BARFny Świat Strona GłównaBARFny Świat Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Kontakt  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Popierdółki o wszystkim i o niczym
Autor Wiadomość
Chasing The Sun 

Barfuje od: IV.2015
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 19 Mar 2018
Posty: 111
Skąd: Rainbow
Wysłany: 2018-09-28, 21:26   Krwiodawstwo

Chciałabym zacząć oddawać krew, stąd moje pytania do barfujących krwiodawców ;-) Jak często oddajecie krew? Jak się czujecie zaraz po jej oddaniu jak również czy fakt oddawania wpłynął w jakiś szczególny sposób na Wasze samopoczucie? Chciałabym prosić także o opinie inne osoby, np. te które świadomie nie oddają krwi gdyż np. mają przekonanie o szkodliwości tego procederu dla organizmu dawcy.
_________________
Słońce jest okiem Boga - Maanam
 
 
Komanka 


Barfuje od: 03.11.2012
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 03 Sie 2012
Posty: 654
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-09-28, 21:59   

Chasing The Sun,
oddaję krew od 18 lat, nie tylko krew pełną, ale także płytki krwi. Czasem jestem w krwiodawstwie regularnie kilka razy w roku, a czasem z dłuższymi przerwami z różnych względów (niektóre sytuacje zdrowotne i życiowe dyskwalifikują na jakiś czas).
Wbrew powszechnym mitom oddawanie krwi nie uzależnia, nie zmusza do kolejnej donacji i nie powoduje nadciśnienia (chciałabym :-P , jestem niskociśnieniowiec).
Po oddaniu czuję się dobrze, tego dnia nie forsuję się fizycznie, nieco więcej się nawadniam i tyle. No i nieodmiennie odczuwam satysfakcję, że mogę pomóc. :-D

Poboczna korzyść to regularna wiedza o stanie zdrowia - przed oddaniem krwi robiona jest morfologia, a po oddaniu dodatkowe badania.

Przed pierwszą wizytą warto zajrzeć na stronę centrum krwiodawstwa, aby wiedzieć, jak się przygotować i czy w danej chwili jest się potencjalnie zdolnym do donacji.

Szczerze polecam, to fajny sposób na danie czegoś od siebie innym :kwiatek:
 
 
Chasing The Sun 

Barfuje od: IV.2015
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 19 Mar 2018
Posty: 111
Skąd: Rainbow
Wysłany: 2018-09-28, 22:06   

Komanka,
Dzięki :kwiatek: Czy monitorujesz poziom żelaza? Czy przed badaniem badają poziom cukru? Czy osoby z lekką nadwagą też oddają? :-)
_________________
Słońce jest okiem Boga - Maanam
 
 
Komanka 


Barfuje od: 03.11.2012
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 03 Sie 2012
Posty: 654
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-09-28, 22:27   

Gospodarkę żelazową w organizmie najlepiej badać, jeśli jest potrzeba, poprzez: morfologia+żelazo+ferrytyna.

Poziom samego żelaza we krwi odzwierciedla sytuację bieżącą, to wynik zmienny w krótkim okresie czasu (nawet w ciągu dnia), a ferrytyna to białko pełniące rolę magazynu żelaza w organizmie i czasem lepiej pokazuje, co się dzieje.
Raz na jakiś czas robię badanie ferrytyny. Parę lat temu miałam anemię z niedoboru żelaza z powodów błędów żywieniowych, ferrytyna była bardzo niska i od tamtej pory na wszelki wypadek co jakiś czas kontroluję ferrytynę.

Cukru przed donacją się nie bada, bo nie oddaje się krwi na czczo, ale po śniadaniu.

Nadwaga nie jest przeciwwskazaniem.
Przeciwskazaniem są kwestie zdrowotne i inne, z których się dawca "spowiada" wypełniając przed donacją szczegółowy kwestionariusz.
 
 
Chasing The Sun 

Barfuje od: IV.2015
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 19 Mar 2018
Posty: 111
Skąd: Rainbow
Wysłany: 2018-09-28, 22:38   

Dziękuję Komanko :kwiatek:
Zapoznałam się z kwestionariuszem, spełniam wszelkie wymogi. Tylko jakiś czas temu wyszedł mi wyższy cukier, brałam lek, który mógł go podnosić, ale nie jestem pewna czy to tylko jego wina. Lek odstawiłam, musiałabym chyba zbadać przed oddaniem nie tylko żelazo, ale i cukier aby mieć pewność, że cukrzycy komuś nie podam. Bardzo dziękuję za odpowiedzi na moje "nieszablonowe" pytania ;-)
_________________
Słońce jest okiem Boga - Maanam
 
 
doradora 

Barfuje od: 09.2014
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 4 razy
Dołączyła: 09 Cze 2014
Posty: 1584
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2018-10-01, 07:34   

Chasing The Sun, prędzej przeciwwskazaniem jest za niska waga niż za wysoka :)
odnośnie cukru we krwi, to nie przekażesz komuś cukrzycy, bo nie jest przecież zakaźna
 
 
Chasing The Sun 

Barfuje od: IV.2015
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 19 Mar 2018
Posty: 111
Skąd: Rainbow
Wysłany: 2018-10-11, 22:42   

Zakładam, że większość z nas posiada kota lub psa, których większość ludzi kojarzy z ciepłą kuleczką, miłym urozmaiceniem czasu, w najlepszym przypadku z przyjacielem, któremu nie trzeba tłumaczyć, który po prostu przy nas jest. To że to bardzo uproszczony obraz, tego Wam nie muszę tłumaczyć, wystarczy zajrzeć do wątków związanych ze zdrowiem naszym podopiecznych i problemami behawioralnymi. Członkowie tego forum to osoby wysoce oddane opiece nad czworonożnymi przyjaciółmi, bardzo je kochające, zdolne zrobić wiele dlatego aby zwierzę miało najlepsze możliwe warunki. Z lektury niektórych postów wyłania się obraz sielanki życia człowieka i zwierzęcia. W najgorszym przypadku zaczyna się od tego, że człowiek przygarnia skrzywdzone zwierzę, ratuje, opiekuje się, leczy (wielki szacunek do osób sprawujących wieloletnią opiekę nad ciężko chorymi zwierzętami) a na końcu przeprowadza je za Tęczowy Most. Żeby było jasne celowo uprościłam, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego że za każdym zwierzaczkiem z tego forum stoi człowiek, który podejmuje wiele trudnych wyborów, ze wszystkimi wątpliwościami, niepokojami, strachem, czasem przemęczeniem, smutkiem i rozpaczą. Tym razem chciałam o tym napisać.

Chciałam Was zapytać o to jak sobie psychicznie radzicie z opieką nad zwierzakiem. Czy boicie się, płaczecie? Jak znosicie wizyty lekarskie i oczekiwanie na wyniki? Jak przeżywacie zabiegi? Możecie o tym napisać? Czy macie wątpliwości związane z barfem? Pytam o to, gdyż jestem właśnie po takiej nerwowej tygodniówce, gdzie najpierw zaczęło się od problematycznego badania (kot schował się w torbie iniekcyjnej i podczas próby uwalniania dotkliwie się skaleczył), które emocjonalnie mnie bardzo dużo kosztowało, a potem kilka dni czekania za wynikami i kolejne za opinią weterynarza. Dla mnie to tydzień wyrwany z życiorysu, budzę się z bólem brzucha, nie mogę się na niczym skupić, jestem drażliwa, nie mogę spać. Umieram z nerwów. Ponieważ czuje się odpowiedzialna nie tylko za zwierzę, ale też PRZED NIM SAMYM. Muszę przyznać, że z każdymi badaniami pojawiają się wątpliwości dotyczące barfa. Po kilku aferach związanych z suplementami (np. drożdże, oleje) czasem boje się, że przyjdzie taki dzień, że ktoś powie mi, że zaszkodziłam, że się pomyliłam i że eksperymentowałam na czyimś życiu. Wiem, że powinniśmy monitorować stan zdrowia regularnie gdyż sami dobieramy składniki, wartości odżywcze i minerały, ale każdorazowa kontrola jest dla mnie ogromnym obciążeniem psychicznym. Staram się to robić jak najskrupulatniej, jak najlepiej, ale mimo to strach jest. Tak, mimo, że barfujemy dobre 3 lata, to wciąż się denerwuję sypiąc suple do miseczki i nieraz podczas robienia mieszanki cofam się do kompa aby sprawdzić czy się nie pomyliłam. Czy tylko ja to tak przeżywam? Czy patrząc w oczy swoim pupilom widzicie kompletne zaufanie, oddanie i wiarę w dobre intencje? Czy czujecie ciężar odpowiedzialności przed nim?
_________________
Słońce jest okiem Boga - Maanam
 
 
Meri 

Barfuje od: 12.08.2012
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 07 Lip 2012
Posty: 861
Skąd: Nowy Targ
Wysłany: 2018-10-12, 11:19   

Karmię BARF'em od 6 lat, nie mam żadnych wątpliwości, od dawna jestem pewna, że to co robię ma sens i się sprawdza. Głównie dlatego, że mój kot, który ciągle chorował w tym momencie z roku na rok ma tylko lepsze wyniki, znacznie rzadziej zdarzają mu się historie z wymiotami, biegunkami czy jakimś wycofaniem związanym z PNN. Echo serca wychodzi genialnie, do tego stopnia, że jeden z lepszych kardiologów twierdzi, że mam po prostu szczęście :roll: Kot ma PNN, HCM, do niedawna nawet ataki padaczki, miał też chore dziąsła. Teraz jest spokój i wszystko niemal idealnie, nie przesadzam ani trochę!

Drugi kot jest jeszcze młody, ale futra to mu mogą pozazdrościć wszyscy właściciele kotów tejże rasy :mrgreen: Do tego jest bardzo dobrze zbudowany i sędziowie na wystawach dawaliby mu więcej miesięcy niż ma.

Zawsze się stresuję, był moment kiedy prawie straciłam mojego Haru przez to, że płuca zostały zalane (prawdopodobnie od serca). Ale nigdy nie pomyślałam, że tutaj mógł jakkolwiek zawinąć BARF. Dobre wsparcie, które potrafi zrozumieć często się przydaje w takich sytuacjach.
_________________
 
 
 
scarletmara 


Barfuje od: 01.11.2012
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 7 razy
Dołączyła: 06 Lis 2012
Posty: 1319
Skąd: LUBLIN
Wysłany: 2018-10-12, 11:24   

Chasing The Sun Jasne, te wszystkie uczucia i emocje, które opisujesz towarzyszą mi również. Ale ja sobie powtarzam kilka fundamentalnych rzeczy raz po raz żeby mnie tego typu emocje nie zjadały.

1. Tym, że się będę zamartwiać i poddawać stresowi i skrajnym emocjom niczego nie osiągnę - spokój jest zawsze lepszym doradcą, więc staram się panowac nad emocjami i nie wyobrażać sobie "na zapas" wszystkich możliwych czarnych scenariuszy ect. Poza tym mój spokój jest potrzebny moim zwierzętom. Jak one widzą, ze ja sie denerwuję przed wizyta u weta to one też się bardziej denerwują bo czują, ze coś jest nie tak. Muszę byc spokojna żeby one były spokojne. To najlepiej widać na spacerach a nimi. Na początku jak tylko dojrzałam jakiegoś psa na horyzoncie to się spinałam i denerwowałam od razu, one to widziały i też się stresowały i z tego stresu je paralizowało i nie wiedziały co robić. Ale bardzo szybko na szczęście ten odruch "paniki" opanowałam i teraz jak widzimy psa w oddali to nie panikuję ja, więc nie panikują tez koty. Zawsze jak dojrzą psiaka to po chwili jest kontrolny luk na mnie, co ja na to i jak widzą spokój to nie wpadają w panikę i są dzieki temu w stanie same ocenić jak sie w tej sytuacji zachować.

2. Może nie wiem wszystkiego o BARFie, może nikt nie wie, może nie wszystko robię dobrze i tak jak należy ale jesli alternatywą ma być karma komercyjna to jaki mam wybór? karmić dlaej BARFEM, dokształcać sie w tym zakresie i obserwować stan zdrowia zwierzaków. Tyle mogę.

3. Nikt nie jest nieomylny niestety a wiedza w zakresie i żywienia i leczenia zarówno zwierząt jak i ludzi wciąz jest neipełna i niejednoznaczna. Jedni mówią tak, inni, że zupełnie na odwrót a człowiek musi sam podjąć decyzję w co uwierzyć, bo mimo wszystkich badań świata to wciąż dla mnie jest bardziej kwestia wiary niż wiedzy. Bo to nie ja własnoręcznie te wszytskie badania przeprowadzałam, nawet mnie przy nich nie było i nie znam ludzi, którzy je przeprowadzają, więc dla mnie to jest przyjęcie "na wiarę", że wyniki czyichś badań mówią to i to i wnioski z tego są takie i takie. Ja mogę jedynie próbowac ocenić czy to sie wszystko trzyma kupy i jest logiczne. A w 100% logiczne nie jest niestety nigdy nic :( Zdaję sobie sprawę z tego, że od moich decyzji zależy zdrowie a nawet życie moich zwierząt i moje. Staram się, wiec podejmowac je najbardziej świadomie jak potrafię mimo wielu wątpliwości po drodze. Wciąz się czegoś nowego ucze i dowiaduję i podejmuję "te same" decyzje na nowo w oporciu o nowe dane jeśli coś się w mojej wiedzy zmienia. Czy będę miała wyrzuty sumienia, jeśli któras z tych decyzji okaże się błedna? JASNE ! Ale czy ktoś inny na moim miejscu zrobiłby więcej? lepiej ? Jaka jest szansa na to, ze gdyby moje kociaki trafiły w inne ręce to miałyby lepsza opiekę ? To jest chyba całkiem dobre pytanie. Pomyślcie sami nad tym: jaka jest szansa, że wasze zwierzaki trafiłyby lepiej ? Moim zdaniem niewielka, bo wciąż niewielu ludzi traktuje swoje zwierzaki tak poważnie i odpowiedzialnie jak większośc osób na tym forum.
 
 
Anilina 


Barfuje od: 20.07.2017
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 9 razy
Dołączyła: 20 Lip 2017
Posty: 473
Skąd: Trzebinia
Wysłany: 2018-10-12, 13:12   

Chasing, jak Ty poruszysz jakiś temat… Czytając Twój post przez moją głowę przelatywały te wszystkie chwile strachu i zwątpienia, które spycham w podświadomość, żeby nie zwariować. A Ty tak z grubej rury ;-)
Ale na poważnie – najgorzej było z pierwszym kotem, z PNN. Jak to ogarnęłam, zobaczyłam efekt, zobaczyłam jak mi kotka odmłodniała, wypiękniała, nabrałam pewności i siły do stawania w szranki z wetami. Ale z każdą nową chorobą, zanim się jej nauczę, zanim opanuję choć podstawową wiedzę, tak, jest strach. Taka sinusoida, euforia gdy widać światełko w tunelu, zwierzowi się poprawia, a potem nawrót choroby i łzy bezsilności.
Ważne jest to, co napisała Scarletmara. Trzeba panować nad emocjami, a nie pozwolić im zawładnąć sobą. Moja metoda jest taka: gdy już mnie rzeczywistość tak totalnie przytłacza, pozwalam sobie na dzień totalnego mazgajstwa, użalania się nad sobą, nad zwierzakami, nad tym, że nie daję rady. Jeden dzień. Następnego biorę się w garść i zamiast skupiać się na problemach, szukam rozwiązań. Nie dopuszczam do siebie zwątpienia i powtarzam sobie, że wszystko się da, tylko trzeba znaleźć sposób. U mnie to działa.
_________________
Tita 2005, Klakson 2007, Lola 2013
 
 
Klara 


Barfuje od: 03.2018
Udział BARFa: 50-75%
Dołączyła: 27 Lut 2018
Posty: 64
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2018-10-13, 23:06   

Chwile zwątpienia, żal do weta, wyrzuty sumienia? Prawie codziennie...
I to jest właśnie temat kiedy mogę w końcu się wygadać...
Nigdy nie miałam kota...i zawsze mówiłam, że nie przepadałam za kotami. Miałam psa, który był ze mną 18 lat.
Aż tu nagle coś we mnie tąpneło i zachciało mi się kota. To pragnienie dojrzewało jakieś pół roku. Ponieważ bardzo przeżyłam śmierć psa, chciałam, żeby kot u nas miał jak najlepiej. Chciałam na niego "chuchać i dmuchać", żeby odżywiał się zdrowo itd.
I tu zaczynają się te chwilę kiedy sobie myslę...a może to moja wina... Moja kocia, dopiero za 2 tygodnie skończy rok, a już stwierdzają PNN II stopnia. Jak o tym myslę, to mam łzy w oczach. Bo miała być taka wychuchana, a tu PNN choć nie skończyła roku...
Tu zaczynają się wątpliwości kto zawinił: ja, wet, czy barf...
Czemu ja? Bo zanim przeszłam na barf w dużej mierze karmiłam samym mięsem + mięsne puszki (nie doczytałam dobrze w necie). Teraz myśle, że mogłam zaszkodzić.
Czemu wet? Bo przed kastracją wyniki były ok, a miesiąc po zabiegu poleciała krea i mocznik (fosfor też wysoki) No i teraz mimo, że ogarneliśmy barfa, fosfor spada, bo staję na głowie żeby układać mieszanki o niskim fosforze, to pojawiają się wątpliwości czy wszystko robię ok, a może jednak przejść na puszki typu Catz Fine Purr czy coś w tym rodzaju... A jak już robię mieszankę, to z chorą dokładnością patrzę na wagę czy czegoś nie za dużo albo za mało...I tak na okrągło...Naprawdę można popaść w paranoję...Ech kota mi się zachciało... ;-)
 
 
aina 

Dołączyła: 13 Paź 2016
Posty: 167
Wysłany: 2018-10-14, 16:30   

:macha: troszcz się K l a r a lecz rozsądnie . Nie jesteś osamotniona w obawach
 
 
Chasing The Sun 

Barfuje od: IV.2015
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 19 Mar 2018
Posty: 111
Skąd: Rainbow
Wysłany: 2018-10-14, 22:07   

Dzięki Dziewczyny za Wasz odzew. Wasze opinie są bardzo ważne! Myślę, że jako opiekuni jesteśmy nie mniej ważni niż nasi podopieczni. Istotne jest zatem to, w jaki sposób sobie radzimy z naszymi emocjami, nie zawsze łatwymi. O tym jak bywa ciężko, napisałyście zarówno odpowiadając na mój post, jak i w innych wątkach. Z Waszych wypowiedzi wnioskuję, że macie potrzebę mówienia nie tylko o samym barfie i wszelkich praktycznych jego aspektach, ale także i o wątpliwościach jakie się w Waszych umysłach i sercach pojawiają. Jako członek tego Forum jestem ciekawa czy INNI też się nad tym zastanawiają. Rozumiem, że mówienie o emocjach nie jest dziś popularne, ale na tym Forum temat ten wydał mi się zupełnie pominięty. Tym bardziej mówienie o emocjach postrzeganych jako przejaw słabości ludzie nie chcą mówić. Dziwiło mnie to, że jest tyle różnych wątków na BŚ wcale nie związanych z barfem, nawet z kotami, a nikt nie założył wątku poświęconego nam – opiekunom. Co prawda jest kącik wkurzonego barfera, ale tam jest raczej miejsce na negatywne emocje, które gdzieś w nas się kotłują.
Dla mnie oczywiste jest to, że aby dobrze sprawować opiekę, trzeba samemu mieć siłę, którą niektóre sytuacje mogą nam okresowo odebrać. Jest to tym bardziej trudne w przypadku barfa, którego zaplecze teoretyczne (poza wiedzą na Forum) w tym kraju jest tak ubogie. Swoją drogą nurtuje mnie pytanie – może Wy potraficie mi odpowiedzieć, dlaczego nikt nie pokusił się o badania zwierząt barfujących? Czy dlatego, że nikt nie uznał barfa za intratną dziedzinę mogącą przynieść wymierne korzyści? Myślę, że gdyby takie badania były, to w naszych głowach byłoby mniej wątpliwości – dzięki scarletmara :kwiatek: za Twoją cenną wypowiedź, a szczególnie za pkt 3. Dziękuję też za Twoją uwagę dotyczącą kontroli naszych emocji i tego jak wpływają one na nasze zwierzaki. To prawda, że zwierzęta są dobrymi obserwatorami i potrafią przejmować nasze stany emocjonalne. Rzeczywiście staram się kontrolować swoje zachowanie w stresujących dla nas sytuacjach – jestem wtedy ostoją spokoju, aby dać im znać, że nic im nie grozi i że jestem dla nich gwarantem bezpieczeństwa. To jednak nie przeszkadza mi pochlipywać w rękaw gdy tego nie widzą. Uważam bowiem, że z punktu widzenia mojego zdrowia psychicznego tłumienie emocji jest złe. Bywa zatem kryzys, czas kiedy potrzebuję spokoju, aby po kilku dniach, kiedy nabiorę dystansu, móc spojrzeć na sytuację z większym spokojem i rozsądkiem.
Anilina :kwiatek: , wierz mi, że pytania jakie Wam zadałam są niczym, wobec tego co tli się w mojej głowie, ale nie chciałabym stresować też innych ;-) I mam nadzieję, że w moim życiu nigdy nie przyjdzie dzień, kiedy będę musiała sobie i Wam je zadać i wtedy to dopiero będzie „gruba rura” ;-) Jedyne co mogę podpowiedzieć, to tyle że spychanie jakichkolwiek emocji do podświadomości nie jest dobre. Myślę, że odpowiedź nawet na najtrudniejsze pytania jest lepsza niż gromadzenie wątpliwości, które wyskoczą w najmniej odpowiednim momencie. Tutaj pewnie Meri z uwagi na swoje wykształcenie mogłaby nam na ten temat coś więcej powiedzieć ;-)
Aaaa Meri :kwiatek: , tego dobrego wsparcia o którym piszesz, właśnie na Forum szukałam ;-)
Klara :kwiatek: , cieszę się, że w moim poście znalazłaś miejsce którego Ci brakowało… Chciałabym jednak abyś w żadnym wypadku nie obwiniała się za chorobę swojego kota. Każdy z nas ma jak najlepsze intencje. Jesteśmy trochę jak rodzice, którzy planują absolutnie idealnie wychowywać swoje dzieci, a to kim ten mały człowiek staje się w przyszłości często odbiega od ich zamierzeń. Nie ma idealnego wychowania, nie ma idealnych opiekunów. Koty, które trafiają do nas też nie są w idealnym stanie. W przypadku rodowodowych zwierząt także nie mamy pewności czy nie są obarczone jakimś ryzykiem zdrowotnym. Na stan zdrowia czy to nasz, czy naszych podopiecznych wpływa wiele czynników. Zobacz, już samo to z jakim bagażem zdrowotnym przyszedł na świat Twój kociak, nikt przecież nie bada zwierząt „od a do z”. Druga sprawa, to jakość pożywienia jaką podajemy. Przecież podając barfa, też nie mamy pewności co do jakości poszczególnych składników, mięsa czy suplementów. Trzymamy się wiary w to, że każdy z producentów dochowuje staranności na każdym etapie produkcji i to jest tyle co możemy zrobić. Z resztą pomyśl sama, czy w swoje odżywianie wkładasz tyle wysiłku co w żywienie swojego kota? Czy też przeliczasz potrzebne Ci każdego dnia składniki mineralne? Kiedy robiłaś sobie badania?
Ja nie jestem w tym dobra (czego wynikiem jest mój poprzedni post), ale wydaje mi się, że warto zachować zdrowy rozsądek. Trzeba dokładać staranności w opiece, douczać się, czytać, obserwować rezultaty naszych działań i być gotowym je modyfikować. Nasze przedmówczynie napisały, a ja także mogę zaświadczyć, że efekty barfa da się zauważyć i to właśnie wpływa na to, że wciąż nim żywimy. Nikt nie podejmie za Ciebie decyzji. Jeśli Twój kot rzeczywiście ma PNN, to na barfie łatwiej Ci będzie kontrolować jego dietę i reagować w zależności od wyników. Myślę, jednak, że szukanie winnego nie ma teraz sensu. Ważne jest otrząśniecie się z pierwszego szoku, leczenie i zapobieganie rozwojowi choroby. W tym momencie chciałabym przywołać słowa scarletmary, czy Twój kot mógłby trafić lepiej? Na pewno nie.
Widzisz, we mnie też sporo wątpliwości, ale ja już po prostu taka jestem. Prawdopodobnie w wyniku takiego właśnie idealnego wychowania o jakim pisałam parę zdań wcześniej. W moim rozumieniu nie jest to absolutnie cecha, za którą jestem swoim rodzicom wdzięczna. Jeśli chodzi o zdrowie moich najbliższych, to sprawdzę się po trzykroć (jak przy suplach). Mam też ogromne poczucie odpowiedzialności, które czasem niepotrzebnie wpędza mnie w lęk i niepokój. Dlatego właśnie czasem potrzebuję wsparcia innych osób. Dlatego też pozwoliłam sobie napisać do Was, osób dzielących moje zainteresowanie. Ogromnie dziękuję, że napisałyście – dzięki temu nie czuję się osamotniona w swoich obawach.
_________________
Słońce jest okiem Boga - Maanam
 
 
małga 


Barfuje od: 11.2014
Pomogła: 6 razy
Dołączyła: 20 Lis 2014
Posty: 438
Skąd: Warszawa
Wysłany: Dzisiaj 17:01   

Uważam, że normalny człowiek się martwi, bardziej dziwi mnie, że można inaczej. Wiele razy stresowałam się, czy postępuję właściwie. Od czasu pożegnania pierwszego kota, gdy śmierć stała się realna. Kot je za dużo/za mało, śpi za dużo/jest niespokojny... każda sytuacja może być potencjalnie objawem jakiejś choroby, o której nie wiem, zidentyfikuję objawy za późno... Najtrudniej było, gdy kotka odeszła nagle. Gdzieś w sercu mam teraz ciągły strach. Pożegnanie przewlekle chorego kota trochę przywróciło mi spokój jako uświadomienie, że na naturalny proces umierania nie mamy wpływu... niestety, mimo wszystko, mimo starań.
A mimo to, czasami jest trudno.
_________________
Instrukcja Obsługi Wyszukiwarki
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne