BARFny Świat Strona GłównaBARFny Świat Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Kontakt  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Barf a psychika (ludzka)
Autor Wiadomość
Anilina 


Barfuje od: 20.07.2017
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 10 razy
Dołączyła: 20 Lip 2017
Posty: 516
Skąd: Trzebinia
Wysłany: 2018-10-12, 12:12   

Chasing, jak Ty poruszysz jakiś temat… Czytając Twój post przez moją głowę przelatywały te wszystkie chwile strachu i zwątpienia, które spycham w podświadomość, żeby nie zwariować. A Ty tak z grubej rury ;-)
Ale na poważnie – najgorzej było z pierwszym kotem, z PNN. Jak to ogarnęłam, zobaczyłam efekt, zobaczyłam jak mi kotka odmłodniała, wypiękniała, nabrałam pewności i siły do stawania w szranki z wetami. Ale z każdą nową chorobą, zanim się jej nauczę, zanim opanuję choć podstawową wiedzę, tak, jest strach. Taka sinusoida, euforia gdy widać światełko w tunelu, zwierzowi się poprawia, a potem nawrót choroby i łzy bezsilności.
Ważne jest to, co napisała Scarletmara. Trzeba panować nad emocjami, a nie pozwolić im zawładnąć sobą. Moja metoda jest taka: gdy już mnie rzeczywistość tak totalnie przytłacza, pozwalam sobie na dzień totalnego mazgajstwa, użalania się nad sobą, nad zwierzakami, nad tym, że nie daję rady. Jeden dzień. Następnego biorę się w garść i zamiast skupiać się na problemach, szukam rozwiązań. Nie dopuszczam do siebie zwątpienia i powtarzam sobie, że wszystko się da, tylko trzeba znaleźć sposób. U mnie to działa.
_________________
Tita 2005, Klakson 2007, Lola 2013
 
 
Klara 


Barfuje od: 03.2018
Udział BARFa: 50-75%
Dołączyła: 27 Lut 2018
Posty: 78
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2018-10-13, 22:06   

Chwile zwątpienia, żal do weta, wyrzuty sumienia? Prawie codziennie...
I to jest właśnie temat kiedy mogę w końcu się wygadać...
Nigdy nie miałam kota...i zawsze mówiłam, że nie przepadałam za kotami. Miałam psa, który był ze mną 18 lat.
Aż tu nagle coś we mnie tąpneło i zachciało mi się kota. To pragnienie dojrzewało jakieś pół roku. Ponieważ bardzo przeżyłam śmierć psa, chciałam, żeby kot u nas miał jak najlepiej. Chciałam na niego "chuchać i dmuchać", żeby odżywiał się zdrowo itd.
I tu zaczynają się te chwilę kiedy sobie myslę...a może to moja wina... Moja kocia, dopiero za 2 tygodnie skończy rok, a już stwierdzają PNN II stopnia. Jak o tym myslę, to mam łzy w oczach. Bo miała być taka wychuchana, a tu PNN choć nie skończyła roku...
Tu zaczynają się wątpliwości kto zawinił: ja, wet, czy barf...
Czemu ja? Bo zanim przeszłam na barf w dużej mierze karmiłam samym mięsem + mięsne puszki (nie doczytałam dobrze w necie). Teraz myśle, że mogłam zaszkodzić.
Czemu wet? Bo przed kastracją wyniki były ok, a miesiąc po zabiegu poleciała krea i mocznik (fosfor też wysoki) No i teraz mimo, że ogarneliśmy barfa, fosfor spada, bo staję na głowie żeby układać mieszanki o niskim fosforze, to pojawiają się wątpliwości czy wszystko robię ok, a może jednak przejść na puszki typu Catz Fine Purr czy coś w tym rodzaju... A jak już robię mieszankę, to z chorą dokładnością patrzę na wagę czy czegoś nie za dużo albo za mało...I tak na okrągło...Naprawdę można popaść w paranoję...Ech kota mi się zachciało... ;-)
 
 
aina 

Dołączyła: 13 Paź 2016
Posty: 169
Wysłany: 2018-10-14, 15:30   

:macha: troszcz się K l a r a lecz rozsądnie . Nie jesteś osamotniona w obawach
 
 
Chasing The Sun 

Barfuje od: IV.2015
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 19 Mar 2018
Posty: 126
Skąd: Rainbow
Wysłany: 2018-10-14, 21:07   

Dzięki Dziewczyny za Wasz odzew. Wasze opinie są bardzo ważne! Myślę, że jako opiekuni jesteśmy nie mniej ważni niż nasi podopieczni. Istotne jest zatem to, w jaki sposób sobie radzimy z naszymi emocjami, nie zawsze łatwymi. O tym jak bywa ciężko, napisałyście zarówno odpowiadając na mój post, jak i w innych wątkach. Z Waszych wypowiedzi wnioskuję, że macie potrzebę mówienia nie tylko o samym barfie i wszelkich praktycznych jego aspektach, ale także i o wątpliwościach jakie się w Waszych umysłach i sercach pojawiają. Jako członek tego Forum jestem ciekawa czy INNI też się nad tym zastanawiają. Rozumiem, że mówienie o emocjach nie jest dziś popularne, ale na tym Forum temat ten wydał mi się zupełnie pominięty. Tym bardziej mówienie o emocjach postrzeganych jako przejaw słabości ludzie nie chcą mówić. Dziwiło mnie to, że jest tyle różnych wątków na BŚ wcale nie związanych z barfem, nawet z kotami, a nikt nie założył wątku poświęconego nam – opiekunom. Co prawda jest kącik wkurzonego barfera, ale tam jest raczej miejsce na negatywne emocje, które gdzieś w nas się kotłują.
Dla mnie oczywiste jest to, że aby dobrze sprawować opiekę, trzeba samemu mieć siłę, którą niektóre sytuacje mogą nam okresowo odebrać. Jest to tym bardziej trudne w przypadku barfa, którego zaplecze teoretyczne (poza wiedzą na Forum) w tym kraju jest tak ubogie. Swoją drogą nurtuje mnie pytanie – może Wy potraficie mi odpowiedzieć, dlaczego nikt nie pokusił się o badania zwierząt barfujących? Czy dlatego, że nikt nie uznał barfa za intratną dziedzinę mogącą przynieść wymierne korzyści? Myślę, że gdyby takie badania były, to w naszych głowach byłoby mniej wątpliwości – dzięki scarletmara :kwiatek: za Twoją cenną wypowiedź, a szczególnie za pkt 3. Dziękuję też za Twoją uwagę dotyczącą kontroli naszych emocji i tego jak wpływają one na nasze zwierzaki. To prawda, że zwierzęta są dobrymi obserwatorami i potrafią przejmować nasze stany emocjonalne. Rzeczywiście staram się kontrolować swoje zachowanie w stresujących dla nas sytuacjach – jestem wtedy ostoją spokoju, aby dać im znać, że nic im nie grozi i że jestem dla nich gwarantem bezpieczeństwa. To jednak nie przeszkadza mi pochlipywać w rękaw gdy tego nie widzą. Uważam bowiem, że z punktu widzenia mojego zdrowia psychicznego tłumienie emocji jest złe. Bywa zatem kryzys, czas kiedy potrzebuję spokoju, aby po kilku dniach, kiedy nabiorę dystansu, móc spojrzeć na sytuację z większym spokojem i rozsądkiem.
Anilina :kwiatek: , wierz mi, że pytania jakie Wam zadałam są niczym, wobec tego co tli się w mojej głowie, ale nie chciałabym stresować też innych ;-) I mam nadzieję, że w moim życiu nigdy nie przyjdzie dzień, kiedy będę musiała sobie i Wam je zadać i wtedy to dopiero będzie „gruba rura” ;-) Jedyne co mogę podpowiedzieć, to tyle że spychanie jakichkolwiek emocji do podświadomości nie jest dobre. Myślę, że odpowiedź nawet na najtrudniejsze pytania jest lepsza niż gromadzenie wątpliwości, które wyskoczą w najmniej odpowiednim momencie. Tutaj pewnie Meri z uwagi na swoje wykształcenie mogłaby nam na ten temat coś więcej powiedzieć ;-)
Aaaa Meri :kwiatek: , tego dobrego wsparcia o którym piszesz, właśnie na Forum szukałam ;-)
Klara :kwiatek: , cieszę się, że w moim poście znalazłaś miejsce którego Ci brakowało… Chciałabym jednak abyś w żadnym wypadku nie obwiniała się za chorobę swojego kota. Każdy z nas ma jak najlepsze intencje. Jesteśmy trochę jak rodzice, którzy planują absolutnie idealnie wychowywać swoje dzieci, a to kim ten mały człowiek staje się w przyszłości często odbiega od ich zamierzeń. Nie ma idealnego wychowania, nie ma idealnych opiekunów. Koty, które trafiają do nas też nie są w idealnym stanie. W przypadku rodowodowych zwierząt także nie mamy pewności czy nie są obarczone jakimś ryzykiem zdrowotnym. Na stan zdrowia czy to nasz, czy naszych podopiecznych wpływa wiele czynników. Zobacz, już samo to z jakim bagażem zdrowotnym przyszedł na świat Twój kociak, nikt przecież nie bada zwierząt „od a do z”. Druga sprawa, to jakość pożywienia jaką podajemy. Przecież podając barfa, też nie mamy pewności co do jakości poszczególnych składników, mięsa czy suplementów. Trzymamy się wiary w to, że każdy z producentów dochowuje staranności na każdym etapie produkcji i to jest tyle co możemy zrobić. Z resztą pomyśl sama, czy w swoje odżywianie wkładasz tyle wysiłku co w żywienie swojego kota? Czy też przeliczasz potrzebne Ci każdego dnia składniki mineralne? Kiedy robiłaś sobie badania?
Ja nie jestem w tym dobra (czego wynikiem jest mój poprzedni post), ale wydaje mi się, że warto zachować zdrowy rozsądek. Trzeba dokładać staranności w opiece, douczać się, czytać, obserwować rezultaty naszych działań i być gotowym je modyfikować. Nasze przedmówczynie napisały, a ja także mogę zaświadczyć, że efekty barfa da się zauważyć i to właśnie wpływa na to, że wciąż nim żywimy. Nikt nie podejmie za Ciebie decyzji. Jeśli Twój kot rzeczywiście ma PNN, to na barfie łatwiej Ci będzie kontrolować jego dietę i reagować w zależności od wyników. Myślę, jednak, że szukanie winnego nie ma teraz sensu. Ważne jest otrząśniecie się z pierwszego szoku, leczenie i zapobieganie rozwojowi choroby. W tym momencie chciałabym przywołać słowa scarletmary, czy Twój kot mógłby trafić lepiej? Na pewno nie.
Widzisz, we mnie też sporo wątpliwości, ale ja już po prostu taka jestem. Prawdopodobnie w wyniku takiego właśnie idealnego wychowania o jakim pisałam parę zdań wcześniej. W moim rozumieniu nie jest to absolutnie cecha, za którą jestem swoim rodzicom wdzięczna. Jeśli chodzi o zdrowie moich najbliższych, to sprawdzę się po trzykroć (jak przy suplach). Mam też ogromne poczucie odpowiedzialności, które czasem niepotrzebnie wpędza mnie w lęk i niepokój. Dlatego właśnie czasem potrzebuję wsparcia innych osób. Dlatego też pozwoliłam sobie napisać do Was, osób dzielących moje zainteresowanie. Ogromnie dziękuję, że napisałyście – dzięki temu nie czuję się osamotniona w swoich obawach.
_________________
"Jak wiadomo każdemu właścicielowi kota, nikt nie jest właścicielem kota" - Ellen Perry Berkeley
 
 
małga 


Barfuje od: 11.2014
Pomogła: 6 razy
Dołączyła: 20 Lis 2014
Posty: 457
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2018-10-23, 16:01   

Uważam, że normalny człowiek się martwi, bardziej dziwi mnie, że można inaczej. Wiele razy stresowałam się, czy postępuję właściwie. Od czasu pożegnania pierwszego kota, gdy śmierć stała się realna. Kot je za dużo/za mało, śpi za dużo/jest niespokojny... każda sytuacja może być potencjalnie objawem jakiejś choroby, o której nie wiem, zidentyfikuję objawy za późno... Najtrudniej było, gdy kotka odeszła nagle. Gdzieś w sercu mam teraz ciągły strach. Pożegnanie przewlekle chorego kota trochę przywróciło mi spokój jako uświadomienie, że na naturalny proces umierania nie mamy wpływu... niestety, mimo wszystko, mimo starań.
A mimo to, czasami jest trudno.
_________________
Instrukcja Obsługi Wyszukiwarki
 
 
Klara 


Barfuje od: 03.2018
Udział BARFa: 50-75%
Dołączyła: 27 Lut 2018
Posty: 78
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2018-10-23, 21:30   

Chasing The Sun, chyba jesteśmy do siebie trochę podobne...bo czytając to co piszesz, odczuwam tak samo, choć jakieś tam wyrzuty sumienia są i pewnie nigdy do końca nie znikną...I to czekanie na każde wyniki badań kontrolnych....poprawiło się czy pogorszyło...Czasem myślę, że dobrze mają Ci co nie robią kotu badań i myslą, że wszystko jest w porządku...Oczywiście wiem, że to absurd, ale czasem nachodzą mnie takie mysli...
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne