawie straciłam mojego Haru przez to, że płuca zostały zalane (prawdopodobnie od serca). Ale nigdy nie pomyślałam, że tutaj mógł jakkolwiek zawinąć BARF. Dobre wsparcie, które potrafi zrozumieć często się przydaje w takich sytuacjach.
_________________
 
 
 
scarletmara 


Barfuje od: 01.11.2012
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 7 razy
Dołączyła: 06 Lis 2012
Posty: 1417
Skąd: LUBLIN
Wysłany: 2018-10-12, 11:24   

Chasing The Sun Jasne, te wszystkie uczucia i emocje, które opisujesz towarzyszą mi również. Ale ja sobie powtarzam kilka fundamentalnych rzeczy raz po raz żeby mnie tego typu emocje nie zjadały.

1. Tym, że się będę zamartwiać i poddawać stresowi i skrajnym emocjom niczego nie osiągnę - spokój jest zawsze lepszym doradcą, więc staram się panowac nad emocjami i nie wyobrażać sobie "na zapas" wszystkich możliwych czarnych scenariuszy ect. Poza tym mój spokój jest potrzebny moim zwierzętom. Jak one widzą, ze ja sie denerwuję przed wizyta u weta to one też się bardziej denerwują bo czują, ze coś jest nie tak. Muszę byc spokojna żeby one były spokojne. To najlepiej widać na spacerach a nimi. Na początku jak tylko dojrzałam jakiegoś psa na horyzoncie to się spinałam i denerwowałam od razu, one to widziały i też się stresowały i z tego stresu je paralizowało i nie wiedziały co robić. Ale bardzo szybko na szczęście ten odruch "paniki" opanowałam i teraz jak widzimy psa w oddali to nie panikuję ja, więc nie panikują tez koty. Zawsze jak dojrzą psiaka to po chwili jest kontrolny luk na mnie, co ja na to i jak widzą spokój to nie wpadają w panikę i są dzieki temu w stanie same ocenić jak sie w tej sytuacji zachować.

2. Może nie wiem wszystkiego o BARFie, może nikt nie wie, może nie wszystko robię dobrze i tak jak należy ale jesli alternatywą ma być karma komercyjna to jaki mam wybór? karmić dlaej BARFEM, dokształcać sie w tym zakresie i obserwować stan zdrowia zwierzaków. Tyle mogę.

3. Nikt nie jest nieomylny niestety a wiedza w zakresie i żywienia i leczenia zarówno zwierząt jak i ludzi wciąz jest neipełna i niejednoznaczna. Jedni mówią tak, inni, że zupełnie na odwrót a człowiek musi sam podjąć decyzję w co uwierzyć, bo mimo wszystkich badań świata to wciąż dla mnie jest bardziej kwestia wiary niż wiedzy. Bo to nie ja własnoręcznie te wszytskie badania przeprowadzałam, nawet mnie przy nich nie było i nie znam ludzi, którzy je przeprowadzają, więc dla mnie to jest przyjęcie "na wiarę", że wyniki czyichś badań mówią to i to i wnioski z tego są takie i takie. Ja mogę jedynie próbowac ocenić czy to sie wszystko trzyma kupy i jest logiczne. A w 100% logiczne nie jest niestety nigdy nic :( Zdaję sobie sprawę z tego, że od moich decyzji zależy zdrowie a nawet życie moich zwierząt i moje. Staram się, wiec podejmowac je najbardziej świadomie jak potrafię mimo wielu wątpliwości po drodze. Wciąz się czegoś nowego ucze i dowiaduję i podejmuję "te same" decyzje na nowo w oporciu o nowe dane jeśli coś się w mojej wiedzy zmienia. Czy będę miała wyrzuty sumienia, jeśli któras z tych decyzji okaże się błedna? JASNE ! Ale czy ktoś inny na moim miejscu zrobiłby więcej? lepiej ? Jaka jest szansa na to, ze gdyby moje kociaki trafiły w inne ręce to miałyby lepsza opiekę ? To jest chyba całkiem dobre pytanie. Pomyślcie sami nad tym: jaka jest szansa, że wasze zwierzaki trafiłyby lepiej ? Moim zdaniem niewielka, bo wciąż niewielu ludzi traktuje swoje zwierzaki tak poważnie i odpowiedzialnie jak większośc osób na tym forum.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne