BARFny Świat Strona GłównaBARFny Świat Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Kontakt  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Głodomorry - nienajedzone koty
Autor Wiadomość
karola7 

Barfuje od: 09.2011
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 22 Wrz 2011
Posty: 94
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-10-01, 22:41   Głodomorry - nienajedzone koty

Mam trzy kociaste. Trzy panny, najstarsza 1,5 roczna, średnia roczna i najmłodsza 7 - miesięczna. Dwie starsze po sterylizacji, najmłodsza jeszcze przed.
Od niedawna barfujemy. I one są teraz permanentnie głodne, wręcz do obłędu. Zastosowałam się do zasady 25g mieszanki na 1 kg kota. Starsze ważą około 4 kg, młodsza zapewne koło 3kg. Jedzą po ok. 110g na dzień na kota, młodsza jako że rośnie dostaje taką samą porcję co starsze. Robię mieszanki przy użyciu kalkulatora.

I ja nie wiem - te koty zwariowały, raz że pochłaniają swoje porcje w 2 minuty - to wystarczy, że ludzkie kroki zostaną skierowane do kuchni lecą na złamanie karku i jęczą.
Wcześniej takie sytuacje nie miały miejsca.
Dostają przysmaki : suszone mięso, serek Bieluch, a jak im wczoraj dałam trochę chrupek ( Wild Cat ) - godzinę wcześniej każda pochłonęła swoją miseczkę mieszanki to tak się rzuciły, że łykały chrupy w całości, bałam się, że za chwilę oddadzą je matce ziemi, ale jednak się przyjęły i zostały w brzuchach ;-) . Był to szał absolutny, zasuwały tak jakby z tydzień niczego nie jadły. :-P

Nie wiem czy to jest normalne, czy one jednak powinny dostawać większe porcje ? Aktywność mają normalną, są trzy więc urządzają sobie biegi przełajowe po mieszkaniu, tłuką się i bawią, ale też sporo leniuchują.

Głodne są natomiast ciągle i wciąż...

Proszę o rady.
 
 
dagnes 
Administrator


Barfuje od: 2008
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 13 Wrz 2011
Posty: 4805
Wysłany: 2011-10-01, 23:53   Re: Głodomorry - nienajedzone koty .

karola7 napisał/a:
Zastosowałam się do zasady 25g mieszanki na 1 kg kota.

W oczy rzuciło mi się, że przewidujesz 25g mieszanki na 1kg kota zamiast 25g mięsa na 1kg kota. To jest zasadnicza różnica, gdyż w 25g mieszanki jest znacznie mniej mięsa niż 25g.

W pierwszej kolejności doprowadziłabym do tego, aby koty dostawały należne im 25g mięsa na 1kg wagi (za wyjątkiem najmłodszej, 7 miesięcznej, która powinna dostawać więcej, min. 30-35g na 1kg masy ciała gdyż wciąż rośnie).

W drugiej kolejności zwiększyłabym tłustość mieszanek, bo być może koty potrzebują więcej źródeł energii skoro szaleją w trójkę po domu. Dodaj im dodatkowy tłuszcz do tego, co dajesz dotychczas.

Jeśli to nie pomoże, to będziemy myśleć dalej :-) .
_________________
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
 
 
karola7 

Barfuje od: 09.2011
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 22 Wrz 2011
Posty: 94
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-10-02, 00:20   

Nieprecyzyjnie się wyraziłam, oczywiście koty dostają 25g mięsa, nie mieszanki na 1kg kociej masy. :oops:

W ostatniej mieszance było m.in sporo tłustego kaczego mięsa ze skórą, dodałam także smalec z gęsi - kalkulator pokazał 31% tłuszczu w mieszance.
One te porcje pochłaniają, dłuższą chwilę zajmuje im jedynie pogryzienie większych kawałków mięsa, a reszta - ta zmielona, jest wprost wymiatana. Cieszę się, że im tak smakuje, ale zjedzą, a potem po chwili znowu jęczą i wystarczy tylko się ruszyć z miejsca, a 12 łapek szturmem biegnie do kuchni, usadawiają się w strategicznych punktach i czekają na jeszcze... :roll: A ich miny mówią "myśmy już z tydzień niczego nie jadły, weź się zlituj " ;-) .

Najmłodsza dostaje właśnie te 100-110g czyli ok. 30-35g na 1kg jej masy. Starsze też dostają ok.110g mięsa, ale są nienasycone :roll: .
 
 
Terhie 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 25 Wrz 2011
Posty: 398
Wysłany: 2011-10-02, 20:55   

Hm, a ja myślałam, że to moje coś nie tak mają. Mam ten sam problem. Wszystko wyliczone na kota, tłuszczu daję nawet więcej, a koty urządzają cyrki. Łącznie z kocim żebraniem - żeby było jasne: niczego poza miską w teorii nie dostają, ale nie upilnuję i zwędzą coś niemal zawsze. Ludzie jedzą, a koty - zwłaszcza Sanjiro (może mu lata diety chrupkowej zwiększyły żołądek, czy jak?) - siedzą i wpatrują się, czekając na najmniejszą okazję. Sanji uprawia włamania do śmietnika, próbuje zwędzić ludzkie jedzenie z talerzy - choćby dziś - odstawiłam na chwilę talerz z obiadem, odwróciłam się na moment - 2 sekundy dosłownie - a on już miał nabity na pazur kawał mięsa i pomykał z nim pod łóżko. Kiedy jadł chrupki, nie odstawiał takich numerów, pewnie brzucho zapchane było, a teraz? Mam wrażenie, że - zwłaszcza exchrupkożerca - żyje od karmienia do karmienia i nic więcej w życiu się nie liczy. Sanji kiedyś przysmaki brał z ręki delikatnie, teraz podaję mu na otwartej dłoni, nie w palcach, bo parę razy zdarzyło się że skończyłam pogryziona w efekcie łapczywości.

Piszę o Sanjiro, bo mam jakieś porównanie przed i po przejściu na barf.

Koty oba raczej drobnej budowy, oba w tej chwili ważą 4,5 kg, wyglądają na szczupłe, ale nie chude (w moich oczach - znajoma ma kocura, wychodzącego, który waży 6 kg i wygląda jak zapaśnik przy moich "mikrusach").

I nie wiem, czy to barf je tak "odblokował" na wszelakie jedzenie (u S. na chrupkach nie do pomyślenia było, żeby np. kradł ziemniaka, istniały dla niego tylko chrupki i oliwki ;-) ), czy są po prostu wygłodniałe.

Czy można jakoś uspokoić to kocie nienasycenie? A może to nie żołądek tylko kocia psychika?
 
 
Cosmos 


Barfuje od: 01/2011
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 23 Wrz 2011
Posty: 14
Skąd: Lubin
Wysłany: 2011-10-03, 10:44   

Terhie Twój Sanjiro zachowuje się dokładnie tak jak mój Gabryś!

On przez całe swoje kocie życie jadł tylko chrupki.
Od kiedy barfujemy on ciągle jest głodny.
Je łapczywie (efektem tego jest nie raz pawik) więc w połowie posiłku zabieram mu miseczkę i robie chwilę przerwy. Później je dalej ale zaczął wyżerać (nie wyjadać tylko wyżerać) innym kotom kiedy ja stoję z jego miską w ręce i "robię przerwę" w posiłku.

Cieszę się bo on kiedyś nie odczytywał mięsa jako pożywienie...

W sumie to cała nasza banda jest łakoma i wiecznie głodna. Kiedy jestem w kuchni, niezależnie od pory dnia / nocy, kocie towarzystwo oczekuje podania jedzenia.
 
 
Sihaya 
Ekspert


Barfuje od: 08/2008
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 16 razy
Dołączyła: 15 Wrz 2011
Posty: 1721
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-10-03, 11:12   

Ja mam podobne perypetie z naszymi barfnymi stworami. Wiecznie głodne bez względu na pogodę i porę dnia. Maluchy napadają mnie przy każdej sposobności, godzina 6 rano kociaki wiszą na moim szlafroku i wrzeszczą, że głodne... No mówię... Oświęcim normalnie, koty zagłodzone, jakby kilka dni michy nie widziały mordopruje jedne :-D . Daję do oporu tyle żeby się najadły, maluchom absolutnie nie ograniczam, dodaję ciut więcej wody do mieszanki, przekąski różne - walka z kurzym skrzydłem, czy z chrząstką z udźca indyczego skutecznie je męczy i na kilka godzin jest spokój. Rekordzistą jeśli chodzi o ilość zjadanej mieszanki jest dorosły kocur - zjada do 350 g mieszanki na dzień, ale dałby radę więcej - waży całe 4 kg (waga nie mała jak na abisyńczyka ale w porównaniu do innych kocurów jest o połowę mniejszy) i doprawdy nie mam pojęcia gdzie mu się mieszczą te zjadane ilości :roll:
 
 
Terhie 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 25 Wrz 2011
Posty: 398
Wysłany: 2011-10-03, 15:34   

"mordopruje" :mrgreen: piękne!

A, dodam jeszcze, że Sanjiro nauczył się warczeć nad miską, kiedy młody podchodzi. Poprzednio grzecznie się wycofywał, teraz ponuro mruczy...
Jednym słowem barf odsłania PRAWDZIWE oblicza kotów...

Ja też "zatykam" młodego kością indyka ;-) Niestety, Sanjiro nadal niezainteresowany. :)

Sihaya, zadam podstępne pytanie: a skąd wiesz, ze się już najadły? Odchodzą od michy?
 
 
dagnes 
Administrator


Barfuje od: 2008
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 13 Wrz 2011
Posty: 4805
Wysłany: 2011-10-03, 21:02   

Niepohamowany apetyt u kociąt ma zupełnie inne podłoże niż u kotów dorosłych. O ile u kociąt jest czymś naturalnym, pozwalającym im dorosnąć i przeżyć, o tyle u osobników dorosłych zawsze oznacza jakieś zaburzenia w organizmie. Nadmiernego, niepohamowanego apetytu prowadzącego do przejadania się i w efekcie otyłości nie należy oczywiście mylić z apetytem głodnego kota, który zwyczajnie potrzebuje pokryć swe duże potrzeby energetyczne.

Ponieważ mam w planie w najbliżyszm czasie zamieszczenie na Forum większego opracowania o otyłości u kotów, teraz napiszę tylko małą część w bardzo dużym skrócie, jedynie aby zasygnalizować problem.

Wasze podejrzenia odnośnie „rozepchanych” chrupkami żołądków lub problemów natury psychicznej nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości, choć faktyczna przyczyna ma dużo wspólnego z suchą karmą oraz z mózgiem.

Odczuwaniem głodu steruje hormon leptyna oraz neurotransmiter - neuropeptyd Y. Leptyna wytwarzana jest przez komórki tłuszczowe i odbierana przez receptory w mózgu. Im zasoby energetyczne organizmu są większe, tym wydzielanie leptyny się zwiększa. Po związaniu leptyny z receptorami w mózgu, receptory te przestają wytwarzać neuropeptyd Y, który jest stymulatorem apetytu. Innymi słowy - u zdrowego osobnika, po posiłku lub w przypadku zgromadzenia ponadnormatywnej tkanki tłuszczowej, wydziela się dużo leptyny, która hamuje wydzielanie neuropeptydu Y, wstrzymując apetyt. Zakłócenie tych procesów powodowane jest przede wszystkim przez nadmiar insuliny wytwarzanej przez trzustkę po spożyciu nadmiernej ilości węglowodanów. Ponieważ tkanka tłuszczowa powstaje z glukozy pod wpływem działania insuliny i jest niezwykle na nią wrażliwa, to gdy poziom insuliny rośnie ponad miarę, rośnie również wydzielanie leptyny przez komórki tłuszczowe (komórki tłuszczowe zwiększają się i są nadaktywne). Tak samo jak długotrwały i ciągły wysoki poziom insuliny powoduje insulinooporność komórek i cukrzycę II, tak i długotrwały zbyt wysoki poziom leptyny powoduje leptynooporność czyli oporność receptorów w mózgu na działanie leptyny i tym samym brak hamowania wydzielania neurotransmitera Y, którego ciągły wysoki poziom objawia się ciągłym odczuwaniem głodu i właśnie niepohamowanym apetytem.

Oczywistym jest, że leptynooporność powstaje u kotów jedzących suche karmy zawierające ogromne ilości węglowodanów. Im dłużej kot jadł suchą karmę, tym większą leptynooporność będzie miał jego mózg i tym większe wystąpią u niego zaburzenia apetytu. Zaburzenia apetytu mogą również wystąpić u kotów jedzących zbyt dużo białek, których nadmiar przerabiany jest na glukozę, podnosząc poziom insuliny oraz leptyny. To jednak są sytuacje rzadkie.

Co można zrobić?
Po pierwsze 100% BARFa bez żadnych odstępstw i nawet jednego chrupka jako "smakołyk". Po drugie rezygnacja z jakichkolwiek węglowodanów w pożywieniu. Należy zastąpić warzywa np. mielonym siemieniem lnianym lub psyllium. Chodzi o to, aby obniżyć do minimum poziom insuliny, zacząć powoli z czasem uwrażliwiać komórki na jej działanie, obniżyć średni poziom leptyny i odzyskać wrażliwość receptorów mózgowych. Nie zawsze uda się uzyskać pełny sukces, nawet w długim okresie czasu, jeśli zmiany zaszły za daleko, ale zwykle pozwoli to z czasem ograniczyć żarłoczność u większości zwierząt i doprowadzić organizm do równowagi. Oczywiście do tego czasu w grę wchodzi wyłącznie ograniczanie pożywienia, to znaczy podawanie ściśle wyliczonych porcji, gdyż kot cierpiący na leptynooporność całkowicie nie panuje nad swoim apetytem i nie czuje, że je za dużo.
_________________
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
 
 
Sihaya 
Ekspert


Barfuje od: 08/2008
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 16 razy
Dołączyła: 15 Wrz 2011
Posty: 1721
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-10-04, 20:45   

Terhie napisał/a:
" Sihaya, zadam podstępne pytanie: a skąd wiesz, ze się już najadły? Odchodzą od michy?


:mrgreen: Odchodzą od michy, potem następuje faza mycia i wylizywania się wzajemnego, chwila przerwy, po czym któremuś kociakowi przypomina się, że jeszcze jednak coś by skubnął, bo po co ma w misce leżeć, no i leci do michy a siostry i bracia za nim. Po chwili talerz pusty, wylizany do czysta :-D więcej już nie wchodzi gdy eksperymentuję z dokładką, znaczy głodomory się najadły :) Jemy w kojcu na linoleum, a po każdej akcji robię wjazd z mopem bo widok przedni jak w rzeźni, podłoga oblepiona krwią, bo dzieciaki raczą sobie kawałki mięsa wyciągać i bunkrować się z nimi po kątach kojca - zwłaszcza z tymi dużymi kawałkami, przytrzymują je sobie łapkami i przeżuwają jak tygryski. ;-)
 
 
Mari 


Barfuje od: 02.2010
Udział BARFa: 50-75%
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 21 Wrz 2011
Posty: 168
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2011-10-04, 21:35   

Ja się jeszcze nad jednym zastanawiam. Jeżeli te koty są bardzo aktywne, to może potrzebują większej porcji mięsa na kilogram ciała? Np. 30 gramów. Wydaje mi się, że ta porcja 25-30 gramów to raz, że jest uśrednioną na jednego kota (bez względu na wiek i przemianę materii i warunki mieszkaniowe w jakich mieszka - u mnie jest przeważnie zimno, bo nie lubię jak jest za ciepło - Sihaya świadkiem :D) i do tego średnią roczną. U mnie co roku od sierpnia do listopada (to tak orientacyjnie) barferki sa potwornie głodne, więc daję więcej. Potem im przechodzi, a latem zjadają zdecydowanie mniej niż powinny. Rozmawiałam z dziewczynami do których poszły moje kociaki i które barfują i jest podobnie. Dla jasności koty są szczupłe pomimo, że jedzą więcej niż wskazywałby kalkulator. Osobiście sprawdziłam :D
 
 
Nordstjerna 

Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 15 Wrz 2011
Posty: 48
Skąd: Kraków
Wysłany: 2011-10-04, 22:28   

A ja w ogóle nie ograniczam i nie ograniczałam.
Nigdy i żadnemu kotu.
A już w żadnym wypadku głodomorom!
Koty jakoś nie tyją, a wręcz przeciwnie, niektóre wręcz są za chude. Uważam (na podstawie obserwacji własnego stada na przestrzeni 17 lat), że ograniczanie jedzenia ma skutek dokładnie przeciwny do zamierzonego. Organizm uczy się, że jedzenia brakuje i trzeba magazynować zapasy, bo może być jeszcze gorzej. Im bardziej ograniczamy, tym bardziej organizm kota programuje się na robienie zapasów na czarną godzinę. I tak nakręca się spirala przejadania się.
Koty po przejściach, które przychodziły do naszego domu z obsesją jedzenia, po kilku tygodniach (góra miesiącach) wyrównywały się i przestawały najadać się na zapas.

W homeopatii jednym z czynników doboru leku "przewlekłego" jest właśnie to, jak się ma u pacjenta relacja jedzenie-tycie lub jedzenie-chudnięcie, czy sylwetka pacjenta jest adekwatna do ilości zjadanego pożywienia.

Grubego kota kota mam tylko jednego - najstarszego rezydenta, który całe życie nie chciał tknąć mięsa, był absolutnie suchożerny, a teraz pięknie barfuje.
Oswald był gruby od zawsze, od małego kociaka, chociaż jadł bardzo mało (tak jest zresztą do tej pory).
Podejrzewam, że miał jakieś zaburzenia metabolizmu, chociaż wyniki nie wykazywały żadnych nieprawidłowości. Po radykalnym przestawieniu na pełny BARF z naturalnymi suplementami + leku homeopatycznym dobranym indywidualnie do całokształtu prezentowanych objawów (głównie psychicznych), Oswald zaczął wreszcie przyjmować normalną sylwetkę. Do idealnych 4 kg (tyle powinien ważyć przy swojej sylwetce) jeszcze mu trochę brakuje, ale w najgorszym momencie ważył 6,40.

Ponieważ nie ograniczam kociarstwu jedzenia, zauważyłam pewną prawidłowość: co kilka dni całe stado urządza sobie mały post. Zjadają ok. 1/2 tego, co rozmrażam im standardowo. Na następny dzień lub po dwóch dniach sytuacja wraca do normy i znowu jedzą tyle, co zawsze.

Natomiast zauważyłam też zwiększone zainteresowanie całego stada produktami do tej pory ignorowanymi. Włażą nam do talerzy i próbują wykradać ryby (i to nawet te koty, które wcześniej ryby nie chciały tknąć), makaron, ciasto drożdżowe, domowy chleb, mleko, niektóre warzywa (fasolkę, kukurydzę, kalafior), żółty ser. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się produkty mączne. Wędlin nie jadamy, więc nie kradną i nie wiem, czy byłoby zainteresowanie.

Zaczęły też jeść indyczą wątróbkę, której wcześniej do mieszanki nie dodawałam, bo była uważana za niejadalną - teraz wchodzi nie tylko w mieszance, ale jest wykradana przy robieniu mieszanki. Ostatnio nawet dodaję do mieszanki olej z łososia - i też jest bez problemu zjadany. Mam wrażenie, że koty żywione mięsem w pewnym sensie "otwierają się" na nowe doznania smakowe (chociaż nie zawsze te najkorzystniejsze) - ale na pewno coraz łatwiej jest też wprowadzać nowości do mieszanki.
 
 
Mari 


Barfuje od: 02.2010
Udział BARFa: 50-75%
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 21 Wrz 2011
Posty: 168
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2011-10-04, 22:32   

U mnie barferki same sobie robią raz na 7-10 dni głodówkę - widzę, że o poranku micha ledwo polizana, a jeżeli nie robią, to ja im funduję. No wiem, że zua jestem :oops:
 
 
Terhie 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 25 Wrz 2011
Posty: 398
Wysłany: 2011-10-05, 10:34   

Sihaya napisał/a:
Terhie napisał/a:
" Sihaya, zadam podstępne pytanie: a skąd wiesz, ze się już najadły? Odchodzą od michy?

Jemy w kojcu na linoleum, a po każdej akcji robię wjazd z mopem bo widok przedni jak w rzeźni, podłoga oblepiona krwią, bo dzieciaki raczą sobie kawałki mięsa wyciągać i bunkrować się z nimi po kątach kojca - zwłaszcza z tymi dużymi kawałkami, przytrzymują je sobie łapkami i przeżuwają jak tygryski. ;-)


Taaa... ja też biegam z mopem, z tych samych powodów. :-)

Dziś S. zawarczał na MNIE. Hm. A potem władował się do miski młodego. To chyba postępuje. Ale czemu w ostatnim czasie? Na moje nic się nie zmieniło.

Trochę się obawiam Twojej metody, Nordstjerna. U mnie pewnie wyszłoby ze 3 razy więcej niż wskazuje kalkulator. Koty nie są wychodzące, Sanjiro głównie śpi i od czasu do czasu kotłuje się z młodym, więc gdzie to spali? W sumie nie wiem, ile byłoby dla kotów dość, mogę sprawdzić (ten eksperyment na pewno się kotom spodoba...).
 
 
dagnes 
Administrator


Barfuje od: 2008
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 13 Wrz 2011
Posty: 4805
Wysłany: 2011-10-05, 11:06   

Mari napisał/a:
Ja się jeszcze nad jednym zastanawiam. Jeżeli te koty są bardzo aktywne, to może potrzebują większej porcji mięsa na kilogram ciała? Np. 30 gramów.

Ależ oczywiście! Zawsze to powtarzałam i nadal podtrzymuję, że dokładna ilość pożywienia dla każdego kota jest sprawą indywidualną, zależną od wielu czynników, a te 25g na 1kg wagi dorosłego kota jest wielkością jedynie orientacyjną, dla osób, które nie miałyby bez niej żadnego punktu odniesienia.

Nordstjerna napisał/a:
A ja w ogóle nie ograniczam i nie ograniczałam.
Nigdy i żadnemu kotu.
A już w żadnym wypadku głodomorom!
Koty jakoś nie tyją, a wręcz przeciwnie, niektóre wręcz są za chude. Uważam (na podstawie obserwacji własnego stada na przestrzeni 17 lat), że ograniczanie jedzenia ma skutek dokładnie przeciwny do zamierzonego.

Całkowicie się z Tobą zgadzam Nordstjerno, jeśli mówimy o zdrowych kotach. Pisałam na początku mojego poprzedniego postu, że nie należy mylić zdrowego apetytu głodnego kota z przejadaniem się o podłożu chorobowym.
Ja także nigdy żadnemu z moich kotów nie ograniczałam jedzenia, ponieważ wiem, że zdrowy kot sam sobie reguluje zjadane ilości i jeśli raz zje za dużo, to potem zje mniej i na odwrót. Tyle, że żaden z moich kotów, i podejrzewam że również twoich, skoro nie tyją, nie chorował na leptynooporność, lub jeśli u któregoś miała ona miejsce to prawdopodobnie była na tyle mało zaawansowana, że szybko na prawidłowym żywieniu została naturalnie wyleczona.

Nordstjerna napisał/a:
Koty po przejściach, które przychodziły do naszego domu z obsesją jedzenia, po kilku tygodniach (góra miesiącach) wyrównywały się i przestawały najadać się na zapas.

Koty bezdomne, niedożywione i wygłodniałe, które rzucają się na jedzenie w obawie, że go zabraknie, nie są chore na leptynooporność, gdyż stan niedożywienia jest jej przeciwieństwem. Te koty mają całkowicie zdrowy apetyt i starają się nadrobić niedobory najszybciej jak się da. Gdy już ich organizmy wrócą do normy, także apetyt im się normuje, bo od tego momentu muszą już jeść tylko na bieżące potrzeby.

To, o czym ja pisałam oraz moje zalecenia dotyczące wydzielania porcji dotyczą wyłącznie kotów chorych na zaburzenia apetytu spowodowane leptynoopornością.

Takie koty miałam możliwość widzieć osobiście i wiem, że na pewno nie panują nad swoim apetytem. Objadają się do nieprzytomności, potem leżą nie mogąc się ruszać, a gdy tylko znów potrafią wstać to czołgają się do miski i jedzą dalej. Często wymiotują z przejedzenia, a następnie zjadają to co zwróciły i jedzą dalej. Widziałam koty, które bez ograniczania jedzenia tyły tak bardzo i tak szybko, że nie mogły normalnie chodzić, nie mogły dbać o higienę i pod ogonem robiła im się jedna wielka rana. Niestety, ale takim chorym kotom trzeba wydzielać i trzeba ograniczać, jeśli chcemy aby żyły i aby ich organizm zaczął wracać do równowagi.
_________________
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
 
 
koniczynka 
Ekspert


Barfuje od: 3 lata
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 18 razy
Dołączyła: 15 Wrz 2011
Posty: 887
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2011-10-05, 12:15   

dagnes napisał/a:
Koty bezdomne, niedożywione i wygłodniałe, które rzucają się na jedzenie w obawie, że go zabraknie, nie są chore na leptynooporność, gdyż stan niedożywienia jest jej przeciwieństwem. Te koty mają całkowicie zdrowy apetyt i starają się nadrobić niedobory najszybciej jak się da. Gdy już ich organizmy wrócą do normy, także apetyt im się normuje, bo od tego momentu muszą już jeść tylko na bierzące potrzeby.


Właśnie mój Lucyfer jest takim przypadkiem, jednak u niego się z czasem to nie zmieniło mimo iż jedzenie dostaje regularnie.

Nie potrafi odejść od miski nawet jeśli mu się już cofa z przejedzenia i było tak od razu jak tylko do nas trafił.

Na początku myślałam, że jak nadrobi straty (miał prawie 2kg niedowagi) to się wszystko uspokoi, jednak tak się nie stało. Jak był mały nie chcieliśmy mu dozować jedzenia, jednak jak się szybko okazało jadł aż do momentu gdy nie zobaczył dna miski. Dochodziło do sytuacji, w których tak się najadał, że aż wymiotował.

Nawet jak już bardzo nie mógł odchodził od miski na chwilę, ale ciągle na nią nerwowo spoglądał, aż w końcu nie wytrzymywał i zaczynał się koło niej kręcić, zakopywać aż w końcu się łamał i dopychał wszystko na siłę do końca.

Teraz ma ponad 2 lata i gdybym mu pozwoliła robił by identycznie to samo.

Jak je to jest spięty tak jakby mu ktoś zaraz miał odebrać jedzenie, chociaż nigdy mu nikt z nas nic nie zabierał, nikt mu nie przeszkadza, a miski stoją w ustronnym miejscu.

Z tego względu, że taki jest a ja nie mogę pozwolić mu na napychanie się do nieprzytomności muszę karmić Lucyfera kilka razy dziennie. I on nie robi tego z głodu, on po prostu na wszelki wypadek zjada tyle ile może w siebie wcisnąć, mimo iż posiłki są regularne, w miarę możliwości o podobnych porach.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne