BARFny Świat Strona GłównaBARFny Świat Strona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Kontakt  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Kolejny kot w domu - blaski i cienie dokocenia
Autor Wiadomość
Iowa 


Barfuje od: 6.12.2011
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 2 razy
Wiek: 37
Dołączyła: 21 Lis 2011
Posty: 371
Skąd: Lublin
Wysłany: 2012-02-08, 10:32   Kolejny kot w domu - blaski i cienie dokocenia

OLGA napisał/a:
No i niestety ten agresor się czasem podczas zabawy wyzwala, a wtedy gryzie naprawdę mocno, kuli uszy i się rzuca na ręce :( Ale to nie kwestia Barfu oczywiście, a jakichś błędów w wychowaniu czy nie wiem w czym, bo staramy się jak możemy.

Drugi kot rozwiązuje zazwyczaj problem 8-)
_________________
...inexplicable catness...
 
 
OLGA 


Barfuje od: 20.01.2012
Udział BARFa: 90-100%
Wiek: 35
Dołączyła: 20 Paź 2011
Posty: 49
Skąd: Lublin
Wysłany: 2012-02-08, 10:36   

Wiem i już ten temat mam przewałkowany, ale mam opornego TŻ. Ale może, jeśli wszystko w ciągu najbliższego pół roku pójdzie zgodnie z naszym planem, uda się przewalczyć "braciszka" lub "siostrzyczkę".
 
 
Terhie 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 25 Wrz 2011
Posty: 401
Wysłany: 2012-02-08, 14:53   

_Jadis_ napisał/a:
Dobrze przeprowadzic dokocenie i wszystko sie ulozy ;p A on bedzie przeszczesliwy , ze ma towarzystwo ;)

Hmm... Ja tak myślałam, jak sprowadziłam Kota 2 do domu. Ale teraz tak nie myślę. S. chyba był "szczęśliwszy" bez tego towarzystwa. Może to kwestia niezgodności kocich charakterów, ale tego nie przewidzisz.

Tak mi się teraz przypomniało, że właśnie nowy kot miał tendencje do rzucania się na kołdrę - a właściwie stopy po kołdrą. Skutecznie wypłoszył mi wszystkich gości. Teraz tego nie robi, ale miał okres, kiedy noc w noc lądował w transporterze, bo nie szło spać. Do dziś ma mało wyczucia "w łapach", chyba nikt nie nauczył go chować pazurów w zabawie i mam niejedną bliznę - nie z zabawy, z przypadku: bo się kot spłoszył, bo za czymś gonił, bo nie wymierzył...

W każdym razie wyglądało to tak, że on się rzucał na ludzką stopę, ja konsekwentnie wstawałam, otwierałam transporter, on wchodził, na ogół sam i niesiłowo, układał się i zasypiał w 2 sekundy. A teraz już spokojnie, nawet jak goście są, to nie atakuje.

A kolega, jak już ciągnąć kocie furie, miał kotkę, która reagowała agresją na dźwięk telefonu komórkowego. Kiedyś opiekunce do dziecka zadzwonił w kieszeni i kotka rzuciła się, wczepiła pazurami w nogę, jak w amoku. Był problem. Kota oddali.

A może nawet Maurycy nie tyle jest zły i obrażony, co daje Ci do zrozumienia, że Ty, jako osoba-do-zabawy masz go teraz zabawiać. I to szybko, już-już. Bo ja nie... to pazur. :roll:
 
 
Terhie 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 25 Wrz 2011
Posty: 401
Wysłany: 2012-02-09, 10:42   

_Jadis_ napisał/a:
Jesli np wlasciciel zle przedstawi sobie koty i narazi je na niepotrzebny stres to moga nieopatrznie zrazic sie do siebie i wtedy bardzo dlugo moga byc problemy. Zalezy to tez od charakteru kota. A to kazdy wlasciciel powinien umiec poznac i umiec dobrac przynajmniej teoretycznie odpowiedniego towarzysza.


To nie jest tylko kwestia procesu dokocania. Charakter kota możesz częściowo przewidywać tylko jeśli wybierasz rasowego. Adoptując bezdomnego dostajesz kota... w worku.

Znam koty, które żyją totalnie obok siebie - nawet się nie dotykają (!). Nie walczą, bo prostu ignorują się wzajemnie. Przekrój kocich relacji i charakterów jest szeroki.

Sanjiro wychowywał się ze starszą kotką, myślałam, że towarzystwo będzie wskazane - a okazało się, że zmienił się z radosnego kota w kota-chodzącą-powagę. Dopiero teraz (ponad rok od dokocenia!) zaczyna się nieśmiało bawić, ale to są momenty, czasem nawet nie zdążę podjąć zabawy.

Z mojego punktu widzenia efekty dokocenia nie są tak przewidywalne, jak by się mogło wydawać :)

Gdybym wiedziała, ze tak się to potoczy, nie przygarniałabym małego łobuza, Cirdana.
 
 
mirela 


Barfuje od: 09-2011
Udział BARFa: 90-100%
Dołączyła: 22 Wrz 2011
Posty: 144
Skąd: śląsk
Wysłany: 2012-02-09, 11:04   

Terhie - widzę, że u mnie było podobnie. Starszak był wesoły, zabawowy ale bardzo tęsknił jak mnie nie widział, płakał, nawoływał. Kiedy pojawił się młody to zmienił mu się totalnie charakter: stał się poważny, dostojny, mniej się bawił, jakby posmutniał. Ale z drugiej strony jest tak przywiązany do młodego, że to wydaje mi się aż chore. Jak młodszaka zamykam żeby starszakowi nie wyjadał z miski, to starszak nie je tylko siedzi pod drzwiami za którymi jest zamknięty młodszak i płacze. Ogólnie gdy tylko młody zniknie mu z oczu to jest bek.
Więc nie wydaje mi się, aby ta Wasza zmiana wynikała koniecznie z braku akceptacji (moje się tłuką o miejsce na fotelu a po godzinie wzajemnie się na nim tulą i liżą) ale może one jakoś muszą pokazać młodemu kto tutaj rządzi ?
 
 
Mari 


Barfuje od: 02.2010
Udział BARFa: 50-75%
Pomogła: 1 raz
Dołączyła: 21 Wrz 2011
Posty: 168
Skąd: Gdańsk
Wysłany: 2012-02-09, 11:30   

Terhie napisał/a:
_Jadis_ napisał/a:
Jesli np wlasciciel zle przedstawi sobie koty i narazi je na niepotrzebny stres to moga nieopatrznie zrazic sie do siebie i wtedy bardzo dlugo moga byc problemy. Zalezy to tez od charakteru kota. A to kazdy wlasciciel powinien umiec poznac i umiec dobrac przynajmniej teoretycznie odpowiedniego towarzysza.


To nie jest tylko kwestia procesu dokocania. Charakter kota możesz częściowo przewidywać tylko jeśli wybierasz rasowego. Adoptując bezdomnego dostajesz kota... w worku.

Znam koty, które żyją totalnie obok siebie - nawet się nie dotykają (!). Nie walczą, bo prostu ignorują się wzajemnie. Przekrój kocich relacji i charakterów jest szeroki.

Sanjiro wychowywał się ze starszą kotką, myślałam, że towarzystwo będzie wskazane - a okazało się, że zmienił się z radosnego kota w kota-chodzącą-powagę. Dopiero teraz (ponad rok od dokocenia!) zaczyna się nieśmiało bawić, ale to są momenty, czasem nawet nie zdążę podjąć zabawy.

Z mojego punktu widzenia efekty dokocenia nie są tak przewidywalne, jak by się mogło wydawać :)

Gdybym wiedziała, ze tak się to potoczy, nie przygarniałabym małego łobuza, Cirdana.


Popieram zdanie - obserwuję kocięta i częściowo mogę stwierdzić jaki mogą mieć charakter, ale uczciwie przyznają, że po jakimś czasie w nowym domku potrafią mnie zaskoczyć :D
 
 
Terhie 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 25 Wrz 2011
Posty: 401
Wysłany: 2012-02-09, 11:32   

No właśnie - jak byl sam, to miauczał pod drzwiami. A teraz...

Nie wiem sama... Najczęściej jest tak, że to młody inicjuje kontakty - od wgryzania się mojemu Sanjirkowi w kark :-( (jawny obraz dominacji...) po podsuwanie łebka do wylizywania. Kiedy śpia razem, to tylko dlatego, że młody zdecydował się tak ułożyć, nigdy nie widziałam, żeby to S. wybrał sobie miejsce do spania obok młodego :-(

W dodatku młody to straszny zazdrośnik, co się Sanjirko ułoży mi na kolanach, to młody się do niego zakrada, przepłasza i sam próbuje się ułożyć (ja mu wtedy nie pozwalam). Nawet jak zacznie wylizywać Sanjirowi futro (na co S. się zgadza), to się przeradza w atak ze strony młodego.

Więc ani nie rządzi (takie mam wrażenie), ani się nie bawi. :-(
 
 
OLGA 


Barfuje od: 20.01.2012
Udział BARFa: 90-100%
Wiek: 35
Dołączyła: 20 Paź 2011
Posty: 49
Skąd: Lublin
Wysłany: 2012-02-09, 13:27   

To ciekawe. A jak długo już trwa taki układ?
 
 
Terhie 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 25 Wrz 2011
Posty: 401
Wysłany: 2012-02-09, 13:43   

1,5 roku, od początku dokocania. Od kilku miesięcy zaczął z powrotem przychodzić na poranne mizianki i czasem mruczeć (czuć, jak mu krtań wibruje, ale głośne mruczenie prawie zniknęło, choć nigdy nie było częste). Pojawiły się też zrywy do zabawy, takie kocie "aHA! jesteś MÓJ, sznurku!" ;-) , ale bardzo szybko mu to przechodzi. W ogóle nie aportuje (a robił to namiętnie).

Kiedyś kupiłam nową wędkę z piórami - ulubioną zabawkę ever - wiedział bezbłędnie, że to dla niego, cały był podniecony, gotowy do zabawy, ale jak przyszło co do czego, to bawić się nie chciał. Tylko jej pilnował (brał jak pies i ciągnął pod fotel, kładł się na niej i tak leżał).

Pilnowałam, żeby przy dokocaniu poświęcać mu więcej czasu, zadbać, żeby nie czuł się odrzucony... ale widać efekty marne.
 
 
OLGA 


Barfuje od: 20.01.2012
Udział BARFa: 90-100%
Wiek: 35
Dołączyła: 20 Paź 2011
Posty: 49
Skąd: Lublin
Wysłany: 2012-02-09, 14:27   

O kurcze, nie słyszałam wcześniej o aż takich problemach.
I ciężko to chyba przewidzieć. Może przed decyzją trzeba kociaki do siebie przyzwyczaić?
Nie mam pojęcia.
 
 
Terhie 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 25 Wrz 2011
Posty: 401
Wysłany: 2012-02-09, 14:31   

Wiesz, w zasadzie to nie problem - koty się nie gryzą, krew się nie leje, nie ma walk. Po prostu nowy kot wpłynął na zachowania starszego i ja subiektywnie oceniam je na minus.

Nie sodziewałam się tego, bo Sanjiro uwielbiał swoją kocią towarzyszkę, która później się wyprowadziła.
 
 
dagnes 
Administrator


Barfuje od: 2008
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 13 Wrz 2011
Posty: 4810
Wysłany: 2012-02-09, 15:12   

Iowa napisał/a:
OLGA napisał/a:

No i niestety ten agresor się czasem podczas zabawy wyzwala, a wtedy gryzie naprawdę mocno, kuli uszy i się rzuca na ręce :( Ale to nie kwestia Barfu oczywiście, a jakichś błędów w wychowaniu czy nie wiem w czym, bo staramy się jak możemy.

Drugi kot rozwiązuje zazwyczaj problem 8-)

_Jadis_ napisał/a:
Dobrze przeprowadzic dokocenie i wszystko sie ulozy ;p A on bedzie przeszczesliwy , ze ma towarzystwo ;)Jak wezmiesz malego kociaka to z jego strony nie powinno byc problemow;)

Kot, dla którego właściciel nie ma wystarczającej ilości czasu, niekoniecznie będzie zachwycony pojawieniem się kolejnego kota. Powiem więcej - zachwyt taką sytuacją zdarza się niezmiernie rzadko. Drugi kot to przede wszystkim rywal do względów opiekuna, którego i tak kot ma w tej chwili za mało, a chciałby więcej. Oprócz rywalizacji o opiekuna, w takiej sytuacji pojawia się zwykle konflikt między kotami, będący wynikiem ich natury.

Osobiście nie uważam dokocenia za remedium na problemy behawioralne kota, a wręcz przeciwnie. Moim zdaniem, problemy behawioralne kota powinny być rozwiązane ZANIM w domu pojawi się kolejny kot, jeśli koniecznie planuje się dokocenie.

Konflikt między kotami (jawny bądź niejawny - czyli niewidoczny dla opiekuna) pojawia się w domu wielokotnym dlatego, że koty nie są zwierzętami stadnymi. Ich skomplikowana psychika, nierozumiane przez człowieka zachowania i instynkty oraz wciąż "dzika" natura często powodują, że opiekunowi wydaje się, że nie ma żadnych konfliktów i napięć między kotami lub wydaje mu się, że koty świetnie funkcjonują w stadzie. Niestety, rzeczywistość jest z goła odmienna i zwykle wcale dla kotów nie radosna.
O ile istnieje bardzo duża szansa, że dwa kocięta z tego samego miotu lub wychowywane razem od maleńkości będą ze sobą szczęśliwe, mieszkając razem do późnej starości, o tyle wybieranie dorosłemu, bądź prawie dorosłemu kotu nieznanego mu towarzysza jest obarczone ogromnym ryzykiem unieszczęśliwienia obu kotów, co przeważnie się zdarza.

To jest naprawdę bardzo skomplikowana sprawa, nie do ostatecznego wyjaśnienia w ramach posta na forum.
Ja, po długich przemyśleniach i obserwacji mojego kota, zdecydowałam, że nie będzie miał towarzysza, który na stałe zamieszkałby w naszym domu. Pomimo tego, że każdy, na pierwszy rzut oka, stwierdza, że Pedro jest wyjątkowo towarzyski, lgnie do innych kotów i świetnie się z nimi bawi, to ja wiem, że inny kot w jego domu oznacza dla niego również ogromny stres. Długo musiałabym opisywać te niuanse, w każdym razie - Pedro miał już wielokrotnie okazję przebywania przez kilka-kilkanaście dni (a raz nawet przez 1,5 miesiąca) z kotami mojej siostry, a ja miałam możliwość dokonania obserwacji. I po tych doświadczeniach wiem, że nie zrobię mojemu Pedrowi krzywdy w postaci drugiego kota w domu na stałe. Najlepszym rozwiązaniem byłoby dla niego, gdyby istniało coś w rodzaju placu zabaw dla kotów poza domemm, gdyby mógł sobie czasem, czy nawet codziennie wyjść i pobawić się z innymi, ale potem wrócić do swojego własnego i bezpiecznego domu, w którym opiekunowie są tylko dla niego, i w którym jego miejsca są jego własnością.

W poniższym linku znajduje się krótki artykuł napisany przez zoopsychologa, poruszający nieco problematykę dokocenia. Pomimo tego, że tekst ten zaledwie muska z wierzchu głębię problemu, i tak można w nim znaleźć kilka istotnych argumentów i wyjaśnień, dlaczego należy bardzo ostrożnie podchodzić do dokocenia:

http://zoopsycholog.com/k...-kolejnego-kota

Cytat:
Od pewnego czasu masz wrażenie, że Twój kot jest znudzony i smutny. Przesypia całe dnie, za to w nocy nie daje Ci spać natrętnie miaucząc, skacząc po Tobie i zrzucając przedmioty. Chodzi za Tobą krok w krok domagając się nieustannej uwagi. Ma ogromny apetyt i tyje. (…)
Zaczynasz się zastanawiać czy wzięcie drugiego kota nie rozwiązałoby tych problemów?

To jak wypisz wymaluj problem, od którego zaczął się ninieszy wątek.

Cytat:
Wszystkie zwierzęta, które zostały udomowione przez człowieka, włącznie z nim samym, to zwierzęta stadne. Z wyjątkiem kota. Kot w naturalnych warunkach nie żyje w stadzie i jako samotny łowca zazdrośnie strzeże swojego terytorium przed intruzami. (...)
Zdarza się , że kot żyjący w ludzkiej rodzinie rozwija z innymi kotami - współmieszkańcami (zwłaszcza jeżeli to są koty z tego samego miotu) bliskie relacje przypominające przyjażń. Kot jednak jest z natury typem samotniczym i mimo, że mnogość sygnałów mowy ciała wskazuje na przystosowanie do życia społecznego i komunikacji z innymi osobnikami, są to jednak w większości sygnały dystansujące.

Ludzie bardzo często chcą widzieć rzeczy takimi, jak sobie zamarzą, ignorując rzeczywistość i fakty. Bardzo często przypisują też kotom cechy ludzkie i interpretują zachowania kotów tak, jakby koty były ludźmi. Skutkuje to całkowicie błędnym rozumieniem wysyłanych przez koty sygnałów i unieszczęśliwianiem kotów "dla ich dobra".
Ten, kto czytał dobre powieści science-fiction o teoretycznych kontaktach ludzi z Obcymi, ten wie do czego mogą prowadzić próby interpretacji zachowań przedstawicieli innej cywilizacji na podstawie własnych, ludzkich doświadczeń. Całkowity brak wspólnych pojęć i doświadczeń czyni takie porozumienie niezwykle skomplikowanym i właśnie do nieporadnych kontaktów ludzi z obcą cywilizacją mogę porównać próby uszczęśliwienia kota poprzez dokocenie. Kot jest dla ludzi rzeczywiście "istotą z innej planety" jeśli chodzi o odbiór wrażeń oraz całą psychologię zachowań społecznych. Nie możemy myśleć jak człowiek, chcąc dobra kota. Musimy myśleć jak kot.

Cytat:
Kot jest zwierzęciem społecznym "fakultatywnie", z reguły wiec będzie robił wszystko, żeby nie dzielić się swoim terytorium z nikim, a zwłaszcza jeżeli współmieszkaniec został mu narzucony przez nas.
W sytuacji, gdy kot zostaje przez nas zmuszony do przebywania z drugim wybranym przez nas osobnikiem lub w grupie kotów, najczęściej przyjmuje jedną z poniższych strategii.
• milcząco akceptuje niezgodę i unika innych kotów z grupy
• lekceważy obecność innych kotów i żyje na swoim terytorium, w wybranej niszy, poza grupą
• pozostaje wiecznym kociakiem, rezygnuje z dojrzałości psychicznej i żyje w przyjaźni z wszystkimi kotami w grupie

Czy na pewno każda z tych postaw, jakie może przejawiać nasz kot po dokoceniu jest dla niego dobra...? Jeśli nie widzimy jawnego konfliktu lub jawnych oznak stresu (mierzonego ludzką miarą), to wcale nie znaczy, że konfliktu i wielkiego stresu nie ma.

Cytat:
Dla dobra kota natomiast warto, abyśmy pamiętali, że z jego punktu widzenia im mniej kotów, tym lepiej, bo w grupie zwykle jest o jednego kota za dużo.

Tym ostatnim cytatem chciałabym zaapelować o dużą rozwagę i dogłębne przemyślenie kwestii dokocenia przez każdą osobę, która ma to w planach. Ja też kiedyś byłam lekkomyślną zwolenniczką wielokotnych domów i uważałam, że kot-jedynak jest nieszczęśliwy. Im więcej jednak wiem o kotach, im dłużej i głębiej je obserwuję, z tym większym przekonaniem odradzam teraz pochopne decyzje o dokoceniu. Myliłam się myśląc, że uszczęśliwię mojego kota towarzystwem. Na szczęście sceptyczna postawa TŻ w kwestii dokocenia dała mi czas na dłuższe przemyślenia i zmianę poglądów na podstawie obserwacji i lektur.

O tym, jak fatalne skutki może mieć wzięcie kolejnego kota przekonało się już wielu, a wiele kotów niestety poważnie na tym ucierpiało (wiele kotów zostało wyrzuconych z domu, w najlepszym wypadku oddanych do schronu, inne zostały okaleczone w bójkach, jeszcze inne poważnie się rozchorowały na tle długotrwałego stresu).

Mam nadzieję, że głosy Terhie i mireli nie pozostaną nie zauważone w tej dyskusji:

Terhie napisał/a:
Hmm... Ja tak myślałam, jak sprowadziłam Kota 2 do domu. Ale teraz tak nie myślę. S. chyba był "szczęśliwszy" bez tego towarzystwa. Może to kwestia niezgodności kocich charakterów, ale tego nie przewidzisz.

Terhie napisał/a:
Gdybym wiedziała, ze tak się to potoczy, nie przygarniałabym małego łobuza, Cirdana.

mirela napisał/a:
Terhie - widzę, że u mnie było podobnie. Starszak był wesoły, zabawowy ale bardzo tęsknił jak mnie nie widział, płakał, nawoływał. Kiedy pojawił się młody to zmienił mu się totalnie charakter: stał się poważny, dostojny, mniej się bawił, jakby posmutniał.
_________________
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
 
 
Iowa 


Barfuje od: 6.12.2011
Udział BARFa: 90-100%
Pomogła: 2 razy
Wiek: 37
Dołączyła: 21 Lis 2011
Posty: 371
Skąd: Lublin
Wysłany: 2012-02-09, 15:54   

Ja, mimo wszystko, uważam, że nie należy generalizować. Kot w naturalnym środowisku jest samotnikiem, ale ma "co robić", natomiast w domu bez możliwości wyjścia na zewnątrz ma dużo mniej rozrywek i sam zaczyna się nudzić. Już samo to, według mnie, może wpłynąć na wzrost tolerancji wobec drugiego osobnika w domu, który zapewni to, czego my, właściciele, nie potrafimy. Mieszkanie w małym mieszkaniu (w porównaniu do kociego rewiru w naturze) nie jest dla kota naturalne, więc nie możemy oczekiwać od niego naturalnych zachowań i przyklejać mu łatki samotnika.
Wiadomo, że dokocenie nie zawsze się udaje, bo koty są dużo trudniejsze w obsłudze, niż np. psy. Moje koty są najlepszym przykładem takiego udanego dokocenia, choć prawdopodobnie w drugą stronę (tzn kotka pierwsza, potem kot) by się nie udało. Generalnie żyją obok siebie, bez konfliktów, ale jak trzeba to się nawzajem umyją, zapolują na siebie, śpią razem. Mój kocur jest bardziej zadowolony odkąd nie jest sam i ma dużo lepsze kontakty z ludźmi. Kiedyś nie rozmawiał z nami, nie przychodził tak często na kolana, teraz uwielbia wszelakich gości, zrobił się bardziej kontaktowy. Jest jednak jeden minus mojego dokocenia, muszę przyznać - nauczył się kraść jedzenie ;-)
_________________
...inexplicable catness...
 
 
dagnes 
Administrator


Barfuje od: 2008
Udział BARFa: 75-90%
Pomogła: 23 razy
Dołączyła: 13 Wrz 2011
Posty: 4810
Wysłany: 2012-02-09, 16:19   

Iowa napisał/a:
w domu bez możliwości wyjścia na zewnątrz ma dużo mniej rozrywek i sam zaczyna się nudzić. Już samo to, według mnie, może wpłynąć na wzrost tolerancji wobec drugiego osobnika w domu, który zapewni to, czego my, właściciele, nie potrafimy.

I to właśnie jest przypisywanie kotu cech ludzkich ;-) .
Niestety zdaję sobie sprawę, że takie podejście jest bardzo głęboko zakorzenione w ludzkiej podświadomości i trudno jest "wyjść poza". Ale zdaję sobie sprawę również z tego, że zdarzają się szczęśliwe dokocenia. Cieszę się, że u Ciebie w domu wszystko poszło dobrze :-D . Ale też wiem, że nigdy nie zajrzysz do wszystkich zakamarków głów twoich kotów, by przekonać się czy czasem coś tam nie zgrzyta.

Tym, co napisałam chciałam przede wszystkim spowodować, by opiekunowie kotów, myślący o dokoceniu, naprawdę głęboko się zastanowili i nie robili tego pochopnie :-) .
_________________
Aby dotrzeć do źródła, musisz iść pod prąd
 
 
leniwiec 


Barfuje od: VIII 2011
Udział BARFa: 75-90%
Dołączyła: 24 Lis 2011
Posty: 126
Skąd: Łódź/Lublin
Wysłany: 2012-02-09, 18:44   

dagnes napisał/a:
Kot, dla którego właściciel nie ma wystarczającej ilości czasu, niekoniecznie będzie zachwycony pojawieniem się kolejnego kota. Powiem więcej - zachwyt taką sytuacją zdarza się niezmiernie rzadko. Drugi kot to przede wszystkim rywal do względów opiekuna, którego i tak kot ma w tej chwili za mało, a chciałby więcej. Oprócz rywalizacji o opiekuna, w takiej sytuacji pojawia się zwykle konflikt między kotami, będący wynikiem ich natury.

Czegoś tu nie rozumiem. Z jednej strony chcemy widzieć w naszych kotach niezależne, ledwo udomowione drapieżniki, które jedzą tylko to co naturalne, polują i w ogóle prawie niczym się nie różnią od swoich "dzikich przodków", a z drugiej - uważamy dostęp do względów opiekuna za podstawową wartość w życiu kota? I to jest normalne i naturalne?

Mogę powiedzieć, jak było u nas. Kociszek został znaleziony, kiedy miał ok. 5-6 tygodni. Prawdopodobnie się zgubił, może jego matka zginęła - tak czy inaczej biegał po ulicy sam, zagubiony, rozpaczliwie wołając o pomoc. Przywołał mnie, a ja wzięłam go do domu i otoczyłam opieką najlepiej jak umiałam. Dobry początek do wychowania kota nadmiernie przywiązanego do człowieka, prawda? Na szczęście Kociszek to nie frajer. Nauczył się kontaktów z ludźmi, nauczył się relacji z psami, które (mimo że przecież miał mnie, innych domowników i mnóstwo zabawek), regularnie zaczepiał do zabawy. Kiedy miał około pół roku, przywiozłam do domu drugiego kota, Elminstera - również podrzutka, przygarniętego jako 5-tygodniowe kocię (w tym okresie już 2 miesiące miał). Pierwsze dni: Kocisz nieufny, ale też ogromnie zaciekawiony, mały zafascynowany dużym kumplem. Walki niby w zabawie, ale troszkę zbyt ostre. Po tych kilku dniach - bajka. Chłopaki bawią się i ganiają po całym mieszkaniu, często śpią razem (i tu nie ma reguły - raz Miniczek dołącza do śpiącego Kocisza, raz odwrotnie), przytulają się, liżą sobie nawzajem mordki i uszy. Nigdy nie zauważyłam, żeby konkurowały o cokolwiek. Owszem, Kociszek zmienił się trochę - też jakby wydoroślał, stał się nieco spokojniejszy, poważniejszy. Mniej upomina się o uwagę. Dla mnie to niekoniecznie dobrze - ja tam lubię, jak kot mruczy i domaga się pieszczot, przyjemność sprawiają mi takie dowody sympatii. Ale on jest szczęśliwy. Jest KOTEM, a nie moim małym włochatym synkiem. Widzę, jak śpi przytulony do małego, spokojny i odprężony, i mruczy. W moim przypadku decyzja o dokoceniu była najlepszym, co mogło się nam przytrafić.

Zgadzam się, że koty w naturalnym środowisku (cokolwiek mamy tu na myśli) nie tworzą stada, polują same, a kotki samodzielnie wychowują młode. Ale wciąż te koty mają kontakt z innymi osobnikami. Mają szansę na interakcję (nieraz radosną, przyjazną) z drugim kotem - z jedyną istotą, która może w pełni zrozumieć wysyłane przez nie sygnały. Moim zdaniem to bardzo cenne.

Oczywiście, że życie na małym terenie, w dużym zagęszczeniu i konieczność konkurowania o dostęp do misek, kuwet czy ulubionych miejsc do wypoczynku to stres. I tego dla naszych kotów nie chcemy (choć w naturze konkurencja i stres to codzienność). Ale myślę, że tu chodzi o zdrowy umiar. Jeśli można zapewnić kotom swobodny dostęp do wszelkich "dóbr" ORAZ towarzystwo drugiego kota (odpowiednio dobranego temperamentem), to zdecydowanie częściej jest to korzystne, niż niekorzystne dla kociego samopoczucia.

dagnes napisał/a:
Ale też wiem, że nigdy nie zajrzysz do wszystkich zakamarków głów twoich kotów, by przekonać się czy czasem coś tam nie zgrzyta.

Jasne, z tym całkowicie się zgadzam. I mogę to odnieść tak do moich kotów, jak i do Twojego. Nigdy nie będziemy mieć stuprocentowej pewności, co jest najlepsze dla naszych zwierząt, ale staramy się z całych sił, żeby jak najbardziej zbliżyć się do ideału. Ja wierzę, że dzięki Elminsterowi życie Kocisza jest lepsze. I w drugą stronę. :-)
_________________
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne