BARFny Świat Strona GłównaBARFny Świat Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Kontakt  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Żywienie małych dzieci
Autor Wiadomość
Dieselka 


Barfuje od: maj 2011
Udział BARFa: 90-100%
Wiek: 34
Dołączyła: 29 Gru 2012
Posty: 1350
Skąd: prawie Wrocław
Wysłany: 2015-12-02, 22:43   

ja sobie siedze teraz w UK i spotkałąm się z koleżanką która ma 10miesięcznego malucha.
Kurde, co to dziecko je to ja bym do paszczy nie wzięła. Jaskrawo-kolorowe chrupki. Jedzenie z tubki produkcji Haintz i to w child center rozdają jako polecane. Wszystko kolorowe, z koncentratu i zakonserwowane tak, że wybuch atomowy przetrwa
Kiepsko wróżę naszemu gatunkowi
_________________
Paulinka i Dieselek
 
 
Dragana 


Barfuje od: 08.2015
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 14 Lip 2015
Posty: 555
Wysłany: 2015-12-02, 23:12   

Znajomi moich rodziców dorobili się dwójki potomstwa. Co ciekawe, młodemu nie pozwalali jeść żadnych słodyczy przez pierwsze lata życia. Teraz dzieciak ma chyba sześć lat i pochłania niesamowite ilości wszelkiego rodzaju cukierków, czekoladek, chrupek. Podobno powoli robi się grubszy niż wyższy.
Nie rozumiem tylko, po co było to zabranianie słodkiego, jak teraz już może się tym napychać. W dodatku chyba nadrabia to, czego mu wcześniej zabraniali. Naprawdę nie rozumiem.
 
 
Silvena 
Ekspert


Barfuje od: 28.04.2013
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 7 razy
Dołączyła: 18 Kwi 2013
Posty: 1216
Skąd: UK
Wysłany: 2015-12-02, 23:19   

Zakazany owoc smakuje najlepiej ;-)

Ja czytałam, ze mleko matki wyłącznie do 6go miesiąca, dopiero potem mozna wprowadzać pojedynczo produkty. Ponoć wcześniej układ pokarmowy jest jeszcze słabo rozwinięty i mogą pojawić sie alergie.
Ponoć niektóre dzieci myślą, ze sa gotowe, a wcale nie sa i pózniej wychodzą skutki. Ze niby jest jakiś taki chwilowy okres, ze to juz, ale to ponoć dalej za wcześnie. Nie wiem na ile to "udowodnione naukowo", bo to było na jakiejsc grupie "attatchment parenting", o ile dobrze pamietam, z fb.
 
 
 
Dragana 


Barfuje od: 08.2015
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 14 Lip 2015
Posty: 555
Wysłany: 2015-12-02, 23:24   

Ja nie mówię, żeby paromiesięcznemu dziecku czekoladki dawać :mrgreen: Chodziło mi o to, że jak przedtem zakazywali małemu jeść cokolwiek słodkiego "bo przytyje", "bo się nauczy jeść słodkie", tak teraz go po prostu tuczą. Nie było mowy o jakiejś alergii czy względach zdrowotnych. Inne stałe pokarmy jadł normalnie. Dodam, że jego młodsza siostra nie ma takich obostrzeń i zaczęła jeść słodycze znacznie wcześniej.
Nie znam się. Po prostu takie dziwaczne mi się to wydaje, że czterolatek batonika nie może, bo będzie gruby, a pięciolatek może się napychać czekoladą i jest ok.
 
 
gpolomska 
Admin techniczny

Barfuje od: gpolomska
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 07 Sty 2013
Posty: 1692
Skąd: Mysłowice
Wysłany: 2015-12-03, 09:49   

Silvena napisał/a:
Ja czytałam, ze mleko matki wyłącznie do 6go miesiąca, dopiero potem mozna wprowadzać pojedynczo produkty. Ponoć wcześniej układ pokarmowy jest jeszcze słabo rozwinięty i mogą pojawić sie alergie.

Takie są zalecenia WHO (tego samego, które ogłaszało ryzyko pandemii świńskiej grypy i konieczność szczepień). 5-6 miesiąc to wg wielu opracowań tzw. okienko immunologiczne i niektórzy właśnie dlatego sugerują wprowadzanie, żeby nie uczulało później.

Z moich doświadczeń i obserwacji widzę, że mój mąż był 100% mm i wszystko jadł bardzo wcześnie - zero alergii, mój brat podobnie i też brak alergii, a ja to samo i alergie mam (na zboża wszelkie - od razu katar, ziemniaki, orzechy poza kokosem i brazylijskimi) - tylko pytanie, czy takie alergie to problem, czy jednak błogosławieństwo, bo organizm sam mi mówi, żeby nie jeść czegoś, co nie służy jelitom. No i moje stawy źle znoszą nabiał - odkąd nie tykam niczego z mleka, to wszystko przeszło - zero rwania na zmiany pogody itd. Czyli dieta paleo jest dla mnie wprost stworzona (zresztą prawie paleo stosowałam kilkanaście lat - gdzieś od 18 roku życia aż do ciąży - prawie, bo trochę nabiału jadłam w postaci łyżki twarogu do śniadania i czasami jogurtu). Mała oprócz tego, że ma skazę białkową i typową skórę z AZS, to nie może grejfruta (sprawdzone poprzez mleko) jak moja babcia, ale i to wpasowuje się w ideę paleo jeśli zerkniemy na podstawy pt. jak nasi przodkowie (bo przecież oni nie dostawali dostawy cytrusów z drugiego końca świata). Tutaj podobają mi się założenia kuchni makrobiotycznej - wszystko, co rośnie nie dalej niż 200-300km od domu, co jest logiczne w sumie, bo przecież nasi przodkowie nie podróżowali swobodnie jak my, a my tak przemieszczamy się od stosunkowo niedawna.


Mała na razie nie tyle je co kosztuje - bo wczorajsza ryba to tak pół ziarnka grochu, a gruszka i jabłko razem to drugie pół albo mniej. W stosunku do wypijania tak z litra mleka dziennie (z tego, co czytałam, to dzieci piją przeciętnie 600-1400ml, a ona jest spora i szybko rośnie, więc przypuszczam, że pije przynajmniej tyle ile średnia wskazuje) to ilość znikoma (jak ktoś daje suplementy to chyba więcej obcego czegoś dostaje się do organizmu niż tak).


Tak na marginesie - czytałam o paleo dla niemowląt i tam pisano, że nie podawanie zbóż to coś złego, bo dziecko nie trawi skrobi, bo nie ma odpowiednich enzymów (w takim razie nie powinno się też podawać warzyw skrobiowych i bananów, jeśli się chce być konsekwentnym) - zaczęłam drążyć wątek, bo przecież jak nie trawi, to jakim cudem dzieciom to nie przechodzi w niezmienionej formie przez jelita jak kotom trawa no i okazało się, że w mleku matki są wszystkie potrzebne enzymy, a do niektórych mm dodawane są też niektóre enzymy, czyli wprowadzanie nowych pokarmów pod osłoną mleka matki to najlepsza rzecz pod słońcem :-) pewnie jeszcze długo będzie kosztować zanim zacznie naprawdę jeść... sama zdecyduje kiedy :-) oczywiście zbóż nie dostanie, bo nie są jej do niczego potrzebne, a mity o bogactwie witamin... tia, szczególnie po długiej obróbce cieplnej jest ich "mnóstwo", a jak do tego dochodzą fityniany...

Na razie moje doświadczenia w ciąży i przy karmieniu są takie, że im więcej słucham intuicji (mojej i dziecka) a mniej czytam, tym lepiej wszystko działa - im dokładniej wsłuchuję się w organizm tym lepiej na tym wychodzę; ponoć matka natura zaszyła nam w genach całą wiedzę na temat urodzenia i wychowania dzieci i tylko nie umiemy tego czytać zaślepieni badaniami, teoriami itp. W sumie nic dziwnego, bo naukowcy to ludzie bazujący na OBECNYM stanie wiedzy i ich teorie (niby potwierdzone doświadczalnie, ale eksperymenty też bywają felerne) lubią się dezaktualizować i okazywać totalnie błędne (kiedyś np. uważano prędkość dźwięku za największą na Ziemi), a natura się nie myli (nawet jeśli, to na krótko, bo inaczej gatunek wymiera).

Poza tym dzieci rozwijają się identycznie tylko pierwsze kilka tygodni ciąży a później różnice są coraz większe - trudno więc, żeby nagle po porodzie znowu się zrównały i kilka miesięcy znowu były identycznie rozwinięte - samo to, że mała urodziła się dokładnie po 280 dniach w oznaczonym terminie, a ja np. w 34 tygodniu, inne dzieci np. w 37 a inne w 42 - ma spore znaczenie, bo niby u każdego z tych dzieci jest 6 miesiąc życia a licząc od zapłodnienia czas życia organizmu jest zupełnie inny.
 
 
dagnes 
Administrator


Barfuje od: 2008
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 13 Wrz 2011
Posty: 4803
Wysłany: 2015-12-03, 12:31   

gpolomska, to super, że twoja córcia tak dobrze się rozwija! Gratuluję :kwiatek: .
Jednak moim zdaniem powinnaś bardzo ostrożnie podejść do wprowadzania pokarmów typowo białkowych, jak mięso i nie zrobić tego zbyt wcześnie. Możliwe, że dziecko wie instynktownie, kiedy jelita zaczynają być gotowe (uszczelniają się) i wszystko jest w porządku, ale możliwe też, że wolałaby zacząć od samych węglowodanów pod "osłoną" mleka matki. Ja bym raczej na początek dawała jej do pociamkania coś cukrowego, a obce białka wprowadzała później, gdy przewód pokarmowy przyzwyczai się troszkę do jakiegokolwiek pokarmu poza mlekiem. Szkoda by było, gdyby przez odrobinę zbyt wczesne wprowadzenie mięsa (czasem to może być kwestia nawet tylko kilku - kilkunastu dni w jedną lub drugą stronę) dziecko dostało uczulenia i później nie mogło jeść jakichś wartościowych rodzajów mięsa.

gpolomska napisał/a:
dziecko nie trawi skrobi, bo nie ma odpowiednich enzymów (w takim razie nie powinno się też podawać warzyw skrobiowych i bananów

Akurat banany należą do tej grupy tylko połowicznie. Znaczy tylko wtedy, gdy nie są całkowicie dojrzałe. Pod wpływem procesu dojrzewania skrobia w bananach rozkłada się do glukozy i w momencie, gdy skórka brązowieje, skrobia z banana znika. Zresztą nie tylko dzieci nie powinny zjadać bananów, dopóki na skórce nie pojawią się przynajmniej brązowe "piegi" - dorosłym także szkodzi surowa skrobia zawarta w niedojrzałych bananach, bo surowej nikt z nas nie trawi (dopiero po ugotowaniu). Najlepszy banan, to banan z całą brązową skórką - zawiera wtedy wyłącznie glukozę, sacharozę i fruktozę (z węglowodanów oczywiście, bo oprócz tego ma i inne skladniki ;-) ).
_________________
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
 
 
gpolomska 
Admin techniczny

Barfuje od: gpolomska
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 07 Sty 2013
Posty: 1692
Skąd: Mysłowice
Wysłany: 2015-12-03, 20:24   

Dzięki, dagnes. Ona sobie kosztuje też jabłko, gruszkę, banana, winogrona... co akurat mamuśka je, to mała też chce choć polizać; teraz już zasysa sok i dziąsłami skrobie :-) marchew i inne warzywka też kosztuje (owoce jej lepiej podchodzą - pewnie dlatego, że bardzo słodkie). Mięso tylko dostała po górze polizać i to tylko indyk, jagnięcina i królik - euforii nie było, szczególnie przy piersi z indyka, bo udko już ciekawsze; nie zje mięsa teraz, bo nie jest w stanie, a ja jej nie będę papek robić. Jak będzie gotowa, to sobie sama poradzi z urwaniem mięsa (moja mama do dzisiaj nie wie jak to możliwe, że mając kilka miesięcy i ani jednego zęba porwałam tacie kanapkę z kiełbasą, zjadłam i jeszcze nic mi nie było). Mała jak widzi owoce, to dostaje małpiego rozumu :D resztę dzisiaj olewała - także chyba uznała, że na razie nie czas.

Ona nigdy nie używała smoczków ani butli, więc gryzaki jej też nie pasują, bo nie jest przyzwyczajona do syntetyków. Za to gryzienie piersi jak pije mleko to jej pasuje (mi za to znacznie mniej) - dlatego daję jej poskrobać po jabłku jak mnie próbuje gryźć, bo to jej się podoba a mnie nie boli :-)

Dziewczę ma już 7,2kg i 69cm wzrostu (zaczynała z 3,5kg i 54cm) - cały czas karmiona naturalnie (a ma taki ciąg, że karmienie trwa 10-15 minut i tak z 6-8 razy na dobę) - lekarka była zaskoczona, że tak przybiera i pytała, co jem... jak się dowiedziała to miałam wrażenie, iż żałuje, że zapytała :twisted:
 
 
doradora 

Barfuje od: 09.2014
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 09 Cze 2014
Posty: 1593
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2015-12-04, 08:31   

gpolomska, a co Ty jesz?
 
 
olivkah 

Dołączyła: 05 Mar 2014
Posty: 179
Wysłany: 2015-12-04, 11:51   

dagnes napisał/a:

Zresztą nie tylko dzieci nie powinny zjadać bananów, dopóki na skórce nie pojawią się przynajmniej brązowe "piegi" - dorosłym także szkodzi surowa skrobia zawarta w niedojrzałych bananach, bo surowej nikt z nas nie trawi (dopiero po ugotowaniu). Najlepszy banan, to banan z całą brązową skórką - zawiera wtedy wyłącznie glukozę, sacharozę i fruktozę (z węglowodanów oczywiście, bo oprócz tego ma i inne skladniki ;-) ).


Jak to, przecież ta cała skrobia oporna, o której teraz tak się rozpisują, ma działać na nas korzystnie właśnie dlatego, że jej nie trawimy - ale trawią ją te dobre mikroorganizmy, działa jako prebiotyk.
 
 
gpolomska 
Admin techniczny

Barfuje od: gpolomska
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 07 Sty 2013
Posty: 1692
Skąd: Mysłowice
Wysłany: 2015-12-04, 13:41   

doradora napisał/a:
gpolomska, a co Ty jesz?

Mięso ssaków i ptaków w tym dziczyzna(poza wołowiną, bo mała źle reaguje i kurczakami, które mi śmierdzą), ryby, warzywa i owoce (poza cytrusami), czasami odrobina orzechów.
 
 
dagnes 
Administrator


Barfuje od: 2008
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 13 Wrz 2011
Posty: 4803
Wysłany: 2015-12-06, 12:52   

gpolomska napisał/a:
lekarka była zaskoczona, że tak przybiera i pytała, co jem... jak się dowiedziała to miałam wrażenie, iż żałuje, że zapytała

Bo większość lekarzy chyba nawet nie chce wiedzieć, że "oficjalna linia dietetyczna" nakazująca im zalecać, jako lekarstwo i profilaktykę wszystkich chorób świata, dietę beztłuszczową opartą wyłącznie na zbożach, może być błędna. Oni też są zwykłymi pracownikami, wykonującymi swój zawód po to tylko, by zarobić na życie, a najprostszą metodą by przy tym wszystkim "mieć spokój" (także sumienia :roll: ) jest postępowanie zgodnie z procedurami, wypisywanie recept i wiara w publikacje koncerów farmaceutycznych, a nie "szukanie guza" i jakieś samodzielne dociekania.

olivkah napisał/a:
przecież ta cała skrobia oporna, o której teraz tak się rozpisują, ma działać na nas korzystnie właśnie dlatego, że jej nie trawimy - ale trawią ją te dobre mikroorganizmy, działa jako prebiotyk.

No to ktoś próbuje nam wmówić, że jesteśmy przeżuwaczami :roll: (nie wiedząc przy tym nawet tego, że krowa, jak dostanie w karmie za dużo skrobii, to ciężko choruje, a nawet umiera). Zwierzęta z takim układem pokarmowym jak ludzki muszą jeść tak, by odżywiać siebie samych, a nie mikroby. My nie czerpiemy wartości odżywczych z produkowanych przez mikroby substancji, ani nie żywimy się organizmami tych mikrobów tak, jak trawożercy. Te mikroby oczywiście mają mieszkać sobie w naszym jelicie grubym i dbać m.in. o to, by nie rozmnożyły się tam bakterie patologiczne, ale ich nadmierny rozrost także jest chorobą (a najłatwiej je nadmiernie rozmnożyć dając im za dużo jedzenia). O ile dostaliśmy od matki w chwili narodzin odpowiednie bakterie probiotyczne i nie zabiliśmy ich później tonami antybiotyków, to do ich prawidłowego funkcjonowania całkowicie wystarcza normalna dieta mięsno-roślinna bez zjadania dodatkowych, ponadmiarowych porcji błonnika i surowej skrobii.
Jeśli tak słuchać bezkrytycznie zaleceń o konieczności odżywiania bakterii surową skrobią, to najlepszym sposobem jest codzienne schrupanie paru surowych ziemniaków. Życzę powodzenia ;-) . Zwłaszcza twórcom tych "teorii".
_________________
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
 
 
olivkah 

Dołączyła: 05 Mar 2014
Posty: 179
Wysłany: 2015-12-06, 15:53   

Oczywiście nikt nie twierdzi, że jesteśmy przeżuwaczami, chodzi podkarmienie korzystnych bakterii kosztem niekorzystnych (bo jakieś zawsze są). I owszem, niektórzy meldują, że jedzą surowe ziemniaki. To się nazywa "resistant starch" po angielsku, gdyby ktoś chciał szukać informacji w necie.
 
 
dagnes 
Administrator


Barfuje od: 2008
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 13 Wrz 2011
Posty: 4803
Wysłany: 2015-12-06, 16:54   

Tylko, że ta oporna skrobia nie wie, które bakterie ma odżywiać :roll: . Jak masz w jelicie bakterie chorobotwórcze, to one też nie pogardzą taką przekąską :mrgreen: . Poza tym, jak już tak chcemy te bakterie mocno odżywiać i dbać by się solidnie rozmnażały, to musimy też mieć na uwadze fakt, że produktem metabolizmu tej skrobii są krótkołańcuchowe nasycone kwasy tłuszczowe - te niezdrowe :twisted: , których spożywanie jest zakazane :confused: . A dużą część tych kwasów jesteśmy w stanie wchłonąć. Ciekawe jak radzi sobie z tą sprzecznością teoria dbania o bakterie jelitowe surowymi ziemniakami...? ;-)

A bardziej serio, to jedzenie surowej skrobii na pewno nie jest panaceum na posiadanie zdrowych jelit, wręcz przeciwnie. Jasne, że nie chodzi tu o konieczność wyeliminowania najmniejszych jej ilości z jedzenia, bo to absurd i wiadomo, że ona zawsze znajdowała się i znajduje w naturalnych pokarmach, a truciznę czyni dawka. Zjedzenie surowej marchewki nie zaszkodzi zdrowemu człowiekowi i nie jest niczym złym ani dziwnym i prawidłowa flora bakteryjna tylko na niej skorzysta. Ale już celowe jedzenie nadmiaru surowej skrobii po to tylko żeby "odżywić" florę jelitową jest nie tylko bez sensu ale i szkodliwe. Powoduje przyspieszenie pasażu jelitowego (co wbrew propagandzie nie jest właściwe, bo substancje odżywcze nie mają czasu i możliwości by się wchłonąć), aż do biegunki włącznie (i stanu zapalnego z gorączką), nadmierną produkcję gazów, wzdęcia, patologiczny rozrost flory bakteryjnej (więcej nie zawsze znaczy lepiej) i uszkodzenia nabłonka jelitowego.

Pozostając w temacie żywienia małych dzieci - eksperymenty polegające na radosnym odżywianiu ich flory bakteryjnej surową skrobią mogą skończyć się bardzo szybko i bardzo źle. Ze śmiercią dziecka włącznie.
_________________
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
 
 
Lena06 


Barfuje od: 28.07.2014
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 9 razy
Dołączyła: 21 Lip 2014
Posty: 1292
Wysłany: 2015-12-06, 16:57   

Moja mama je praktycznie codziennie surowego ziemniaka, przy obieraniu.
Nigdy nie odczuła żadnych dolegliwości z tym związanych, albo po prostu ich nie zauważa...

Edit. O, właśnie doczytałam Twój post Dagnes z przed chwili. Wygląda na to, że jednak ma pewne dolegliwości, bo wciąż zmaga się ze wzdęciami i gazami (ale nigdy nie łączyła ich z ziemniakiem)...
 
 
dagnes 
Administrator


Barfuje od: 2008
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 13 Wrz 2011
Posty: 4803
Wysłany: 2015-12-06, 17:06   

No widzisz, wielu ludzi uważa swoje dolegliwości za normalne, bo wszyscy wokół też jakieś mają, a poza tym człowiek się przecież starzeje więc gorsze samopoczucie to często po prostu "starość" :twisted: .
Też kiedyś uważałam, że nic mi nie dolega dopóki nie zaczęłam zdrowieć 8-) .
_________________
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne